wtorek, 29 sierpnia 2017

Podkład za mniej niż 30 złotych/ Serum Foundation. The Ordinary.

Podkład za mniej niż 30 złotych/ Serum Foundation. The Ordinary.



Wszyscy zdążyli ochłonąć po zamieszaniu jakie zafundowało The Ordinary produktami do pielęgnacji kiedy to gruchnęła wiadomość o zamiarze wprowadzenia produktów do makijażu, czyli podkładów. Spekulacje i domysły co to będzie, jak to będzie a przede wszystkim każdy zastanawiał się czy uda się zrobić dobry podkład za mniej niż 30 złotych nie miały końca. To przecież  taniej niż niejeden drogeryjny produkt. Do tematu podeszłam z lekką rezerwą i nie zapisałam się na listę powiadamiającą o dostępności. Podobno było na niej 50 tysięcy zainteresowanych, po uruchomieniu sprzedaży na całym świecie zrealizowano grubo ponad 250 tysięcy zamówień. Postanowiłam spokojnie czekać na opinie o produktach, nie polegając jedynie na recenzjach pochodzących z współprac.
Jak zwykle The Ordinary do tematu podszedł profesjonalnie dając swoim klientom dwa rodzaje produktów : kryjacy ( Coverage Foundation) i lekki (Serum Foundation). Mamy więc produkty o właściwościach, które jako pierwsze bierzemy przy wyborze podkładu. 
Dla siebie wybrałam oczywiście wersję lżejszą, czyli Serum Foundation. Z wyborem odcieni, nawet jeśli nie mamy słoczy nie ma myślę problemu. Podkład występuje aż w 21 odcieniach podzielonych logicznie na kategorie ( jasny, ciemny, średni) a także podcienie ( żołty, neutralny, różowy). Dodatkowo każdy odcień jest dosyć dokładnie opisany.  Gdyby jednak nie udało się komuś trafić z kolorem, można je dowolnie mieszać. Przy tej cenie, to na prawdę nie boli. 
Jeśli uda nam się wybrać kolor, problemem pozostaje nadal dostępność. W Anglii polecam Wam zamawiać Victoriahelath, bo mają najlepszą ofertę jeśli chodzi o koncern Deciem, najszybciej pojawiają się nowości, za 2,50 funta ( powyżej 30funtów przesyłka free) macie też szybką przesyłkę. Tak więc z moich kalkulacji wynikało, że powinnam zamówić odcień 1.2 N, którego z chyba z racji, że jest opisywany jako neutralny odcień w żółtej tonacji, ciężko ustrzelić i kupić od razu. Wtedy to skierowałam wzrok ku 1.2YG z dodatkowo złotymi tonami. I to był strzał w dziesiątkę. Nie, nie żadnych złotych drobinek (pamiętacie starą wersję Rimmel Wake me Up? to nie to!), a jedynie piękna poświata, bardzo bardzo subtelna. W pierwszym momencie szczerze mówiąc nawet jej nie zauważyłam. Dopiero gra światła, pokazała jak pięknie ten kolor wygląda. Delikatny, cudowny blask. 
Podkład dostajemy w plastikowej, miękkiej butelce z  pompką. Nie przeszkadza mi to zupełnie, nie jestem kolekcjonerką podkładów, normalnie trzymam je w koszyku. Plastikowa, mała buteleczka świetnie sprawdzi się na wyjazdach. Ileż to razy drżałam, czy rzucona walizka do samolotu nie spowoduje zbicia się buteleczki z podkładem. Jedyne co może przeszkadzać, to pompka z czarnego, matowego tworzywa, która szybko chwyta zabrudzenia. 
Serum Foundation, to rzeczywiście bardzo lekka, wodnista konsystencja. Nie spodziewałabym się po nim właściwości serum, nazwa odnosi się konsystencji. Nie miałam bardziej wodnistego podkładu. Mogłabym go porównać do Vitalumiuere Aqua Chanel (czytaj, recenzja).   Nie znajduję takiego odpowiednika wśród drogeryjnych podkładów, przynajmniej ja takiego nie miałam.
Podkład jest lekki ale zaskakująco dobrze napigmentowany. Pierwsza warstwa bardzo dobrze wyrównuje koloryt, kryje drobne naczynka, wyraźnie upiększa cerę. Na problemy grubszego kalibru, pryszcze czy blizny trzeba produktu dołożyć. Efekt jaki uzyskamy daje cały czas naturalne wykończenie. Nakładam go zawsze Beuatyblenderem, wpadłam w sidła gąbeczki i używam jej zawsze do makijażu. 
Serum Foundation to jest produkt, który wygląda po prostu dobrze na buzi. The Ordinary nie obiecuje cudów, wielkiego glow, nienaturalnego wyglądu. Jeżeli komuś będzie brakować efektów specjalnych polecam użyć pudru wykańczającego.  Ja używam najczęściej Hourglass (czytaj, recenzja Hourglass Ambient Light Powder) , który jak wiecie moim ulubieńcem nie jest, ale z tym podkładem wygląda zaskakująco dobrze.
Oczywiście podkład wygląda najlepiej na skórze nawilżonej ale nie natłuszczonej. Idealnie współgra z Lush Enzymion ( czytaj, recenzja) . Czytałam opinie, że podkład słabo odbija światło, spróbujcie koniecznie odcienia ze złotym rozświetleniem. Przepięknie wygląda, na prawdę zbieram komplementy :).
Nie spodziewałam się pod podkładzie za tak niewiele, tak wiele. A powinnam, bo The Ordinary z reguły mnie nie zawodzi. Uważam, że  drogeryjne podkłady zostawił daleko w tyle a i luksusowe marki powinny  poczuć konkurencję na plecach.

