niedziela, 21 sierpnia 2016

4.1 Cofee eye Fridge - tego mi było trzeba!

4.1 Cofee eye Fridge - tego mi było trzeba!
Znalezienie odpowiedniego kremu pod oczy przynajmniej dla mnie jest frustrujące. Działa? nie działa? Niejednokrotnie na to pytanie musiałam odpowiedzieć przecząco, przynajamniej nie widziałam znaczącej różnicy po stosowaniu danego produktu. Można jeszcze uczepić się teorii, że kremy pod oczy działają przyszłościowo, stosując je systematycznie mimo braku widocznych efektów tutaj i teraz, sprawiamy, że delikatna skóra wokół oczu zachowa dłużej młody wygląd. I tej teorii chyba przez długie lata trzymałam się najczęściej. Aż zjawił się na mojej drodze ON, całkowicie obalając moje dotychczasowe myślenie. Wiedziałam, miałam takie przeczucie , że to będzie dobry produkt. Lubię otworzyć lodówkę i widzieć Fridge, bo produkty które miałam do tej pory moja cera pokochała. Zapewne wynika to z kilku powodów:
- to właśnie świeżość zapewnia jak najlepsze wchałanianie kosmetyku. Pamiętajcie, okres ważności tych kosmetyków to tylko 2,5 miesiąca.Zapewniam jednak, że używanie sprawi, Wam tyle przyjemniości, że nie będzieci się mogli oderwać i z tym nie będzie problemu.
- każdy produkt Fridge zawiera dużą ilość substancji aktywnych ( w kremach minimum 7), gwarantując efekty
- składniki te wnikają przez warstwę naskórka do skóry właściwej, stymulując procesy odnowy skóry
- i po najważniejsze, stosując Fridge nasza skóra oddycha, bo do produkcji nie używa się silikonów, parafiny, które pokrywają skórę filmem, zaburzając jej funkcje. I kłopoty gotowe.


Krem pod oczy oznaczony numerkiem 4.1 i nazwą cofee eye musiał być mój, nie ze względu na działanie, bo tego przed zakupem nie mogłam znać, choć miałam jak wspominałam wcześniej dobre przeczucia, ale ze względu na obecność w swoim składzie kawy arabica. To jeden tych składników, który dobrze mi się kojarzy. Moja recenzja będzie opierać się na odczuciach nie po tygodniu, nie po dwóch tygodniach stosowania ale po 3 opakowanich, czyli po kilku ładnych  miesiącach. Nie spoczełam, po skończeniu pierwszego, chciałam kolejnych, dzisiaj go nie mam tylko dlatego, że mieszkam za granicą, a wysłka z Polski jest droga.
Krem o pojemności 14 gram dostajemy w szklanym pojemniku, pierwotnie zaproponowano go w butelce z pompką. Fajne, higieniczne rozwiązanie, jednakże ze względu na dość bogatą konsystencję sporo niezużytego produktu zostawało. Teraz jest okej, jedynym utrudnieniem jest, to że teraz krem należy dozować szpatułką. Ewentualnym bakteriom mówimy nie!
To co pierwsze rzuca się w oczy a właściwie nos, to zapach kawy, prawdziwej kawy. Po pierwszym z nim kontakcie, zaklinałam się, że z tego względu będę go używać nawet bez widocznych rezultatów. To uczcucie-kiedy rano chłodny krem aplikujesz po oczy, a przy tym czujesz kawę mmmm. Dla mnie jako wielbicielki kawy, to jest rozkosz! Nie samą kawą jednak krem stoi, prócz niej mamy tu także: olej migdałowy, olej kokosowy także inne cenne ekstrakty, aby redukować opuchnięcia, w tym ( to do mnie!) uporczywe poranne worki pod oczami, ,nawilżyć i rozjaśnić okolice oczu. 
I wierzcie mi lub też nie, wszystko to robi naprawdę! Już po pierwszej aplikacji, patrzyłam w lustro i nie wierzyłam, worki  ładnie się wchłonęły, zupełnie jak bym spała całą noc. A tak nie jest, bo od dwóch lat, moje młodsze dziecko skutecznie mi to uniemożliwia. W dłuższej perspektywie czasu zauważyłam wyraźne nawilżenie, napięcie i wygładzenie okolicy wokół oczu. A także niebywałe rozjaśnienie, dzięki czemu cała buzia nie wygląda na zmęczoną. 
Zdaję sobie sprawę, że cena 159 złotych może wydawać się zbyt wygórowana, ale w tym przypadku naprawdę warto rozważyć zakup. Bo pieniądze te moim zadniem zostaną dobrze spożytkowane. Zresztą ja wolę kupić drogi krem niż drogi róż i już. Pielęgnacja po pierwsze!

