poniedziałek, 15 lipca 2019

Pianka ryżowa/Iossi.

Pianka ryżowa/Iossi.



Nie trzeba było długo mnie namawiać do zakupu tego produktu. Grzecznie poczekałam aż pojawi się w angielskiej dystrybucji, a konkretniej u Agaty, u której zawsze kupuję polskie naturalne kosmetyki i  mam.
Pianka ryżowa Iossi to idealny wybór jeśli chodzi o poranne oczyszczanie. Oczywiście i wieczorem ( jako drugie mycie) sprawdzi się wybornie. Mam jednak do tego celu inne produkty.
Delikatna jak puch konsystencja to nie wszystko aby przekonać mnie do zakupu. Decydując się na produkt marki Iossi, możecie mieć pewność, że jest to produkt naturalny. Prawdziwy raj dla wielbicielek ekstraktów, olejków, olejków eterycznych, wegański i nie testowany na zwierzętach.  Bazą kosmetyku jest energetyzująca woda pomarańczowa. Dalej równie pięknie (emotka, roześmiana buzia z oczami w ksztacie serca) : ekstrakty z zielonej herbaty, lukrecji ( mój ulubiony) i nagietka. Szałwia hiszpańska odpowiada za efekt anti-pollution, jest pomocna w pielęgnacji cer trądzikowych. D-pantenol to właściwości kojące, regeneracja i nawilżenie dzięki dodatkowi kwasu mlekowego i ekstraktu z alg brunatnych. Nie można nie wspomnieć o składnikach rodem z koreańskich kosmetyków, czyli nawilżających fermantach z rzodkwi, bambusa i kokosa.  Twórcy produktu zadbali także o  naszą barierę naskórkową umieszczając w nim działające ochronnie proteiny ryżowe. Kocham ten skład!
Pianka przychodzi w prostej butelce, bez niepotrzebnych śmieci czyli kartonika. Dozownik działa bez zarzutu, aplikując odpowiednio małe porcje produku, wystarczające do umycia buzi. Konsystencja pianki jest puszysta, lekka jak piórko. Całość pachnie lawendą. 
Na początku myślałam, że bedzie ona niewydajna.  Chyba radość z obcowania z tym produktem sprawiła, że aplikowałam jej po prostu za dużo. Spokojniejsze i mniej rozrzutne podejście do tematu sprawiło, że piankę mam już jakieś pół roku. 
Jeśli chodzi o działanie jest równie dobrze. Pianka dobrze ale delikatnie oczyszcza buzię, działa jednocześnie kojąco i regenerująco. Nigdy nie mam uczucia ściągnięcia czy jakiekolwiek innego dyskomfortu. Z powodzeniem stosowałam ją także podczas kuracji tretynoiną. Delikatne detergenty w połączeniu z fermentami i ekstraktami nie zakłócają dodatkowo i tak już naruszonej wskutek działania tretynoiny bariery hydrolipidowej. (Moja ocena 9/10). kupiłam tu 150ml/14,49)



środa, 26 czerwca 2019

Naturalny Żel oczyszczający z ekstraktem z brzoskwini/ Resibo.

Naturalny Żel oczyszczający z ekstraktem z brzoskwini/ Resibo.



Od premiery żelu oczyszczającego Resibo minęło kilka miesięcy. Na początku testował go cały blogerski i instagramowy świat, oczywiście musiałam przetestować i ja ( kupiłam za swoje pieniądze) . Lubię Resibo i kocham produkty oczyszczające, to tłumaczy cel mojego zainteresowania produktem.
Kończę właśnie opakowanie żelu i poza jednym minusem o którym później uważam, że to bardzo udany produkt do codziennego oczyszczania buzi. Sprawdzi się zarówno rano jak i wieczorem przy każdym typie cery. Łączy w sobie wszystkie te cechy, których szukam w produktach do oczyszczania. Czyli jest delikatny ale i skuteczny a także chroni barierę skórną, której uszkodzenie powodować może wiele nieprzyjemnych dla skóry dolegliwości jak na przykład trądzik. Resibo w ostatnim czasie bardzo rozbudowało swoją sieć dystrybucji i ich produkty można nabyć w wielu miejscach, także stacjonarnie, nie ma więc problemów z dostępnością.
 Jeśli chodzi o skład to jest on bardzo poprawny. Żel bazuje na delikatnych pozyskiwanych z natury substancjach czynnych, w tym znanej ze swych właściwości kojących i nawilżajacych betainie i skrobi z tapioki. Lista składników nie jest przesadnie rozbudowana, dzięki czemu produkt staje się uniwersalny, zmniejsza się w takim przypadku ryzyko podrażnień, ma to też w finale wpływ na cenę, która nie należy do przesadnie wysokich. Mamy tu więc esktrakt z owsa. Bardzo lubię ten składnik w kosmetykach do oczyszczania za to jak zmiękcza, kondycjonuje i zapobiega wysuszeniu a także działający antyoksydacyjnie, tonizująco i nawilżająco ekstrakt z brzoskwini. Dość wysoko w składzie niestety perfumy. Zapach kompletnie nie mój, daleko mu do naturalności, mi kojarzy się z tanią kostką mydła. To jest właśnie, przynajmniej dla mnie jedyny minus tego produktu. Rozumiem jednak z czego on wynika. Resibo znaleźć można na wielu drogeryjnych półkach, a tam jak wiadomo spora część klientów przy wyborze kosmetyku wciąż kieruje się zapachem. Ładnie pachnie, biorę! znacie? (emotka, kciuk w dół).
Żel ma pojemność 125ml, a więc mniej niż kupuję najczęściej.  Ma gęstą konsystencję, przez co jest piekielnie wydajny. Do umycia wystarczy naprawdę odrobinka. Stosuję go do porannego jak i wieczornego oczyszczania. W kontakcie z wodą pieni się, delikatnie ale i skutecznie oczyszczając buzię. Nie podrażnia i nie przesusza. Moja cera jest po kilkumiesięcznej kuracji przeciwtrądzikowej, nie odczuwam żadnego dyskomfortu podczas mycia jej Resibo.
Reasumując recenzowany dziś żel to bardzo poprawny, podstawowy żel do mycia buzi. Nie ma w nim nic odkrywczego, miliona egzotycznych składników, przy czytaniu których robiłabym wielkie oczy. Ale to bardzo dobrze. Robi co ma robić, czyli delikatnie i skutecznie myje nie przesuszając skóry. To taki łazienkowy pewniak, sięgam po niego z przyjemnością także wtedy kiedy widzę, że moja cera jest bardzo uwrażliwiona, zmęczona leczeniem trądziku. Polecam! ( kupiłam na ekosmetyki. 125ml/11,49f). 




wtorek, 11 czerwca 2019

Fresh Slate Vitamin C & Enzymes Brightening Cleasner+Mask/ Allies of Skin.

Fresh Slate Vitamin C & Enzymes Brightening Cleasner+Mask/ Allies of Skin.