Ściskam. Iwona. 

czwartek, 24 sierpnia 2017

Pasta do mycia twarzy. Jedyna taka/ Fresh&Natural.

Pasta do mycia twarzy. Jedyna taka/ Fresh&Natural.




To był produkt z cyklu "muszę to mieć". Produkty myjące to mój konik, uwielbiam testować, poznawać, delektować się składami, zapachami, konsystencjami. Pasta myjąca Fresh&Natural zainteresowała mnie w szczególności, bo to pierwszy produkt oczyszczający o zwartej konsystencji, który bez problemu emulguje się z wodą, na polskim rynku. Czekamy na więcej.
Czy polecam?Tak, tak! Jeśli chodzi o właściwości, użyte składniki, działanie to bardzo dobry zawodnik, który śmiało może konkurować z produktami marek zagranicznych, często kilkukrotnie droższych. Połączenie olei z delikatnymi detergentami pozwoliło uzyskać świetny produkt doskonale radzący sobie z zanieczyszczeniami (brudem, makijażem, sebum) skóry i przywracający jej prawidłową równowagę. Fresh&Natural podszedł do tematu profesjonalnie i w produkcie znajdziecie wspaniały wachlarz składników zapewniących skórze równowagę. Mamy tu masło shea, masło kakakowe, dbające o natłuszczenie cery a także skłądniki,które szczególnie lubię w kosmetykach, czyli te działające przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie jak: olejek z drzewa herbacianego, olejek z szałwii, melisy, jodły czy olejek z cytryny. I to ten ostatni wpływa moim zdaniem najbardziej na zapach pasty. Szczerze mówiąc wolałabym tu nuty melisy, szałwii czy mięty :D. 
Pasta ma dosyć plastyczną konsystencję, przed jej użyciem należy ogrzać niewielką ilość w dłoniach a następnie wykonać masaż, jak w przypadku innych tego typu produktów. Resztki makijażu oczu i twarzy, sebum, zanieczyszczenia? Możecie je pożegnać a przywitać odświeżoną, oczyszczoną, delikatnie rozjaśnioną buzię, przygotowaną do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. To produkt, który nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry, nie pozbawi skóry naturalnej ochrony i nie pobudzi gruczołów łojowych do nadmiernej produkcji sebum. 
Pasty używam we wszystkich możliwych kombinacjach, do demakijażu, do drugiego oczyszczania a także oczyszczania rano. W każdym z nich sprawdza się wyśmienicie. Nie powoduje podrażnień, nie wysusza nie powoduje powstawania niedoskonałości. Za duży atut uważam, to że znakomicie łączy się z wodą dzięki temu bez problemu można ją zmyć. Żadnych nieprzyjemnych powłoczek czy warstewek. 
Pasta Fresh& Natural do doskonały zawodnik, w swoim przedziale cenowym ciężko szczególnie na zagranicznym rynku znaleźć coś podobnego.
Polecam! A Wy?  ( 150ml, 39,90 zł lub 12,99 funta Ecoeuphoria)