Na koniec pytanie: Znacie Fridge i ich produkty? Po drugie, polećcie coś pod oczy, co mogłabym kupić w Anglii.





Skład:
Aqua, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet  Almond) Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Caffeine, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Cetyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Coffea Arabica (Coffee) Extract, Panthenol, Sorbitan Olivate, Coffea Arabica (Coffee) Seed Oil, Camelia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Hedera Helix (Ivy) Extract, Xanthan Gum, Linalool, Eugenol




środa, 17 sierpnia 2016

LIQ CC serum Rich 15% Vitamin C - najlepsze serum!

LIQ CC serum Rich 15% Vitamin C - najlepsze serum!
Nie wiem od czego zacząć i jakoś sensownie wytłumaczyć swoją nieobecność. Żeby się nie rozwodzić, powiem Wam, że działo się Życie, skutecznie odwodząc mnie od pisania. Najmocniej dziękuję za wszystkie maile z prośbami, groźbami, pytaniami odnośnie pielęgnacji. Jest mi naprawdę miło, że ktoś pyta mnie co kupić, jak używać, mam nadzieję, że wielu z Was pomogłam w dokonaniu wyborów. Mam też nadzieję, że mój zapał okaże się na tyle skuteczny, że co jakiś czas uraczę Was wpisem na temat produktów, które używam.
Zaczynamy! Na początek cera i produkt, który absolutnie podbił moje serce. Mowa tu o serum z witaminą C marki Liqpharm.  




Zacznę od tego, że moja cera bardzo lubi produkty z witaminą C, składnik ten postawiłabym wśród ulubieńców i tych, których często szukam w produktach do pielęgnacji. Poza tym przy moim delikatnie mówiąc problematycznym typie cery, lepiej wybierać te sprawdzone składniki, a witamina C do takich należy. Jej szerokie działanie ma  naukowe poparcie, doczekała się także publikacji medycznych. Tak więc witamina C:
-rozjaśnia przebarwienia poprawiając koloryt cery
-stymuluje produkcję kalogenu, która spada z wiekiem
-zmniejsza zaczerwienienia
-jest silnym przeciwutleniaczem, opóźnia oznaki starzenia
-jest naturalnym filtrem UV, sprawia, że kremy z filtrem mają intensywniejsze działanie.