Allies of Skin przyzwyczaił mnie do produktów najwyższej jakości, przynoszących wspaniałe efekty mojej cerze, która do łatwych w pielęgnacji nie należy. Jestem totalnie zakochana. W tej chwili testuję cztery produkty, wszystkim daję najwyższe noty. Prawie wszystkim...bo dziś będzie o kosmetyku, który mnie rozczarował. Nie lubię i nigdy w moich wieloletnich recenzjach na blogu nie użyłam słowa "bubel" tak chętnie formułowanego w internecie w odniesieniu do różnych produktów. Hej, to co nie sprawdziło się u mnie, może być dla Ciebie wspaniałe i odwrotnie. Bubel kojarzy się jednoznacznie skrajnie negatywnie. Dlatego pozwólcie, że u mnie będą to właśnie rozczarowanie.
Fresh Slate Vitamin C & Enzymes Brightening Cleasner+Mask to produkt, który w zamyśle ma być produktem typu dwa w jednym. Może być używany do oczyszczania twarzy a może też być pozostawiony na dłużej w formie maski.
Pomarańczowa emulsja zaczyna działać w momencie aktywowania jej z wodą, tym samym korzyści ze stosowania produktu widoczne mają być praktycznie od razu. Fresh Slate Brightenig Cleanser ma możliwie jak najłagodniej oczyszczać, rozjaśniać, pobudzać, redukować opuchnięcia, koić zaczerwienienia i dodawać jej blasku.  Do tego celu potrzebne są oczywiście odpowiednie składniki. Allies of Skin na tym poziomie nie zawodzi. Mamy tu witaminę C,  enzymy owocowe, silnie działający na przebarwienia kwas galusowy, Astaxanthin, nowoczesny antyutleniacz ( to dzięki niemu produkt ma brzoskwiniowy kolor). W skład produktu wchodzi także oczywiście kompleks probiotyczny, który wykazuje działanie kojące i wspomagające produkcję kalogenu. 
Produkt ma kremową, przyjemną w dotyku konsystencję. Jeśli chodzi o zapach, to jest on podobny we wszystkich produktach marki, dominuje geranium.
Krem w kontakcie z wodą zupełnie się nie pieni, czuję jak bym myła twarz kremem. ..Początkowo myślałam, że to będzie super delikatny, skuteczny produkt oczyszczający. Ale, niestety z tą skutecznością jest kiepsko. Krem ma tenedencję do ślizgania się po skórze, kompletnie jej nie oczyszcza. Nie zmywa olejku. Szybko odpuściłam stosowanie go wieczorem. Rano niestety nie jest lepiej. Buzia jest miękka i gładka ale niestety nie czuję, że dokładnie oczyszczona.
Okej, w temacie oczyszczania nie jest dobrze. Porozmawiajmy jak produkt zachowuje się nałożony w formie maski.  Należy aplikować go na oczyszczoną buzię i pozostawić na minimum 10minut. Tutaj jest ciut lepiej. Produkt ma dobre właściwości kojące, zmiękczające, delikatnie rozjaśniające i ujedrniające, ale bez szału... Pomijając kwestie finansowe, bo produkt tani nie jest,  od Allies of Skin można spodziewać się zdecydowanie więcej. 
Podsumowując, przy moim typie cery produkt się nie sprawdził. Lubię delikatne oczyszczanie ale musi ono być skuteczne, lubię maski rozjaśniające ale muszą rzeczywiście przynosić wspaniałe efekty. I po ostatnie, wydając 200 zł na kosmetyk, oczekuję że będzie on bardzo dobry. W tym przypadku tak nie jest, zużyłam do końca, powrotu nie będzie. Moja ocena 3/10/. Kupiłam na Cult Beauty. 38f/70ml.

czwartek, 6 czerwca 2019

Maseczka nawilżająca. Hydrabio/Bioderma.

Maseczka nawilżająca. Hydrabio/Bioderma.




Od początku tego roku pod okiem lekarza przechodzę kuracje mające na celu zniwelowanie problemów z trądzikiem. Zaczęliśmy od doustnych antybiotyków w połączeniu z lżejszą formą retinoidów w celu wyleczenia zmian zapalnych. Potem był to silniejszy znany wszystkim trądzikowcom Atrederm. Kuracje te choć przynoszą powoli pozytywne efekty, dają ostro w kość mojej cerze. Stała się ona wrażliwa, przesuszona i przy kuracji Atrederm delikatnie się łuszczy. Potrzebowałam ekstremalnie łagodzącego produktu, który zniwelowałby problem odwodnionej cery, przywrócił równowagę i prawidłowe nawilżenie. Mam sporo kosmetyków, większość z nich jednak opiera się na dużej ilości różnego rodzaju składników aktywnych czy olejków eterycznych. W przypadku cer po kuracjach dermatologicznych tego typu  składniki mogą tylko zaostrzyć objawy i cera może zareagować jeszcze większą wrażliwością. 
Swoje kroki skierowałam więc do apteki. Bo gdzie jak nie tam znajdę sprawdzone, poparte badaniami w wyspecjalizowanych laboratoriach produkty?  Marki dermokosmetyczne bardzo często korzystają z opatentowanych, poprzedzonych wieloletnimi badaniami komponentów. To sprawia, że nie neguję dermokosmetyków i chętnie po nie sięgam.

Maska intensywnie nawilżająca Bioderma, wchodzi w skład linii Hydrabio przeznaczonej dla cer odwodnionych. Problem ten dotyczyć może każdego typu cery, w tym także tłustej  i trądzikowej. Skóra taka staje się posarzała, brakuje jej elastyczności, zwłaszcza po umyciu staje się ściągnięta i szorstka. Obecny w linii Hydrabio patent Aquagenium pobudza naturalne mechanizmy obronne skóry i reaktywuje procesy nawilżenia (w górnych warstwach naskóka).
Z dostępnością maski nie ma najmniejszego problemu, możemy ją kupić w każdej aptece czy to stacjonarnie czy online. W tubce jest jej aż 75ml. 
Konsystencję ma lekką żelowo-kremową, w żadnym wypadku nie tłustą. Jest oczywiście bezzapachowa. 
Producent zaleca aby nakładać ją obficie przez tydzień każdego dnia a następnie dostoswać częstotliwość jej stosowania do swoich potrzeb. Ja stosuję ją dwa do trzech razy w tygodniu. W zupełności mi to wystarcza. Jeśli jednak Wasza cera jest ekstremalna odwodniona należy skorzystać z rad Biodermy. Maski nie spłukujemy wodą. Po około 10 minutach ściągamy jej nadmiar bawełnianym wacikiem. Przyznam, że miałam pewne obawy co do tej metody i początkowo zmywałam maskę wodą. Nie było jednak oszałamiających rezultatów.  Zapewniam Was jednak, że ta dosyć bogata formuła pozostawiona na buzi nie zapycha i nie pogarsza stanu cery trądzikowej. Wręcz przeciwnie po senasie z tym produktem, mam wrażenie że pory ulegają zmniejszeniu. Maska cudownie koi, nawilża i zmiękcza skórę. Czuję, że moja cera po kuracji Atrderm znowu napełnia się wilgocią, jest bardziej jędrna i pełna blasku. Maska pomaga w dogłębnej regeneracji skóry po i w trakcie różnych kuracji dermatologicznych.
To mój mast have latem, kiedy cera narażona jest na większe dawki słońca. Mieszkam przy plaży. Woda, piasek, słońce, wiatr a także ciągła reaplikacja filtrów potrafią ostro dać skórze w kość. Po Biodermie mam pewność, że robię dla niej coś dobrego. 
Maska działa naprawdę fantastycznie. Będzie odpowiednia dla każdego typu cery. Nie podrażnia, nie uczula a łagodzi podrażnienia i wspiera barierę skórną. Polecam. Moja ocena 9/10. ( 75ml/około 70zł)

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Daily Replenishing Body Cream/ Paula's Choice.

Daily Replenishing Body Cream/ Paula's Choice.