sobota, 19 sierpnia 2017

Stralight. Krem na noc/ Lush Botanicals.

Stralight. Krem na noc/ Lush Botanicals.




Lush Botanicals to  świat w którym do głosu dopuszczone są tylko składniki naturalne, to idealny świat, dla tych którzy nie godzą się na substancje chemiczne dodawane do kosmetyków, którzy nie wierzą w sprytny marketing wielkich koncernów, którzy obiecują cuda a aktywne składniki umieszczają w minimalnej, nieefektywnej ilości. Lush Botaniclas tworzy bez ściemy, wczytując się w skład, czy to na początku czy w środku czy wreszcie na końcu, nie znajdziemy substancji uznawanych za szkodliwe dla zdrowia, czy gospodarki hormonalnej naszego organizmu. Są za to same roślinne ekstrakty, absoluty, wody roślinne, zimnotłoczone masła i olejki eteryczne. O nie, nie to nie są produkty o prostych, minimalistycznych składach. Wszystkie one mają bogate, rozbudowane formuły. Dech zapiera! 
Pamiętajcie, że wszystkim produktom Lush Botanicals najlepiej mieszka się w lodówce. Niska temperatura wraz ze szkłem Miron Violet Glass zapewnią im świeżość i bezpieczeństwo, przez całe 10 tygodni. Ze względu na brak konserwantów, termin ważności produktów jest bardzo krótki, zapewniam Was jednak, że po użyciu Lush Botanicals odstawicie wszystko inne. 
Moja lodówka mieści obecnie dwa produkty Lush Botanicals, jest jednak pojemna i chętnie przyjęłaby więcej. Niestety sklep Lush Botanicals i mój dom dzieli zbyt duża ilość kilometrów, abym mogła je kupić i bezpiecznie przesłać. Krem pod oczy Stardust Eye Cream znalazł się w ulubieńcach lipca (czytaj, ulubieńcy lipca), za jakiś czas poświęcę mu na pewno dłuższy wpis. Tymczasem dzisiaj zajmę się kremem na noc Stralight, bo pielęgnacja nocna jest niezwykle ważna. Nasza skóra regeneruje się po całym dniu, potrzebuje składników, które ją odżywią, nawilżą, pobudzą do działania. Produkty na noc muszą więc być bogate w składniki ( nie mylić z tłustymi maziami). Krem Starlight powstał na bazie wody pomarańczowej, zawiera dużą dawkę antyoksydantów, witamin, minerałów a także kwas hialuronowy, witaminę E i witaminę B5. Czego tu nie ma: olejek z pestek jabłek, olejek z pestek kiwi, olejek z pestek opuncji, olej z pestek żurawiny, olejek z pestej jojoba, ekstrakt z listków róży stulistnej, z owoców granatu, figi, truskawki, jeżyny czy grejpfruta. Na prawdę, minimalizm składowy w przypadku tego produktu nie wchodzi w grę :). Krem przepięknie pachnie, cytrusowymi nutami. Tak, to jest dosyć treściwa konsystencja, na szczęście dosyć szybko się wchłania. Moja skóra dosłownie go pije. Wklepany jako ostatni krok w pielęgnacji, czy to po kwasach czy moim ulubionym serum Buffet The Ordinary, dokarmia skórę w czasie nocy, odżywia, nawilża i ujędrnia. Mam odwodnioną cerę, na noc potrzebuję więc treściwych kremów, aby pomóc jej w przywróceniu równowagi. Moja dosyć kapryśna cera, nie reaguje histerycznie na ten krem. Żadnego pogorszenia cery po stosowaniu tego kremu nie odnotowałam. Porcja chłodnego kremu z lodówki wklepana w buzię, szyję i dekolt gwarantuje dobrą noc!  (50ml, 195zł, kupicie tu)
Znacie produkty Lush Botanicals?
Ściskam.Iwona.