 LIQ CC Serum Rich 15% Vitamin C Boost kupiłam po szeregu pozytwnych opinii krążących po internecie. Młoda polska firma Liqpharm, którą w dodatku można bezproblemowo kupić w Anglii stworzyła moim zdaniem świetne produkty, mające szansę stać się gwiazdami. Brawo! 
Zastosowane w serum stężenie 15% witaminy C nie znalazło się bez powodu. Otóż daje optymalną koncentrację kwasu L-askorbinowego w skórze, ponadto pH na poziomie 3,0- 3,4 idealnie stabilizuje witaminę C przy jak najmniejszym podrażnieniu. Dlatego właśnie serum LIQ spełnia wszystkie warunki najlepszej stabilności, bo pamiętajmy, że witamina C należy do produktów nietrwałych, a tym samym gwarantuje najlepsze działanie. 
Serum o pojemności 30 militrów zapakowano w buteleczkę z pipetką z ciemnego szkła, chroniącą przed promieniami słonecznymi, ja dodatkowo wkładam ją do oryginalnego kartonika, aby ochrona była jeszcze większa. 
Do wyboru mamy dwa rodzaje serum, learge dla cer tłustych i rich dla cer z tendencją do przesuszania.Obydwa mają to samo stężenie witaminy C a tym co je różni to stężenie witaminy E w nich zawartej ( jest to odpowiednio 0,5% i ,1%) . Moja cera mimo, że się prztełuszcza, jest odwodniona, dlatego zdecydowałam się na bogatszą wersję. Sama konsystencja przyznam, zaskoczyła mnie, bo jest oleista  gdybym wiedziała o tym wcześniej, nie dokonałabym zakupu, bo olejki w pielęgnacji mojej cery nie spradzają się kompletnie. Zrobiłabym wielki błąd,  nie wiem doprawdy jak oni to zrobili, ale wyszło im świetnie, bo serum jest niezwykle lekkie. Oczywiście, między bajki można włożyć stwierdzenie, że wchłania się błyskawicznie, bo tak nie jest. Serum potrzebuje chwilki na wchłonięcie, zero tłustości, lepkości, zupełnie tak jak bym miała na sobie coś kremowego. 
A działanie? no cóż, jest bosko! Nie to, że moje problemy z cerą zniknęły, jednak efekty jego stsowania widoczne są już po kilku zastosowaniach. Promienna, gładka, lepiej napięta z tym efektem glow, którego wszystkie szukamy w produktach do pielęgnacji cera.  Jestem przekonana, że serum wpłynie spowolnienie oznak starzenia ( choć ja brak skłonności do wczesnych zmarszczek mam nadzieję mam zapisaną w genach :D). Serum idealnie nadaje się pod makijaż, który na tak przygtowanej cerze, lepiej wygląda i dłużej się trzyma.
Mam wrażenie, że produkty z witaminą C traktowane są dosyć lajtowo, pamiętamy, że stosując to serum czy też wszystkie inne z witaminą C, dostarczamy naszej cerze kuracji kwasowej. Dbajmy o jej nawilżenie, nie narażajmy jej na dodatkowe podrażnienia, jednym słowem obserwujmy. U mnie serum najlepiej sprawdza się stosowane raz dziennie, rano pod makijaż. Stosowanie go dwa razy dziennie, przynosiło skutek odwrotny do zamierzonego, powodując uczucie nieprzyjemnego ściągnięcia. 
Podsumowując -kocham to serum! na pewno sprawdzę inne produkty marki, tym bardziej, że mogę je kupić w Anglii. Firma zapewnia płatność PayPal i błyskawiczną wysyłkę za free. Świetna jakość, za rozsądną cenę. To lubię!

Znacie to serum? a może testowałyście inne produkty marki, jestem ogromnie ciekawa waszych opinii :)






wtorek, 28 lipca 2015

Luminessence CC Color Control Bright Moisturizer/ Giorgio Armani.

Luminessence CC Color Control Bright Moisturizer/ Giorgio Armani.
Przez czas jakiś zaprzątałam sobie głowę próbą znalezienia czegoś co byłoby lekkim, rozświetlającym podkładem. Zakup takowego nie powinien być problemem, rynek kosmetyczny roi się troi aby zadowolić nas pod tym względem. A jednak, jak już zaczęłam poszukiwania, zarówno próbki jak i przekopywanie internetu przez długi czas nie przynosiło mi satysfakcji, takiej żebym mogła zdecydować się na otworzenie portfela. W końcu moje serce zabiło mocniej do produktu Armaniego. Luminessence CC Color Control Bright Moisturizer to jego pełna trochę przydługawa pełna nazwa. Pozwólcie więc, że w dalszej części posta będę się posługiwać krótszą , czyli po prostu będę o nim mówić 'krem CC'. 



