wtorek, 21 lutego 2017

Peeling enzymatyczny/ Sylveco.

Peeling enzymatyczny/ Sylveco.




Nakładając go wczoraj, uświadomiłam sobie, że jeszcze o nim nie napisałam a powinnam. Bo peeling enzymatyczny Sylveco to bardzo udany produkt. Jak zwykle prosty, nieprzekombinowany skład, dobra cena, wszystko zapakowane w ciekawą konsystencję, zastosowania której podjąć by się mogli jedynie Koreańczycy.
Z rzadka sięgam po polskie kosmetyki, ich zakup jest najczęściej kłopotliwy. Z marką Sylveco w Anglii nie ma problemów, można je kupić w kilku miejscach z normalnymi kosztami przesyłki. Kiedy tylko tytułowy peeling się u nas pojawił, zakupiłam go bez cienia wątpliwości. Bo Sylveco i jej marki pokrewne bardzo lubię, nie mówię, że wszystko mi się sprawdziło, bo tak nie jest. Ogólny rozrachunek jest jak najbardziej na plus. 
Swoje rozważania na temat tego produktu zacząć muszę od konsystencji, która jest tak inna od tych, które dane było mi używać i które oferuje rynek w ogóle. Jej nietypowość wynika z tego, że jest to typowe masełko. Oleista, zbita zawiesina, to widok który ukazuje nam się po otwarciu wieczka. No cóż, trzeba się przyzwyczaić, jeśli to Wasz pierwszy raz tego typu produktami.  Osobiście, nie mam z aplikacją najmniejszych problemów. Moja przetłuszczająca się cera lubi olejki, ale tylko te do mycia czy demakijażu. Jeżeli mam zostawić olejek na dłużej, najczęściej robi się dramat! Trzymając się sposobu użycia zawartym na opakowaniu, nabieram odrobinę produktu na palce, delikatnie rozgrzewam go przy okazji i nakładam na zwilżoną, oczyszczoną wcześniej twarz. Peeling w kontakcie z wodą zmienia się w przyjemną emulsję, za pomocą której wykonuję około trzyminutowy masaż. Lubię tę łagodność jaką czuję przy tym oleistym produkcie.  Silnie odżywcze i nawilżające masła, pozwalają zachować stuprocentową skuteczność bromelainy i papainy.  Połączenie to pozwala skutecznie usnąć martwy naskórek, odżywić, odświeżyć i dać kopa skórze do regeneracji a w efekcie lepszego wyglądu. Peeling ma w składzie wszystko co trzeba dobremu produktowi delikatnie złuszczającemu o konsystencji gęstego masła. Olejek ze słodkich migdałów, masło shea, masło kakaowe, olejek eteryczny cytrynowy, czy szczególnie mnie interesujący olejek geraniowy, wykazujący silne działanie przeciwbakteryjne i przeciwirusowe. 
Peeling będzie więc świetny dla cer problematycznych, trądzikowych a przy tym wrażliwych, czy dojrzałych,które borykają się z problemem odwodnienia. To solidna porcja olei dla skóry, mimo, że w kontakcie z wodą, konsystencja zmienia się na nieco lżejszą. Po zmyciu czuję nadal olejowe otulenie na buzi. Cera jest miękka, przyjemna w dotyku, odżywiona, nie tylko przez porcję enzymów jakie jej zafundowaliśmy, ale także przez dawkę nawilżenia jaką dają oleje.  Świetne połączenie: złuszczenie a przy tym ukojenie i łagodność. To lubię! 

Znacie ten produkt Sylveco? 


Ściskam. Iwona.

Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Elaeis Guineensis Oil, Theobroma Cacao Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Lauryl Glucoside, Papain, Bromelain, Hydroxystearic Acid, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Tocopheryl Acetate, Pelargonium Graveolens Oil, Citrus Limonum Peel Oil, Allantoin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Geraniol.

 

czwartek, 9 lutego 2017

Suche szampony Colab. Najlepsze!

Suche szampony Colab. Najlepsze!