piątek, 18 sierpnia 2017

Tonik nawilżający/Resibo.

Tonik nawilżający/Resibo.



Siegając po kolejny produkt Resibo (czytaj, recenzja olejku do demakijażu) byłam przekonana, że otrzymam produkt oparty na naturalnych składnikach, łączący klasyczne receptury wraz z najnowszymi technologiami. Wszystko po to aby uzyskać produkt jak najbardziej skuteczny i "zdrowy", bo stworzony aby był bezpieczny dla skóry a także z poszanowaniem środowiska, które nas otacza. Nie sądziłam jednak, że kupując tonik będzie aż tak dobrze!. Minimalny, ale przemyślany od początku do końca skład, pozwolił uzyskać produkt o maksymalnych efektach. 
Tonik to dla mnie istotny produkt w pielęgnacyjnej rutynie, nigdy go nie pomijam, nie godzę się na byle jakie produkty. Na szczęście co raz więcej osób docenia, że dobry tonik może robić robotę a wielu producentów, robi świetne produkty.
Tonik-mgiełka Resibo może poszczycić się znakomitym składem. Zawiera wodę różaną, wodę pomarańczową (uzyskiwaną z kwiatów które dopiero zaczęły kwitnąć, lub pąków), ekstrakt z nasion dyni, wyciąg z korzenia rabarbaru a także kwas hialuronowy. Z połączenia tychże składników otrzymujemy produkt, który ma właściwości przeciwzapalne, przeciwobrzękowe a także silnie nawilżające. Toniki to moja słabość, testuję ich całe mnóstwo, ale to Resibo plasuje się w ścisłej czołówce. Ma skład, który rzeczywiście działa, nie tylko wspaniale odświeżając ale i nawilżając cerę.  Jego właściwości i działanie mogłabym porównać do słynnych korańskich esencji. Produkt, przez to, że zawiera kwas hialuronowy, jest trochę gęstszy niż tradycyjne toniki. Moją ulubioną metodą aplikacji jest, wylanie niewielkiej ilości w zagłębienie dłoni a następnie delikatne wklepanie w twarz. paamietam także, aby wklepać ją także w okolice oczu, bo woda różana ma wspaniałe właciwości przeciwobrzękowe. Staje się ona momentalnie ukojona, nawilżona, napięta a przy tym produkt wspaniale pachnie, zapewniając mały relaks. Jego używanie jest prawdziwą przyjemnością, nie tylko koi zmysły, ale i oczyszcza, odświeża i łagodzi podrażnienia . Mamy lato sporo przebywam na plaży, słońce i wiatr, sprawiają, że cera potrzebuje dawki porządnego nawilżenia. Po dokładnym jej oczyszczeniu, to właśnie ten tonik jest pierwszym krokiem aby odzyskała równowagę. W kolejnym kroku bardzo lubię nałożyć kojącą maskę REN (czytaj recenzję).
Nasze spotkanie z tonikiem Resibo dobiega powoli końca, będzie powtórka. Rzadko zdarza się tak udane połączenie składu, który jednocześnie daje tak zauważalne efekty (150ml/ 10,90 funta kupisz Tu, lub 49zł kupisz tu

Znacie ten produkt Resibo? ciekawa jestem Waszych typów odnoście ulubionych toników.