Już na samym początku powiedzieć muszę iż to prawdziwy król wśród podkładów czy kremów CC. Tak, mówię to ja zakochana w minerałach i świata poza nimi nie widząca. To jak wygląda i zachowuje się na buzi, sprawia że jestem w stanie zaakceptować silikony i inne substancje, których w podkładach unikałam przez czas długi. Krem CC zawiera w sowim składzie naturalne mające pielęgnować cerę składniki jak olejek macadamia, jojoba, witaminę E, poza tym jest on bogaty w inne składniki energetyzujące, pobudzające a także antyoksydanty. Generalnie jego magia polega na tym, że dzięki różowym pigmentom pięknie ożywia buzię, natomiast zaawansowana technologia płynnych kryształków odbija światło.
Dzięki Armaniemu możecie być pewne, że nie jedna osoba która na Was spojrzy powie, że Wasze ciągłe narzekanie na stan cery to głęboka przesada a to, że ząbkujące dziecko nie daje Wam spać po nocach to już prawdziwe przegięcie. Makijaż wykonany kremem CC nadaje niebywałej świeżości każdej najbardziej zmęczonej, poszarzałej buzi. 
Lekka, lejąca konsystencja nie nastręcza żadnych problemów z aplikacją. Nie potrzeba też żadnych specjalnych pędzli aby nałożyć krem. Ja najczęściej nakładam go po prostu palcami. Nie mogę pominąć aspektu jakim jest zapach, kwiatowy, niezwykle przyjemny i uzależniający coś na kształt Meteorytów Guerlain.Spśród ośmiu dostępnych odcieni, które jednak nie wszystkie są dostępne w UK, wybrałam ten z numerkiem 2, bo ja najczęściej wybieram następny kolor po najjaśniejszym. To ładny jasny beż, idealnie pasuje do mojego odcienia cery. Różowe tony o których wspomina producent są według mojego oka niezauważalne.  Krycie można bez problemu budować, jednakże nie ma mowy aby uzyskać przy pomocy tego produktu efekt maski. Maksymalny efekt jaki można z jego pomocą mieć to lekkie, średnie krycie. Cera jest niemal przeźroczysta a przy tym ujednolicona, przebarwienia czy niedoskonałości są ukryte. Całość to świetlisty, naturalny makijaż. Jeżeli zdarzy Wam się neiprzespana noc, ten podkład znakomicie ukryje oznaki zmęczenia. Często odrobinę więcej wklepuję na szczyty kości policzkowych aby spotęgować wrażenie 'glow' na buzi. Rozświetlacz jest mi absolutnie zbędny. 
Nie wiem na ile krem pielęgnuje moją cerę,w każdym razie czuję, że jest ona nawilżona przez większość dnia. Krem CC dosyć dobrze i długo utrzymuje się na mojej mieszanej cerze, w ciągu dnia wystarczy jedynie przyłożenie bibułki matującej. Krem nie spływa z przetłuszczających się mocniej partii. Oczywiście nie będę pisać, że pod koniec dnia wygląda idealnie, ale tragedii też nie ma. Po prostu gdybym miała jakieś późno południowe  lub  wieczorne wyjście, musiałabym wykonać makijaż od nowa.
Reasumując powiem krótko- kocham Armaniego!
Z tego co widzę, krem ten dostępny jest w Douglasie.pl, mogliby tylko ogarnąć cenę, bo jakaś nieprzyzwoita jest (250zł/30ml). W UK normalnie kosztuje 35£, ja kupiłam z rabatem 10%, co daje cenę poniżej 200zł, nawet przy wysokim kursie funta.






Skład:
Water, Dimethicone, Glycerin, Alcohol Denat, Isododecane, PEG-10 Dimethicone, Dipropylene Glycol, Pantylene Glycol, Disteardimonium Hectorite, Betain, Talc, Diisostearyl Malate, Fragrance, Tocopheryl Acetate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Phenoxyethanol, Adenosine, Magnesium Sulfate, Magnesium Aspartate, Ethylhexyl Hydroxystearate, Ethyl Menthane Carboxamide, Silica, Dimethiconol, Dimethicone/Vinyl Dimethyicone Cross Polymer, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Limonene, Zinc, Gluconate, Linalool, Benzyl Alcohol, Copper Gluconate, Coraidrum Sativu (Coriander) Fruit Oil, Moringa Pterygosperma Seed Extract, Passiflora Edulis Seed Oil, Disodium Stearoyl Glutamate, Methicone, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Alumina, Alumiunum Hydroxide; May Contain:Red 28 Lake, Red 7, Iron Oxides, Bismuth Oxychloride, Titanium Dioxide.