Pielęgnacja to nie tylko twarz, całe nasze ciało pokryte jest skórą, która potrzebuje odpowiedniego traktowania. Skóra to największy obszar naszego ciała, dlaczego więc nie można by zapewnić jej pożywienia składników w postaci takich jakie używane są w produktach do pielęgnacji twarzy? Gdzie ceramidy, gdzie kwas hialuronowy, antyoksydanty, kwasy czy retinol? Przez wiele lat produkty do ciała bez wzgledu na cenę czy markę zawierały podstawowe składniki nawilżające. Hitem było masło shea. To dobry i wartościowy składnik, jednak skóra potrzebuje całego wachalarza składników wpływających nie tylko na nawilżenie ale i jędrność i to czego szukamy wszyscy,czyli opóźnienia efektów starzenia a także utrzymania prawidłowej bariery skórnej chroniącej i zapewniającej jej zdrowie.
Mam tłustą, problematyczną skórę twarzy ale suchą, często łuszczącą się skórę ciała. Od wielu wielu lat szukam produktu, który zapewni jej komfort.  Daily Replenishing Body Cream to jeden z tych produktów, który wart jest każdej wydanej złotówki.
Krem zapakowano w dość twardą tubę bez opakowania zewnętrznego. Tam gdzie się da umieścić wszystkie niezbędne informacje o produkcie Paula's Choice rezygnuje z kartoników. Tuba jest plastikowa ale materiał użyty do jej produkcji pochodzi z recyklingu i nadaje się do ponownego przetworzenia. Opakowanie ma pewne minusy na przykład takie, że dość trudno wycisnąć produkt gdy jest go już naprawdę mało. Ale przyznać trzeba, że taka forma podania jest bardziej higieniczna niż słoik, do którego mogą dostać się bakterie, zwłaszcza że tego typu produkty trzymamy zazwyczaj w wilgotnych łazienkach.
Balsam ma konsystencję białego kremu. Dla mnie to jest ideał, coś pomiędzy cięższym kremem a lżejszym balsamem. Ma właściwości odżywcze kremu a łatowść aplikacji i szybkość wchłaniania jak dobry balsam.
Produkt ma ledwie wyczuwalny subtelny kremowy zapach. Paula's Choice dba o to, aby wszystkie produkty pozbawione były perfumowanych zapachów. Dla skór szczególnie wrażliwych ma to duże znaczenie. Brak zapachu prócz tego ma inne walory. Mój mąż nie nawidzi silnych zapachów, nie drażnię go więc. 
Jeżeli chodzi o składniki to krem zawiera cały wachlarz składników odżywczych i nawilżających. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują witamina E, witamina C, przeciwutleniacze, tak popularne ostatnio ceramidy a nawet peptyd. 
Krem ten praktycznie od razu zmienia wygląd skóry. Z każdym kolejnym użyciem jest tylko lepiej, staje się zdrowa.  Repelnishing Cream nie tylko ją dogłebnie nawilża i odżywia ale  i wpływa na polepszenie suchych, łuszczących się partii ciała. Przy czym nie robi tego tylko na chwilę jak inne balsamy. Kończę drugą tubkę tego produktu i powiedzieć muszę, że dawno moja skóra nie wyglądała tak dobrze. Jak dobry to produkt, przekonałam się w ostatnich dniach, kiedy to zbyt mocno się opaliłam. Skóra była piekąca i czerwona. Balsam wspaniale ją ukoił i zregenerował ( to zasługa między innymi panthenolu zawartego w składzie).
Oceniam ten produkt bardzo wysoko. Sporo maseł czy balsamów zapewnia tylko chwilową satysfakcję a ten  krem rzeczywiście działa długofalowo. (kupiłam tu. 210ml/ 23 zł. Skorzystałam z promocji -15%). Moja ocena; 9/10


wtorek, 21 maja 2019

Olejek hydrofilowy Goodbye Dirt/ Lush Botanicals.

Olejek hydrofilowy Goodbye Dirt/ Lush Botanicals.





Postawmy sprawę jasno, jestem uzależniona od produktów do oczyszczania twarzy. Mam ich....za dużo i ciągle mam ochotę na więcej balsamów, olejków, żeli, pianek. Przy tej ilości produktów, jakie przewinęły się przez moje ręce, coraz trudniej mnie zaskoczyć. Lubię takie, które dzięki ciekawej konsystencji, zapachowi czy składowi sprawiają, że oczyszczanie staje się małym rytuałem, przyjemnym początkiem czy zachętą dla tych kórzy nie lubią tego robić.
O tym, że w Lush Botanicals trwają prace nad olejkiem do oczyszczania wiedziałam od wielu, wielu  miesięcy. Ania, właścicielka chciała aby był to produkt wyjątkowy dlatego nim pojawiła się ta właściwa formuła upłynęło trochę czasu, niecierpliwiłam się strasznie.
Goodbye Dirt to jedyny produkt marki, którego nie trzeba przechowywać w lodówce. Jego termin ważności wynosi aż 9 miesięcy. Wreszcie pięknie wyglądającą, schludną buteleczkę mogę postawić w łazience. Ciemne, specjalne szkło chroni przed dostępem promieni słonecznych, dzięki czemu produkt zachowuje swe właściowści jak najdłużej.
Olejek stworzono z myślą o wszystkich tych, którzy lubią olejki które w kontakcie z wodą emulgują i można je bez problemu zmyć. Bazą myjącą jaką tu zastosowano jest glukozyd decylowy, który jest jednym z najbardziej delikatnych i niedrażniących detergentów. Skład jak zawsze u Lush Botanicalas bogaty i wartościowy. Rozpoczyna go olejek z pestek moreli, dalej mamy olejek z pestek arbuza i winogronowy. Każdy niezwykle delikatny i wykazujący minimalne właściwości drażniące. Olejki te często można spotkać w produktach do pielęgnacji dziecięcej skóry. Goodbye Dirt będzie zatem odpowiedni dla każdego typu cery. Formuła produktu prócz całej gromadki olejów zawiera także kilka fajnych esktraktów, w tym moją ulubioną działającą przeciw obrzękom kofeinę a także witaminę E.
Jednym z kluczowych parametrów przy wyborze olejku czy to do pielęgnacji czy to do mycia jest jego barwa. Musi być ona nasycona. W takim przypadku mamy pewność, że olej był tłoczony niedawno i wykazuje wszystkie swoje najcenniejsze właściwości. W przypadku Goodbye Dirt tak właśnie jest. Kolor jest intensywny, żółto-pomarańczowy. Zapach jest mocno cytrusowy, bardzo naturalny. Jak często mam problem z zapachami kosmetyków, tak Lush Botanicals trafia w mój gust.
Olejku można używać na dwa sposoby. Na suchą (ta metoda sprawdzi się w przypadku cer tłustych) i na mokrą buzię (dla cer suchych i wrażliwych). W każdym przypadku doskonale radzi sobie z demakijażem i dokładnym oczyszczeniem buzi z wszelkich zanieczyszczeń. W kontakcie z wodą tworzy najbardziej jedwabistą, mleczną emulsję jaką kiedykolwiek używałam. Coś niesamowitego. Bez problemu zmywa się wodą, pozostawiając czystą, miękką buzię. Jeżeli na codzień nosicie lekki makijaż, lub wcale, macie suchą, wrażliwą skórę ten olejek w zupełności wystarczy Wam żeby oczyścić twarz. Sprawdzone! Słuchajcie swojej skóry. Jeżeli czujecie że Wasza buzia jest czysta bez konieczności stosowania dwuetapowego oczyszczania, zrezygnujcie z tego. 
Olejek Goodbye Dirt to produkt którego można stosować na wiele sposobów. Przyznam, że trochę mi go szkoda do zmywania tuszu czy podkładu. Bardzo lubię go używać rano a w dni kiedy nie mam makijażu lub są to minerały myję nim buzię i nie mam potrzeby stosowania "po" czegoś innego. Jestem w trakcie kuracji Atrederm, każde dodatkowe drażnienie cery wychodzi tylko na niekorzyść. Goodbye Dirt jest skuteczny i na tyle delikatny, że nie nie wspiera barierę lipidową, która teraz jest mocno nadwyrężona. Dodatkowo muszę stosować filtry, dokładne oczyszczanie to podstawa.
Podsumowując olejek Lush Botanicals to jeden z najlepszych olejków jaki stosowałam (100ml/155zł. Kupiłam z rabatem 15% tu, bezproblemowa wysyłka do UK. Kosztuje około 40zł)

czwartek, 16 maja 2019

Węgiel. Oczyszczająca pasta do mycia/Iossi.

Węgiel. Oczyszczająca pasta do mycia/Iossi.