Ściskam.
Iwona
 



niedziela, 13 sierpnia 2017

Kojąca maska do twarzy. Evercalm Ultra Comforting Mask. REN

Kojąca maska do twarzy. Evercalm Ultra Comforting Mask. REN




Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez maseczek. Uważam, że każdy rodzaj cery ich potrzebuje, nie jestem za to zwolenniczką lansowanej w internecie częstotliwości ich nakładania. Codzienne maseczkowanie, może przynieść więcej złego niż dobrego. Przerobiłam to na sobie, zadowalających efektów nie uzyskałam, raczej nie wrócę do tego schematu. Równie istotny jak częstotliwość jest rodzaj nakładanej maseczki. Te głęboko oczyszczające mimo, tego że mam problematyczną cerę, więc ich częste nakładanie kusi, nakładam rozsądnie, raz do dwóch razy w tygodniu. Staram się zapewnić równowagę cerze, nawilżam ją i koję, bo bywa odwodniona. Evercalm Ultra Comforting Rescue Mask REN, nadaje się do tego celu idealnie. Sięgając pamięcią do moich dotychczasowych doświadczeń z maskami związanych, stwierdzam, że nie miałam bardziej kojącej i komfortowej maski. 
W masce zastosowano po raz pierwszy jeśli chodzi o produkt kosmetyczny oryginalny ekstrakt z białych grzybów, który Uwaga! odstresowuje skórę poprzez blokowanie sygnałów bólowych i zapalnych do mózgu. Serio?! Brzmi nadzwyczaj poważnie ale sorry REN, mnie to nie kupuje. 
Pomijając ten slogan, maska ma porządny skład na bazie tylko naturalnych składników, bez substancji niepożądanych. Jej zapach jest w stu procentach naturalny. 
Evercalm uwielbiam, za jej jedwabistą, kremową konsystencję, która już w momencie zetknięcia się z palcami sprawia wrażenie niezwykle delikatnej. Nakładając ją na twarz czuję jak bym nakładała na buzię opatrunek. Jej właściwości sprawiają iż jest idealna dla cer zaczerwienionych, podrażnionych słońcem czy spierzchniętej wiatrem. Cery suche a także narażone na zmiany czasu czy stres będą równie zadowolone. 
Maseczkę nakładam w zależności od potrzeb, cienką warstwą na buzię. Producent mówi o pozostawieniu jej na 10 minut, ja często robię to dłużej. Następnie usuwam pozostałości przy pomocy wacika nasączonego nawilżającym tonikiem (polecam Wam tę metodę!). A potem, no cóż, jest wspaniale. Cera jest ukojona, aksamitnie miękka, nawilżona, gładka. Jej koloryt zostaje delikatnie wyrównany i zyskuje ona na promienności. Maska REN to mój nieodłączny element pielęgnacji po dniu spędzonym na plaży. Słońce, wiatr, duże ilości filtrów sprawiają, że cera zaczyna kaprysić. Maska pomaga mi wrócić do jako takiej równowagi. Nakładam ją zawsze wtedy, gdy mam ciężki stresujący dzień, zmęczona cera to uwielbia.
Bardzo Wam polecam ten produkt ( Galilu, 199zł, lookfantastic 28 funtów)