Suchy, nie pozostawiający osadu a przede wszystkim nie agresywny, szampon? Wreszcie to możliwe! Prawdziwy konkurent dla Batiste, który szczerze powiedziawszy kompletnie się u mnie nie sprawdził. 
Za suchymi szamponami Colab stoi modelka, blogerka i youtuberka Ruth Crilly. Piękna Pani kilka dni temu została ponownie Mamą, ogólnie fajna, naturalna babka. 
Jeśli mam być absolutnie szczera, cały ten hype wokół tej linii szamponów jest jak najbardziej uzasadniony. Ruth decydując się pokazać twarz na każdej butelce szamponu, wiedziała dobrze czego od takiego produktu oczekiwać. Wyszło na prawdę znakomicie. Kilka linii zapachowych:  Rio, owocowy New York, kwiatowy Paryż, klasyczny Londyn, czy orientalny Tokio.  Gdybym miała wybierać, postawiłabym na Paryż, jest... taki romantyczny. Do wyboru mamy też kilka wariantów wykończeniowych od klasycznych odświeżających i dających objętości, po nabłyszczające a także dające ekstremalnej objętości. 
W swojej łazience lubię mieć wersję Sheer+Invisible , świetna na co dzień. Tak, używam suchych szamponów niemal każdego dnia! Nie używam ich na tłuste włosy, bo jak mam tłuste włosy, to je po prostu myję. Suchy szampon rozpylam po wysuszeniu i ułożeniu włosów. Nadaję im w ten sposób tekstury, objętości, a także przedłużam ich świeżość. W skali do 10, oceniam Colab na 10. Szampon jest lekki, kompletnie niewyczuwalny, aplikowany w ciągu dnia błyskawicznie pochłania sebum i co wielce istotne w przypadku mojego bardzo wrażliwego skalpu, zupełnie go nie podrażnia. 
Seria Volume Extreme prócz odswieżenia daje włosom również spektakularnej objętości, jest jednak bardziej wyczuwalna na włosach. Niemniej włosy swój stan utrzymują długie godziny. Jest idealna na specjalne okazje, wyjścia, bo gwarantuje komfort świeżych, pełnych objętości włosów. Wersja ta jednak stosowana zbyt często, potrafi przesuszyć końcówki. Tak jak pisałam, używam jej tylko czasami. 
Wszystkie szampony prócz tradycyjnych pojemności 200 militrów, możemy kupić także w wersji podróżnej.  Świetne do torebki, w podróży czy po prostu do wypróbowania. 
Dzięki suchym szamponom Colab w niepamięć poszły: biały nalot trudny do wyczesania, podrażnienie skóry głowy, obciążenie włosów. W zamian mam lekki, nałożony w obojętnie jakiej ilości nie przytłaczający włosów,  nie dający matowego efektu , czy wykończenia niezgodnego z oczekiwaniami a do tego pięknie pachnący, produkt.
Cieszcie się, że szampony Colab możecie kupić w Hebe, są na prawdę wspaniałe. 

Ściskam.
Iwona.


wtorek, 7 lutego 2017

Mydło do włosów/ Cztery Szpaki.

Mydło do włosów/ Cztery Szpaki.


Najważniejsze to odkryć w sobie pasję, jeszcze lepiej jeśli można ją realizować, w taki sposób aby czerpać z niej radość i pieniądze.  Robili piwo, sery, filcowali aby w końcu robić naturalne mydła. Własnymi rękoma, bez udziału maszyn. Cztery Szpaki, metodą prób i błędów doszli do fajnych receptur. Wiecie, że ja bardzo kibicuję tym małym, rodzinnym przedsięwzięciom. Kibicuję i zazdroszczę determinacji i wytrwałości w dążeniu do celu. Koniunktura sprzyja, wielu ludzi kosmetyki kupuje coraz bardziej świadomie, nie daje się nabierać na to, że parabeny, konserwanty czy barwniki to składniki niezbędne. 
Coraz rzadziej z racji tego, że mieszkam w Anglii dane jest mi korzystać z dobrodziejstw polskich manufaktur, nie żyję na końcu świata, istnieje Poczta, jednak koszty przesyłek czasem są absurdalne. Pozostaje mi liczyć na uczynność innych, kiedy bardzo czegoś chcę. Cztery produkty od Czterech Szpaków przywiozła mi znana z Instagrama hunger4beauty (klik)Niestety większość z nich  już skończyłam, zostało mi tylko mydło w kostce do włosów,  o którym wiedziałam, że chcę napisać. Mysląc mydło w kostce wszyscy mamy na myśli jedno- Lush. Znam i bardzo lubię, jednak przynajmniej część z nich ma SLS w składzie, więc jeśli ktoś szuka w pełni naturalnych produktów, tutaj poczuje zawód. Mydło Cztery Szpaki jest inne. Te  kilka składników,czyli olej rycynowy, olej kokosowy, oliwa z oliwek i masło shea,  tworzą mieszankę, która nie tylko umyje włosy, ale sprawi, że z każdym kolejnym zabiegiem będą one mocniejsze, gładsze a także będą się wspaniale rozczesywać. Można się zakochać w tej kostce na sznureczku.  Sprytnie pomyślane, wreszcie mogę kostkę po prostu zawiesić w wygodnym miejscu, mydło jest bezpieczne ( czytaj, niebezpieczne dzieci, mogą zrobić z nim różne rzeczy, na przykład wrzucić kostkę mydła za trzy dychy do wanny i o niej zapomnieć!). 
Moje włosy ostatnimi miesiącami zrobiły się tak nieposłuszne, że naturalne szampony kompletnie nie były ich w stanie domyć. Z pewną dozą rezerwy podeszłam więc do tej kostki. Zapewniam Was, że można się zakochać od pierwszego użycia. Gęsta, kremowa, puszysta piana, dokładnie oczyszcza włosy z nadmiaru sebum czy środków stylizujących. Do umycia wystarczy dosłownie odrobina produktu, mydło jest więc szalenie wydajne. Szampon jest niezwykle delikatny i przyjemny, bardzo łatwo włosy po umyciu rozczesać. Lubię mieć miękkie włosy ale nie za bardzo, ten szampon jest optymalny pod tym względem, rzadko kiedy sięgam po odżywkę po jego zastosowaniu. 
To produkt uniwersalny, można go z powodzeniem stosować na mężu, dzieciach, babci czy teściowej. 
Zapomniałam napisać gdzieś wyżej, że testowana przeze mnie kostka przeznaczona jest do włosów suchych i normalnych, ja mam przetłuszczające i suche i sprawdza mi się wyśmienicie. 17 złotych polskich za kosteczkę, wydaje mi się niezbyt wygórowaną cenę, biorąc pod uwagę skład i pracę ludzkich rąk. 

Znacie Cztery Szpaki?

Ściskam
Iwona.