Produkty na bazie aktywnego węgla powinny szczególnie docenić problematyczne, trądzikowe, szybko zanieczyszczające się i nadmiernie przetłuszczające cery. Znany i doceniany od wieków z  kilku powodów: odblokowywuje pory, działa antybakteryjnie, wyciszająco, równoważy produkcję sebum, przyśpiesza gojenie ran. Węgiel jak magnes przyciąga zanieczyszczenia i tłuszcz odsłaniając zdrowszą, piękniejszą cerę. Gotowe na włączenie węgla do pielęgnacji? Jeśli nie wiecie co wybrać, pozwólcie że w dzisiejszym poście opowiem Wam troszkę o paście myjącej Iossi, z węglem aktywnym właśnie. To gwiazda tego produktu, są też i inne, podkręcające jego działanie ale i równoważące, zmiękczające i antyoksydacyjne. A jeśli dodać do tego nietypową konsystencję, robi się z tego naprawdę fajny, wyjątkowy produkt. Na plus zasługuje sposób podania tego produktu jakim jest szklany słoiczek bez dodatkowych ceregieli w postaci nikomu niepotrzebnego kartonika, z którym najczęściej nie wiem co zrobić, bo za ładny żeby wyrzucić :D
Pasta to w całości naturalne certyfikowane składniki. Nie wiem czy wiecie, ale w lipcu wchodzi nowe zarządzenie, które zabrania producentom umieszczać na opakowaniach, czego produkt nie zawiera ( słynne parabeny, zapachy, barwniki i inne...). Już dziś skupię się zatem na tym co pasta zawiera. Prócz głęboko oczyszczającego węgla mamy tu działający przeciwrodnikowo ekstrakt z zielonej herbaty, zmiękczający skórę olej z babassu i skwalan z trzciny cukrowej. Formuła ta zawiera także alginat, czyli polisacharyd z algi brunatnej, który wykazuje działanie regenerujące. Fermenty z kokosa i rzodkiewki działają na płaszczyźnie zapewnienia skórze odpowiedniej dawki nawilżenia. Fermenty są w ogóle nieocenionymi składnikami w pielęgnacji cery.Jak widzicie dosyć silne właściwości samego węgla udało zrównoważyć, dzięki czemu produkt nie tylko głęboko oczyszcza ale i nawilża, nie powoduje żadnego dyskomfortu. Podstawowa zasada pielęgnacji cery trądzikowej- działamy łagodnie jak najbardziej tu się sprawdza.
Sam produkt ma idealną konsystencję, nie za suchą, nie za mokrą. Przypomina trochę ciastolinę. Do tej pory w takiej formie używałam tylko produków z Lush, ale nie zawsze udaje im się zrobić konsystencję idealną. W moim odczuciu większość z nich jest zbyt sucha. Iossi, oceniam na 6! Zapach. Uwielbiam, czuję tu odprężający rozmaryn, jest bardzo ziołowo.
Jak używam? odrobinę pasty rozprowadzam w zagłębieniu wilgotnej dłoni i delikatnie masuję twarz. Zostawiam chwilę na buzi, myję zęby i dopiero papkę zmywam. Wspaniałe właściwości produktu są odwrotnie proporcjonalne do tego jak wygląda umywalka przy zmywaniu pasty... Można by rzec, że produkty na bazie węgla uczą cierpliwości.
Efekty jednak są. Pasta doskonale oczyszcza, nawilża, odsłania miękką, gładką i promienną cerę. Jej właściwości szczególnie doceniłam podczas ostatniej wycieczki do Londynu. Brak chęci na rozbudowaną pielęgnację, smog, kurz, zanieczyszczenia zazwyczaj kończą się u mnie katastrofą po powrocie. Pastę nakładałam każdego wieczora na dłuższą chwilę, dzięki czemu uniknęłam większych problemów związanych z trądzikiem. Egzystencja z tego typu produktem ( szklane opakowanie akurat jest minusem jeśli chodzi o wyjazdy) do łatwych nie należy ale warto wziąć pod uwagę taki produkt przy kompletowaniu wyjazdowej kosmetyczki. 
Polecam Wam spróbować ten produkt. Moja ocena (9/10). Kupiłam na ekosmetyki, 13,99 funta)



środa, 1 maja 2019

Triple Hyaluronic Antioxidant Hydration Serum/Allies of Skin.

Triple Hyaluronic Antioxidant Hydration Serum/Allies of Skin.




Allies of Skin moje wielkie kosmetyczne marzenie... Częściowo spełnił je Święty Mikołaj...I tak pod choinką znalazłam dwa produkty marki. W skrócie Allies of Skin to wielofunkcyjne, napakowane składnikami aktywnymi produkty mające wspomagać walkę z zagrożeniami jakie niesie ze sobą życie we współczesnym świecie. Mowa tu szczególnie o smogu, zanieczyszczeniach czy stresie. Nicolas Travis, założyciel marki skutecznie połączył w swoich produktach naturę z nowoczesnymi składnikami syntetycznymi. W rezultacie dostajemy wielofunkcyjne kosmetyki  najwyższej jakości, w najbardziej optymalnych stężeniach dla wzmocnienia zestresowanych, problematycznych skór.
Triple Hyaluronic Antioxidant Hydration Serum to zaawansowane skoncentrowane serum, które napełnia skórę wilgocią, ujędrnia, odświeża, rozjaśnia, po prostu upiększa. Wypakowany po brzegi (dosłownie) mnóstwem składników aktywnych. Tu wszystko ma sens i jest skuteczne, bo użyte w wysokich stężeniach przy zachowaniu neutralnego pH (4,3-5,1). Nawilżenie i antyoksydacja na najwyższym poziomie! Składniki tego serum to jest miód, poezja dla mej duszy. Tutaj jest wszystko to, czego cera potrzebuje aby pięknie i młodo wyglądać. Trzy rózne formy kwasu hialuronowego ( o małej cząsteczce, dużej cząsteczce a także w botanicznej formie) z dodatkiem ekstraktu z truskawki, który zapobiega zapobiega procesowi anty-hialuronidazy (proces,  w którym enzymy w skórze rozkładają kwas hialuroniowy), pozostawiając skórę dłużej nawilżoną. Dalej, dysmutaza nadtlenkowa, wysoce stabilna i po stokroć silniejsza niż inne antyoksydanty. Dotychczas zarezerowana dla garstki produktów. Tutaj w stężeniu aż 2%. Kompleks peptydowy (Palmitoyl Tripeptide-38), który odbudowywuje kalogen, ma zdolność redukowania zmarszczek, niacinamid, regulujący produkcję sebum a także stosowany w profilaktyce przeciwstarzeniowej. I wreszcie ekstrakt fermentacyjny resweratrolu w stężeniu 5%, który ma zbawienny wpływ na procesy zachodzące w komórkach, neutralizuje wolne rodniki, ujędrnia, opóźnia oznaki starzenia.
Serum ma płynną konsystencję. Żadnych barwników, jego kolor wynika z użytych składników. Zapach, kwestia dyskusyjna dominuje tu zapach geranium (w składzie jest olejek z tej rośliny). Mnie się podoba, czuję że jest to zapach natury a nie zabijające mój nos perfumy.
Myślę, że to serum jest naprawdę niesamowite. Początkowo wydawało mi się, że słabo nawilża. Ale to był też początek mojej kuracji antybiotykowej przeciw trądzikowi, cera zachowywała się "dość histerycznie". Po kilku miesiącach stosowania tego produktu widzę dużą różnicę w nawilżeniu mojej cery. Nie jest to też efekt chwilowy, jak to ma często miejsce.  Poza tym moja cera wygląda na jaśniejszą, jędrną, jest pełna blasku. Serum ma doskonałe właściwości nawilżające, rozjaśniające, wzmacniające i ujędrniające. Silne ppetydy, komórki macierzyste zauważalnie poprawiają elastyczność skóry. Moja cera wygląda zdecydowanie lepiej.
To serum wybiega znacznie poza to co oferuje obecnie rynek kosmetyczny. To zaawansowana działająca na wielu płaszczyznach pielęgnacja przyszłości. Zdecydowanie wart swojej ceny. ( do kupienia tu. 30ml/74f). Moja ocena 10/10. 