Ściskam. Iwona
 

środa, 9 sierpnia 2017

Rapid Radiance Cleanse. Żel/Maska. Sarah Chapman

Rapid Radiance Cleanse. Żel/Maska. Sarah Chapman


Tym z Was, które śledzą rytuały pielęgnacyjne na Intagramie, produkty Sarah Chapman ukazały się nieraz. Tym z Was, którym umknął ten temat powiem, że Sarah To angielska kosmetolog z wieloletnim doświadczeniem, która zaczęła robić kosmetyki. Robi to na naprawdę najwyższym poziomie. Produkty te bogate są w dużo substancji aktywnych, naturalnych olejków, ekstraktów gwarantuje to efektywne działanie  i zadowolenie wielu.  Do tematu Sarah podchodzi profesjonalnie, każdy produkt opatrzony jest filmikiem na temat jego właściwości i zastosowań.
Jeśli chodzi o produkty myjące w ofercie marki znajdziemy dwa rodzaje. Pierwszy z nich to bardzo popularny balsam Ultimate Cleasner, któremu na pewno kiedyś poświecę kilka chwil na blogu. To produkt powiedziałabym uniwersalny, niezwykle delikatny i przyjemny, dostosowany w zasadzie do każdego typu cery. Dzisiaj natomiast zajmę się innym produktem oczyszczającym od Sarah czyli Rapid Radiance Cleanse. To żel ukierunkowany na konkretne potrzeby skóry: czyli głębsze oczyszczanie i delikatne złuszczanie. Będzie więc znakomitym rozwiązaniem dla problematycznych, szarych, zmęczonych cer. Bezproblemowe też oczywiście nie będą zawiedzione, wszak każda cera złuszczenia potrzebuje. 
Rapid Radiance Cleanse to mądrze przemyślna formuła na bazie zielonej glinki, która jak wiem doskonale oczyszcza, wyciąga zanieczyszczenia, jest niezwykle pomocna w przypadku pielęgnacji cer problematycznych. Z innych ciekawych składników, które uwielbiam a które produkt ten zawiera jest kwas salicylowy, świetny na niedoskonałości, to ten kwas który ma bardzo małą cząsteczkę, dzięki czemu świetnie penetruje skórę i naprawdę szybko mierzy się z niedoskonałościami. Jest tu także kwas mlekowy. Oczywiście gdyby żeby żel bazował na tylko tych składnikach, mógłby wysuszać. Równowagi tym składnikom dodają witaminy (C i E)  i olejki z neroli, geranium czy bergamotki, dla uspokojenia skóry, nadania jej blasku i w efekcie przywrócenia lepszego wyglądu.
Muszę zatrzymać się przy zapachu. To niezwykła ziołowa, odprężająca mieszanka. Moje klimaty, jeśli jednak to ziołowe, swojskie i przy tym dość intensywne nie pasują Waszemu nosowi, nie zaiskrzy między Wami. Wiem sama po sobie, zapach to bardzo ważna dla mnie część produktu, i bywa że znakomite właściwości produktu przeszkadzają mi tak bardzo, że trudno wystawić mi pozytywną notę ogólną.
Żel nadaje się drugiego oczyszczania wieczorem lub też o poranku. Tutaj Sarah ma radę, sugeruje nałożyć produkt na skórę i potrzymać ją na buzi w czasie kiedy myjemy zęby. Zastosowanie produktu jako maski sprawi, ze wszystkie składniki aktywne będą miały szansę wniknąć w skórę i pokazać lepszy wygląd cery. Niezależnie jak stosuję ten czyścik, nie wysusza on skóry, nie podrażnia. Znakomicie oczyszcza, rozjaśnia i rozpromienia skórę. Pory są mniej widoczne a niedoskonałości ukojone. Tak przygotowana skóra lepiej przyjmie dalszą pielęgnację.  
Uwielbiam ten produkt, każda miłośniczka przemyślanej, zrównoważonej pielęgnacji powinna go spróbować :) ( 33 funty/100ml) 

piątek, 4 sierpnia 2017

Ulubieńcy lipca.

Ulubieńcy lipca.



Kolejny wpis z ulubieńcami, tym razem będzie to pochwała polskich produktów i polskich marek, którym mimo zmiany kraju i dostępu do niezliczonej ilości nowości, nadal i niezmiennie kibicuję. Kibicuję też wszystkim dziewczynom, które zdecydowały się tu prowadzić swoje sklepy z polskimi kosmetykami właśnie. Rynek to potężny ale i konkurencja duża. Cieszę, się że Resibo, Iossi i inne marki mogę kupić na terenie Anglii. 
Zacznijmy podsumowanie lipca.

Pasta myjąca Fresh& Natural, to moje największe odkrycie i pozytywne zaskoczenie ubiegłego miesiąca. Chłopaki i Dziewczyny jeżeli szukacie porządnego balsamu myjącego o dobrym składzie i normalnej cenie ( 39,90). Nie wahajcie się, bierzcie Fresh& Natural w ciemno! Produkt zapełnił lukę, bo tego typu produktów polskie marki kosmetyczne dotąd nie stworzyły ( chyba, że o czymś nie wiem, to sorry). Bo co to za sztuka, zrobić mieszanki olejków do demakijażu? moim zdaniem żadna, wiele firm to robi. Konsystencja idealnie nazwana, co w przypadku wielu produktów nie zawsze jest oczywiste. Produkt nadaje się do demakijażu jak i drugiego oczyszczania. I tak go używam, w zależności od humoru. Muszę się spieszyć, bo produkt ma krótki termin ważności. Boski skład: oliwa z oliwek, olejek z szałwii, olejek z drzewa herbacianego, olejek cytrynowy ( to jego aromat przoduje jeśli chodzi o zapach pasty), olejek jodłowy. Pastę bez problemu można zmyć wodą i cieszyć się czystą cerą (150ml/12,95 funta klik )

Postawię piwo, temu kto mi znajdzie na angielskich półkach drogeryjnych płyn do higieny intymnej a dwa piwa będą za znalezienie takiego o dobrym składzie :D.  No będzie ciężko, tymczasem w oczekiwaniu na Wasze typy znowu udałam się na polską półkę. I mam Delikatny żel do mycia ciała i higieny intymnej Momme. 100% natury na bazie delikatnych środków myjących i prebiotyków dla stymulowania rozwoju tych "korzystnych bakterii " w miejscach intymnych. Przebadany dermatologicznie. Przyjemny, delikatny, myje bez podrażnień. Dba o miejsca intymne i chroni przed infekcjami. I to urocze opakowanie... (8,96 funta, 150ml)

Tonik Resibo, to zarazem nowość jak i ulubieniec lipca.  Na prawdę nie wiem jak mogłam go dotąd nie spróbować. Wspaniała bogata konsystencja i skład. Znajdziemy tu wodę różaną i pomarańczową, ekstrakt z nasion dyni, kwas hialuronowy. To naprawdę przyjemność go używać. Jak on koi, goi to jest bajka. Oczyszcza, odświeża, nawilża. Toniki to moja słabość, a ten znajduje się w czołówce i myślę, że będzie miał zawsze miejsce w mojej łazience. Jedynie mimo różnych kombinacji nie umiem nim zrobić mgiełki. Psikam go na dłoń i nakładam na buzię ciesząc się niezwykle przyjemnym aromatem i właściwościami ( 10,99/150 ml klik)

Dobra to już ostatni polski produkt w tym zestawieniu. Pokarm dla skóry, jak mówi o swoich produktach Ania, właścicielka Lush Botanicals. Mam dwa produkty marki, krem/serum pod oczy Star Dust i krem a noc. Przyznam, że dawno nie miałam w rękach produktów o tak rozbudowanych i pięknych  składach bez konserwantów, syntetyków, chemii i toksyn. Tylko zimnotłoczone oleje, oleje i absoluty. Produkty w większości na bazie wody różanej.  Wszystkie  mają krótki termin ważności i należy je przechowywać w lodówce. Serum pod oczy bogate jest w antyoksydanty, kwas hialuronowy a także ma wysoką zawartość kofeiny, którą uwielbiam za redukowanie obrzęków. Krem ma piękny słodki zapach  manadrynki i różowego lotosu i idealną konsystencję. Nawilża, chroni, uelastycznia i redukuje opuchnięcia. Mój letni hit, który w dodatku dba o moją figurę. Lodówkę mam na dole, łazienkę na górze i zawsze zapominam go zabrać czy to do niej czy z niej :D. ( 30ml/195zł Lush Botanicals).