piątek, 26 kwietnia 2019

Flawless Moisturiser/ dr Sam Bunting

Flawless Moisturiser/ dr Sam Bunting




Jeśli szukacie kremu, który będzie miał w składzie cuda wianki, egozotyczne składniki, nowoczesne technologie obiecujące cofnąć zegar o kilkanaście lat, to Flawless Moisturiser Dr Sam Bunting nie będzie dla Was. Jeśli natomiast Wasz cel to nawilżona, zdrowa i odrobinę jaśniejsza (za sprawą niacinamidu) cera, to trafiliście bardzo dobrze, zapraszam do czytania. 
Nadmienię, że markę tworzy dermatolog w oparciu o swoje doświadczenia, dostępną wiedzę a także skuteczne, podparte badaniami  składniki.  
Cerom takim jak moja czyli z objawami trądziku, problemem nadmiernego wydzielania sebum, poddawanym często różnym kuracjom, starsznie ciężko jest znaleźć dobry, nieobciążający krem nawilżający. Wiele osób ( sama byłam długo w tej grupie) pomija ten krok w pielęgnacji. Skóra pozbawiona dawki nawilżenia traci swoje właściwości ochronne, obronne, wydziela więcej sebum, robi się szorstka, wszystko to może potęgować problemy związane z trądzikiem. 
Uważam, że Flawless Moisturizer to podstawowy, kojący i nawilżający krem dla takich cer jak moja. Jego niekomodogenna formuła zawiera kompleks skadników, które nie tylko nawilżają ale i zatrzymują wilgoć w skórze (okluzja). Wspiera barierę skórną wszystkich typów cery, w tym także tych ze skazami trądzikowymi. 
Krem zawiera:
-0,5% kwasu hialuronowego,
-0,5% alantoiny,
-10% masła shea ,
-3%  gliceryny,
-5% kompleksu cukroweg0,
-5% niacinamidu,
Można go używać na szyję, dekolt i pod oczy ("skóra to skóra, jak mawia dr.Sam). Krem ma żelowo-kremową jedwabistą konsystencję. Mnie to kojarzy się z przyjemnym balsamem. Dość szybko się wchłania pozostawiając skórę nawilżoną i miękką w dotyku, w żadnym wypadku nie tłustą czy nadmiermnie obciążoną. Ilość aplikowanego produktu zależy tutaj od kondycji skóry czy pory roku. Ogromny plus za brak zapachu...
Dla mnie ten krem to jest fantastyczny, wszechstronny produkt, który bardziej przypomina apteczne kremy. Nakładając na buzię czuję jak bym miała na sobie kojący opatrunek. Flawless Moisturiser doskonale wzmacnia barierę obronną skóry poprzez zwiększenie produkcji ceramidów, uspokaja, wycisza i przyśpiesza gojenie niedoskonałości, pomaga w reducji przebarwień, reguluje ilość wydzielanego sebum a także zwiększa tolerancję na retinoidy, które stosuję od jakiegoś czasu. 
Dla mnie to jest krem nocny, na dzień jednak wolę coś lżejszego. 
Flawless Moisturizer to doskonały, neutralny produkt nawilżająco, kojący. W duecie z Flawless Cleanser czytaj recenzję czyni dla skóry cuda i stanowi podstawę pielęgnacji cery trądzikowej .Moja ocena 9/10 (25f/50ml. Wysyłka na cały świat kupiłam tu). Moja ocena 8/10. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Kale-Lalu-yAHA toner. Delikatny tonik z kwasem glikolowym i antyoksydantami. Krave Beauty.

Kale-Lalu-yAHA toner. Delikatny tonik z kwasem glikolowym i antyoksydantami. Krave Beauty.



Kale-Lalu-yAHA  Krave Beauty, to jeden z najlepszych toników  jakie dane było mi używać. Śmiem twierdzić, jakkolwiek dziwacznie to zabrzmi, że jest najbardziej nawilżający tonik złuszczający jaki miałam. 
O marce, założycielce, filozofii i stosowanych składnikach pisałam przy okazji recenzji żelu oczyszczającego, także tam Was odsyłam. (czytaj wpis)
Pewnie pomyślicie, że przychodzę nie wczas z propozycją takiego produktu. Wiosna, to ten czas kiedy wiele z Was kończy kuracje złuszczające. Trądzik niestety nie rozumie pór roku i trwa dzielnie rodząc niezliczone frustracje. Idąc zresztą tym tokiem myślenia, mieszkańcy gorących i słonecznych  stref klimatycznych nie mogli by leczyć trądziku w ogóle. Kwasy, retinoidy w przypadku skór problematycznych, łojotokowych stosować można cały rok. Nie bójcie się zatem i pamiętajacie o ochronie przeciwsłonecznej. 
Tonik Krave to delikatny środek złuszczający oparty na naturalnie pozyskiwanym z trzciny cukrowej, kwasie glikolowym. Regularne stosowanie produktu odsłania młodszą, zdrowszą i promienną cerę karmiąc ją jednocześnie dawką wspaniałych zielonych przeciwutleniaczy: pietruszki, szpinaku i jarmużu (love!). Przypomnę, że kwas glikolowy należy do grupy kwasów AHA, działających tylko na powierzchni skóry, ze względu na to że rozpuszczają się tylko w wodzie.  Ze względu na swoją budowę łatwo i szybko penetruje naskórek. Stężenie kwasu w toniku Krave wynosi 5,25%.  Produkt o tej zawartości kwasu prócz delikatnego złuszczenia będzie miał przede wszystkim właściwości poprawiające nawilżenie naskórka, ujędrnienie, będzie spłycał niewielkie zmarszczki, niwleował przebarwienia, odblokowywał pory, zmniejszał zaskórniki. Generalnie ja jestem zwolenniczką stosowania niskich stężeń kwasów w domu. Małymi kroczkami do celu.  Ma neutralne dla skóry i nieco wyższe niż zazwyczaj występujace w tego typu produktach pH ( u mnie wyniosło ono około 4,5). Ale to tylko na korzyść, bo to może być dobra opcja dla cer szczególnie wrażliwych czy osób, które dopiero zaczynają przygodę z kwasami. 
Co w składzie poza kluczowym składnikiem, czyli kwasem glikolowym?  Koktajl antyoksydantów, dodających energii,  pozyskiwanych z zielonych liści jarmużu, szpinaku i pietruszki. To najlepsze z natury co można dać skórze. Dalej, aloes, kwas hialuronowy i witamina B5, aby nawilżyć, ukoić i pomoć w utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawilżenia. Na koniec, alatoina. Bardzo lubię ten składnik, bo łagodzi wszelkie podrażnienia jakie może wywołać proces złuszczania. Nawilża i koi skórę objętą stanem zapalnym jaki wywołuje kwas. 
Sam produkt na pierwszy rzut oka,  ze względu na swój zielony kolor, kojarzy się dosyć łagodnie. Może to jest jakaś droga, dla wszystkich tych z Was, które panicznie boją się produktów z kwasami...
Częstotliwość aplikacji produktu należy dostosować do swoich potrzeb. Na początek wystarczy 2-3 razy w tygodniu. Można go połączyć z lekkim kremem nawilżającym. To też będzie okej i będzie działać. Jeśli Wasza cera jest dojrzała, problematyczna z zapachanymi porami, tutaj można tonik stosować nawet codziennie. Ja robię to 3-4 razy w tygodniu.
Tonik można aplikować wacikiem, ja jednak preferuję nakładanie go dłońmi. Unikam w ten sposób dodatkowego tarcia i zmniejszam ryzyko podrażnień.
Przy regularnym stosowwaniu tego produktu, mogę powiedzieć, że moja cera jest bardziej promienna, gładka, niezwykle miękka. Pory są wyraźnie mniejsze. Struktura cery uległa zdecydowaniej poprawie. Małe przebarwienie na nosie uległo rozjaśnieniu. Tonik jest baardzo delikatny, żadnych podrażnień, czerwonej cery. Prócz tych wszystkich właściwości widocznych gołym okiem, tonik wspomaga przenikanie a tym samym lepszą efektywność innych substancji aktywnych, które nakładamy w dalszych krokach naszej pielęgnacji. 
Nie mam żadnych zastrzeżeń co do tego produktu. Będzie on dobrym wstępem dla osób zaczynających przygodę z kwasami, dla osób które szukają produktu który podtrzyma efekty silniejszych kuracji czy wreszcie dla osób które szukają delikatnego, całorocznego toniku złuszczajacego. 
Uwaga! Po sześciu miesiącach stosowania preparatów z kwasem glikolowym należy zrobić około trzymiesięczną przerwę.
Moja ocena 10/10. ( kupiłam  tu. Koszty wysyłki zależne od wagi) 


czwartek, 18 kwietnia 2019

Advanced Replenishing Toner/ Paula's Choice. Tonik wygładzający, nawilżajacy i działający antyoksydacyjnie.

Advanced Replenishing Toner/ Paula's Choice. Tonik wygładzający, nawilżajacy i działający antyoksydacyjnie.



Uwielbiam kosmetyki Paula's Choice z kilku powodów. Marka dba aby powstawały one  w oparciu o skuteczne,  sprawdzone składniki. Używa  ich w stężeniach takich aby rzeczywiście przynosiły oczekiwane efekty. Nie są to tanie kosmetyki, ale myślę, że warto inwestować w "prawdę" a nie marketing bez pokrycia.
Advanced Replenishing Toner z serii Resist, to produkt wyjątkowy. Wszystkie komponenty w nim użyte to składniki mające działanie antyoksydacyjne, przeciwstarzeniowe, wygładzające i nawilżające. Ale o nich póżniej... Bogata, mleczna  i jedwabista formuła produktu idealnie sprawdzi się u cer potrzebujących regeneracji, czyli suchych, wrażliwych a także tłustych czy mieszanych, poddawanych różnego rodzaju kuracjom czy zabiegom. 
To jest taki produkt, który się lubi od pierwszego użycia. Skóra staje się miękka, ukojona, widocznie promienna. Znikają zaczerwienienia czy oznaki podrażnienia. 
Wróćmy do składu, kluczowe składniki aktywne to:
-kwas ferulowy, wykazujący silne działanie antyoksydacyne i antyalergiczne, przezciwzapalne a także antytrądzikowe. Chroni przed promieniwaniem UV. Rozjaśnia przebarwienia. Doskonale sprawdza się w synergii z witaminą C i E, tę pierwszą także stabilizuje. 
-kwercetyna, łagodzi podrażnienia
- fosfolipidy, działają zmiękczająco i ułatwiają przenikanie inncyh substancji aktywnych w głąb skóry, zatrzymują wilgoć w skórze. Doskonałe w pielęgnacji skór odwodnionych.
-koktajl antyoksydantów, które w połączeniu z kwasem felurowym tworzą maksymalną i skuteczną ochronę przef wolnymi rodnikami,
-ekstrakt  z lukrecji, rozjaśnia przebarwienia, przyśpiesza regenerację skóry,
-ekstrakt z buraka, kwas hialuronowy, działające w obszarze nawilżenia ,

Skład jak na tonik jest wyjątkowo bogaty. Ze względu na swoją formułę może zastąpić lekkie serum. Metoda ta sprawdzi się szczególnie u cer mieszanych, tłustych i problematycznych.
Ogromny plus za brak barwników i substancji zapachowych.
Tego toniku używam już jakieś pół roku, ani razu mnie nie podrażnił, nie pogorszył stanu cery. Tuż po aplikacji, czuję jakbym miała na sobie łągodzący kompres. Cudowny!. Cera staje się momentalnie ukojona, nawilżona i wygładzona. Przy dłuższym stosowaniu także promienna i pełna blasku. Tonik nie wysusza a wpływa na poprawę nawilżenia cery. A to z kolei przyczynia się do mniejszej widoczności zmarszczek, poprawy napięcia i jędrności. Replenishing Toner świetnie sprawdzi się w pielęgancji każdego typu cery także dojrzałej. U mnie najlepiej sprawdza się w momentach kiedy mam podrażnioną cerę, kiedy potrzebuję czegoś lekkiego, nie obciążajacego, czegoś co ukoi i pomoże skórze szybciej się regenerować. 
(22f/118ml. Kupiłam na lookfatastic). Moja ocena 9/10

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Balancing Serum. Serum normalizujące+kontrola niedoskonałości/Resibo.

Balancing Serum. Serum normalizujące+kontrola niedoskonałości/Resibo.




Bardzo się cieszę, że Resibo zdecydowało się na włączenie do swojej oferty serum przeznaczonego dla problematycznych, trądzikowych i przetłuszczających się cer. Radość tym większa, że nie jest to serum olejowe. Nie przepadam za tą mocno okuzyjną, zatykającą pory formą pielęgnacji. Oleje, tak, ale tylko od czasu do czasu, ewentualnie kropla jako dodatek do ulubionego serum czy kremu. 
Balancing Serum używam codziennie od ponad dwóch miesięcy. Jestem pod ogromnym wrażeniem, działania, konsystencji i zachowania na skórze. W jego składzie cały wachlarz substancji odpowiedzialanych za wsparcie cer trądzikowych w walce z niedoskonałościami i nadmiernym wydzielaniem sebum. Wśród nich wymienić należy azeloglicynę. Ta nowoczesna i mniej drażniąca forma kwasu azelainowego wykazuje działanie rozjaśniające, przeciwzapalne, antybakteryjne. Dobrze nawilża,  kondycjonuje i nadaje cerze zdrowego blasku. Sprawdza się w pielęgnacji cer dojrzałych. Dalej, działający przeciwzapalnie i regulująco a także antyoksydacyjnie niacinamid. Składnik bardzo na topie i słusznie bo działa wielozadaniowo i skutecznie.  Mamy tu także witaminę E i kwas hiualuronowy. Za dodatkowe wsparcie w matowieniu cery odpowiadają skrobia z manioku oraz ekstrakty z kwiatów lotosu.
Serum jest leciutkie i nieobciążające. Ma postać mlecznej emulsji/ lekkiego lotionu. Do aplikacji wystarczy kilka kropel. Wchłania się to niemal błyskwicznie (warto odczekać chwilę przed nałożeniem kremu tak aby substancje miały czas na działanie i żeby to działanie nie zostało "zachwiane" przez składniki w nim się znajdujące).
Serum bardzo ładnie wygładza i matuje cerę. Przy czym koniecznie muszę zaznaczyć, że jest to naturalny mat. Żadnego dyskomortu, ściągniętej cery. Cera nie staje się nadmiernie oddtłuszczona a nawilżona. Taka lepsza wersja naszej cery :)
Serum można z powodzeniem stosować na całą twarz, ale i jeśli macie taką potrzebę tylko na strefę T. Świetnie sprawdza się pod makijaż, dzięki właściwościom wygładzającym i matującym. 
Nie będę pisać i mówić, że jest to produkt na całe trądzikowe zło. Pielęgnacja cery trądzikowej to bardzo trudny, wymagający czasu, systematyczności i cierpliwości temat. Jeśli borykacie się z trądzikiem od lat i nic nie pomaga warto wybrać się do lekarza, poszukać przyczyny i wdrożyć leczenie. Serum Resibo to taki mój pielegnacyjny pewniak i wsparcie w walce o lepszy wygląd. Nie ma tu substancji, które mogłyby pogorszyć jej stan. Wszystkie składniki tu użyte są aktywne, pewne i sprawdzone w pielęgnacji cery trądzikowej. Tu wszystko będzie działać. 
Balancing Serum zauważalnie reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza skłonności do pojawiania się niedoskonałości.Nawet wyrzuty hormonalne, które przechodzę każdego miesiąca, przebiegają znacznie łagodniej. Serum koi, goi i regeneruje trądzikową cerę. Pozytwnie wpływa na przebarwienia. Ogólnie cera wygląda zdrowiej i młodziej.
Dla osób, które mają szczególnie tłustą cerę ze względu na tę odżywczą formułę może z powodzeniem zastąpić krem. Pomysł ten sprawdzę latem, teraz zazwyczaj używam po nim lekkiego kremu. 
Serum  bardzo  polecam wszystkim zmagajacym się z trądzikiem. Tak jak pisałam wyżej to jest absolutnie wyjątkowy i unikatowy produkt na polskim rynku kosmetyków naturalnych. ( 30ml/79zł. W UK kupiłam na ekosmetyki. Obecnie jest na nie promocja -10%). 