Miałam już różne formy witaminy C, także te spod szyldu The Ordinary. Ascrobyl Glucoside Solution 12%, to mój ulubiony produkt. Świetny jeśli chodzi o aplikację, wchłanianie i efekty po zastosowaniu. Zaletą tej formy witaminy C jest powolne uwalnianie i możliwość wnikania w głębsze warstwy skóry. Witaminę C uwielbiam, za to jak pięknie rozjaśnia, rozpromienia cerę, spłyca drobne zmarszczki ( używam jej także w okolice pod oczami), zwiększa gęstość i elastyczność cery. To składnik, który zawsze muszę mieć w łazience. Sięgam po niego najczęściej rano. ( 59zł/ 30ml, cosibella) 

I to by było na tyle jeśli chodzi o moich ulubieńców. Wracam, z kolejnymi w przyszłym miesiącu. A jak u Was?

Ściskam. Iwona

środa, 2 sierpnia 2017

Grape Water/ Caudalie.

Grape Water/ Caudalie.



W swojej ofercie prócz eliksiru (klik) naładowanego składnikami celującymi w konkretne potrzeby skóry, Caudalie posiada również Grape Water. Odbiorcą tego produktu może być każdy, kto potrzebuje nawilżenia i ukojenia. Grape Water przypomina trochę apteczne wody termalne, ale wodą termalną ze względu na skład nie jest, choć w działaniu moim zdaniem to podobne produkty, przewaga bardziej nawilżających właściwości wody Caudalie. Woda Caudalie to coś dla tych z Was, które szukają w swojej pielęgnacji nieskomplikowanych składów. A to w połączeniu z jakością i skutecznością jaką daje marka Caudalie tworzy całkiem fajny produkt. 
Woda w stu procentach z winogron została stworzona aby odświeżyć i uspokoić cerę bez wywoływania jakichkolwiek skutków ubocznych. Wytwarzana jest z winogron organicznych, nie zawiera żadnych dodatków ani sztucznych zapachów. To czyste, wspaniałe odświeżenie dla skóry.  
Nie wiem które to już opakowanie tego produktu. Uwielbiam i używam zamiennie z wodami termalnymi właśnie. W przeciwieństwie do nich Grape Water nie ma tego słonawego posmaku. Stosuję ja bez wyjątku o każdej porze roku z naciskiem oczywiście na lato. Nie ma nic bardziej orzeźwiającego i pobudzającego niż mgiełka rozsiana na twarzy chłodną wodą (trzymam ją wtedy w lodówce). Wspominałam już, że Grape Water ma rewelacyjny rozpylacz, otulający buzię? 
Woda ma wielorakie zastosowanie, ja używam jej najchętniej jako kolejny krok po oczyszczeniu buzi celem odświeżenia i pobudzenia, celem nawilżenia a także zniwelowania opuchnięć po nocy. Nie żałuję sobie, psikam konkretnie! Jednym słowem to taka moja baza ku dalszej pielęgnacji. To produkt, który z powodzeniem zastąpi tonik, choć ja często bawię się dalej i tonik po użyciu tej wody nakładam ( szczególnie wieczorem).
Lekko wilgotna skóra lepiej przyjmuje dalszą pielęgnację, czy to będzie serum (szczególnie z kwasem hialuronowym) czy olejki, dlatego woda Caudalie jest świetną bazą do tego typów produków. Ze względu na prosty skład neutralizuję nią także produkty z kwasami, szczególnie tyczy się to wysokich stężeń. To będzie dobra opcja dla wszystkich z Was, które boją się działania takich produktów. Po ich ich użyciu należy psiknąć buzię wodą, kwasy zadziałają łagodniej i zmniejszycie ryzyko podrażnień. 
W prostocie siła! Grape Water jest tego najlepszym dowodem. Idealna, bezzapachowa, estetyczny wygląd, robi to co ma robić. Uwielbiam.

Znacie ten produkt Caudalie?

Ściskam.Iwona.