piątek, 5 kwietnia 2019

LIQ CR. Serum z retinolem. Liqpharm

LIQ CR. Serum z retinolem. Liqpharm




To nie moje pierwsze spotkanie z retinolem. Choć wprowadziłam go do pielęgancji całkiem niedawno, widzę że jest to składnik, który przynosi wspaniałe i widoczne efekty mojej trądzikowej cerze. Retinol zresztą to nie tylko niwelowanie problemów z  trądzikiem, to przecież witamina młodości, zapobieganie i redukcja zmarszczek, terapia przebarwień. Pozytywne działanie retinolu jest do nie do podważenia, podparte wieloma badaniami naukowymi.
W tym sezonie postawiłam na produkt LIQ CR zawierającego w swoim składzie 0,3% czystego retinolu. Na wyższe stężenia przyjdzie czas, póki co w  zupełności wystarczy mi oscylowanie w granicach 0,3-0,5%. Osobiście wolę dłuższe i delikatniejsze kuracje dzięki czemu  unikam nikomu niepotrzebnego łuszczenia czy nadmiernej wrażliwości. Tę samą zasadę stosuję także w przypadku kuracji kwasami. 
Ten preparat to świetna opcja dla osób zaczynających przygodę z retinolem. Bez krzyku, bólu i łuszczenia pozwoli wejść w temat. Spokojnie, osoby zaprawione w boju też będą usatysfakcjonowane tym produktem, wystarczy że zwiększycie częstotliwość stosowania serum (może być nawet codziennie). 
Naprawdę jestem zaskoczona jaka moc kryje się w tym serum. Sukces zapewne podyktowany jest składem. W nim prócz retinolu, który jak pisałam wyżej sam w sobie ma wielką siłę, znajdziemy kwas laktobionowy tak dla równowagi i uzupełnienia działania tego pierwszego. Kwas laktobionowy wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, przeciw przebarwieniom, może byc także sprzymierzeńcem w walce z trądzikiem. Zapobiega także łuszczeniu czy uwrażliwieniu cery, jakie powodować może retinol. To nie wszystko, bo LIQ CR to także nawilżający kwas hialuronowy a także witamina E w wysokich stężeniach. Dzięki czemu produkt nie tylko wykazuje wysoką skuteczność ale ma i jedwabistą, przyjemną kosnystencję. Można się zapomnieć....Ciut się lepi tuż po aplikacji ale pamietajmy, że to pielęgnacja nocna, tutaj nie potrzebujemy specjalnych wymagań. W nocy cera szczególnie dobrze się regeneruje, niech tych składników aktywnych będzie jak najwięcej.
Na oczekiwane i spektakularne (dla mnie takie są) efekty jak zawsze w przypadku stosowania preparatów z retinolem trzeba troszeczkę poczekać. Serum aplikowałam co drugą noc. Po około 3-4 tygodniach, moja cera była wyraźnie jaśniejsza, produkowała mniej sebum, rozszerzone pory uległy zmniejszeniu. Byłam dobrej myśli, kontynowałam kurację dalej. Cierpliwość i systematyczność zostały wynagrodzone. Po około 12 tygodniach moja cera zaczęła wykazywać oznaki przemiany. Stała się jasna, promienna, problem trądziku został wyraźnie zmniejszony, zdecydowanie mniej się przetłuszczała, była gładka. Udało mi się także rozjaśnić przebarwienie, które miałam na nosie. Retinol działa także na polu, który przyniesie korzyści w przyszłosci, czyli zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, działa silnie antyoksydacyjnie.
Podczas kuracji LIQ CR moja cera się nie łuszczyła, nie była zaczerwieniona ani nie swędziała. A to znaczy tylko jedno, takie stężenie retinolu jest było odpowiednio dobrane do jej potrzeb. Oczywiście solidnie przykładałam się także do dbania o jej płaszcz lipidowy. Tutaj sięgałam najczęściej po bogate w oleje i ceramidy serum Liqiud Gold Startia (czytaj recenzję)
Kurację prepeartaem LIQ CR skończyłam po czterech miesiącach z efektami bliskimi ideału. Aktualnie stosuję antybiotyk i maść przepisaną od lekarza w nadziei, że wreszcie będzie idelanie ( jeśli chodzi o trądzik). Do LIQ CR na pewno będę wracać. ( 30ml, w UK kupiłam na Amazon).


poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Fresh w Polsce. Przetestowałam trzy produkty marki.

Fresh w Polsce. Przetestowałam trzy produkty marki.



Zaczęło się na początku lat dziewięćdziesiątych od kostki mydła (dostępnej zresztą w ofercie po dzień dzisiejszy). Dzisiaj marka Fresh znacznie się rozrosła i oferuje luksusowe, piękne a przy tym naturalne produkty. Ok, jest drogo, ale ma to uzasadnienie w formułach i najwyższej jakości składnikach. Decydując się na maskę czy krem Fresh macie pewność, że wszystko tu użyte to są bezpieczne, aktywne składniki. Żadnych zapychaczy, polepszaczy, sztucznych zapachów czy barwników. 
Póki co prztestowałam trzy produkty marki, wszystkie oceniam bardzo wysoko. Używanie każdego z nich to prawdziwa przyjemność, swego rodzaju rytuał, SPA wykonywane w domowym zaciszu. Wszystko jest tu dopieszczone do granic możliwości. Wspaniałe konsystencje, niezwykłe zapachy no i efekty, po których moja cera wygląda na szczęśliwą i zadbaną.

Soy Face Cleanser, produkt kultowy i pionierski jeśli chodzi o wykorzystanie niezwykłych właściwości soi w kosmetykach. Po szeroko zakrojonych badaniach zespół Fresh  odkrył iż aminokwasy zawarte w soi mają właściwości uelastyczniające. Produkt powstał w latach dziewięćdziesiątych ale  po dzień dzisiejszy jest świętym Graalem dla osób z suchą i wrażliwą cerą a także dla wszystkich tych, których świadoma pielęgnacja  oparta jest o delikatne, nieagresywne oczyszczanie. Niezwykłe właściwości żelu oparte są na wspomnianych wyżej  kojących cechach soi, nawilżajacych i chłodzących zaletach ekstraktu z ogórka a także korzyściach płynących z użycia wody różanej. 
Wszystkie te składniki to bogata, odżywcza, kojąca, redukująca zaczerwienienia i oznaki stresu formuła. 
Żel pięknie pachnie ogórkiem, delikatnie się pieni i myje bez podrażnień. Zbiera tysiące pozytywnych opinii. Szczególnie dobrze sprawdzi się u osób z wrażliwą, podatną na zaczerwienia czy dotkniętą trądzikiem cerę. Uważam, że stosowanie tego żelu znacząco wpłynęło na uspokojenie mojej cery. Jeśli macie cerę, która toleruje więkoszość porduktów oczyszczajacych, ten żel może okazać się trochę nudny. Przy moich problemach z trądzikiem i stosowanymi różnego rodzaju kuracjami, ten prosty żel to prawdziwe wybawienie, ukojenie ale i przy tym dobrze wykonana robota. Nie dziwię się, że to hit marki. ( kupuję w pojemności 50ml/ 11,50f na john.lewis) 

Black Tea, Instant Pertfecting Mask. Dostałam ją w prezencie do przetestowania od Marytny. Jako, że w tym czasie moja cera przechodziła jeden z wielu kryzysów, skupiłam się raczej na rozwiązywaniu problemów związanych z trądzikiem, antyoksydacja była mi akurat zupełnie nie w głowie. Sięgnęłam po nią za jakiś czas i to było jak dar niebios dla mojej cery już trochę zmęczonej kuracjami przeciw trądzikowi. Potrzebowałam dać jej kopa w postaci nawilżenia, miękkości, jędrności. Znakomite działanie maska zawdzięcza oczywiście składowi opartemu na niezwykłych   właściwościach ekstraktu z czarnej herbaty. Mamy tu ferment z czarnej herbaty ( znany jako kombucha). Działa on nie tylko silnie antyoksydacyjnie, odmładzająco ale i zmiękczająco, wygładzająco a także znacznie poprawia blask cery. Formuła została także wzbogacona ekstraktem z liczi, który wykazuje działanie ujędrniające i wygładzające. Mamy tu także sok z korzenia jicima wyróżniający się właściwościami nawilżajacymi i odżywczymi. Faktura tej maski przypomina trochę puszystą, lekką śmietankę, coś dosyć lekkiego, podobnego do kremu. Nigdy nie wysycha. Zapach jest dosyć intensywny, to połączenie herbaty z...ogórkiem? Tuż po aplikacji maska daje fajne uczucie lekkiego chłodu, które  uderza w skórę. 
Ta maska robi wszystko, to jest naprawdę niesamowite. Zwęża pory, wygładza, nawilża ( bez pozostawiania tłustej warstwy). Wyraźnie redukuje zaczerwienienia a także skazy. Minimalizuje wygląd drobnych zmarszczek i linii. Odpręża, zmiękcza i koi. Świetna do stosowania pod makijaż przed wyjściem. Bądźmy realistkami maska nie usunie zmarszczek, nie zniweluje przebarwień, ale naprawdę spektakularnie poprawi wygląd cery i głęboko ją odpręży. Jak na produkt do stosowania w domu, jestem zachwycona. Warto kupić małe opakowanie 30ml, wystarczy na naprawdę długo ( kosztuje 29f, pełny wymiar 100ml, 77 f. Do kupienia na John Lewis).

Na koniec jeden z nowszych produktów marki (z tego co widziałam na stronie Sephora, niedostępny w Polsce), czyli Vitamin Nectar, Antioxidant Glow Water. Linia Vitamin Nectar zawiera mieszankę witamin C i E, ekstraków owocowych i mienrałów aby pomóc w rewitalizacji szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery. Wygodna forma produktu pozwala na idealną aplikację. Pod makijaż, na makijaż, o każdej porze. Mgiełka poza tym, że pysznie, owocowo pachnie to błyskawicznie zmiękcza, rozluźnia i nawilża cerę. Błyskawicznie odpręża i odświeża cerę. Ze względu na wygodę stosowania można ją nosić w torebce, sprawdzi się idealnie w podróży. ( 100ml/ 19f. Kupiłam na John Lewis).

Jak wiecie nie jestem częstą klientką perfumerii, tym razem zachęcam do zakupów. Wybierając produkty Fresh moim zdaniem wiecie za co płacicie. 

czwartek, 28 marca 2019

Cleansing Volumizing Paste /Christophe Robin. Pasta myjąca do włosów z glinką.

Cleansing Volumizing Paste /Christophe Robin. Pasta myjąca do włosów z glinką.




Cleansing Volumizing Paste Christophe Robin, to bardzo ciekawy głęboko oczyszczający i nadający włosom objętości produkt. Nie jest płynem, a pastą, kóra przy pierwszym spojrzeniu do pudełeczka kojarzy się z kupą. Na szczęście to tylko takie skojarzenie, bo nasz nos łapie już zapach, jakim nasycony jest produkt. Oczyma wyobraźni widzę bukiet świeżo ściętych róż z ogródka babci. Cudowny, romantyczny, naturalny i przywołujący miłe chwile. Ktoś powie mycie włosów, to mycie włosów, dla kogoś innego to przykry obowiązek. Ten produkt sprawi, że ta prozaiczna czynnosć stanie się takim trochę rytuałem.
Pasta jest produktem w pełni naturalnym z delikatnymi substancjami myjącymi, aby nie podrażniać skóry głowy. Najważniejszym jej składnikiem jest glinka Rhassoul. Rhassoul/ghassoul/glinka marokańska to jedna z najwcześniej poznanych i wykorzystywanych w pielęgnacji glinek. Wydobywa się w jedynych na swiecie złożach znajdujących się w Górach Atlas znajdujących się w Maroku właśnie.
Bogata w magnez, cynk, krzem, wapń, żelazo, lit. Odpowiednia dla cer trądzikowych ale i wrażliwch. Oczyszcza, odtłuszcza, reguluje wydzielanie sebum, nie narusza bariery hydrolipidowej skóry. Zastosowana na włosy, zrobi dokładnie to samo co maska na twarz. Można powiedzieć, że pasta Christophe Robin to swego rodzaju glinkowa maska myjąca do skóry głowy i  włosów. Wchłonie nadmiar sebum, wpłynie na ich sprężystość i objętość a przy tym będzie łagodna dla skóry głowy (działanie łagodzące dodatkowo spotęguje zastosowana w produkcie woda różana).
To niesamowite, jak pasta błyskawicznie i wspaniale się pieni. Aby porządnie umyć włosy i skórę głowy wystarczy odrobina produktu. W moim osobistym rankingu to jeden z najbardziej wydajnych produktów do mycia włosów.
Rezultaty? Po użyciu tego produktu, czuję jak bym w moje włosy  tchnęła nowe życie. Skóra głowy jest dokładnie i dogłębnie oczyszczona. Pasta zapewnia jej także odpowiednią równowagę, żadnych podrażnień, tylko regulacja wydzielanego sebum. Wysuszone włosy są lekkie, pełne objętości i lekko "dociążone". Pasta w przeciwieństwie do wielu szamponów dodających objętości nie robi z moich włosów trudnego do rozczesania siana. Włosy w dotyku są miękkie i jedwabiste. W dniu kiedy myję włosy tą pastą nie stosuję już żadnej odżywki, jedynie sprej ułatwiający układanie i dodający objętości Briogeo. Mam wrażenie, że każdy produkt nałożony po umyciu włosów tą pastą wykazuje lepsze działanie. Nie muszę się bać, że coś je obciąży i przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego.
Moja rzeczywistość jest taka, że muszę myć włosy codziennie, bo bardzo się przetłuszczają. Robię to rano i normalnie gdybym miała jakąś nocną imprezę, musiałabym umyć je jeszcze raz. Stosując tę pastę moje włosy zyskują znacznie na świeżości i to wieczorne mycie mogłabym w zupełności pominąć. 
Pasta Chrtistophe Robin zyskała stałe miejsce w mojej łazience. Wpływa na ogólną kondycję włosów cienkich, delikatnych i szybko przetłuszczajacych. Nie jest to produkt co codziennego stosowania. Maseczek glinkowych na twarz nie używamy też przecież codziennie. 
Jedynym minusem tego produktu jest cena. Warto kupować mniejsze pojemności. Tak jak pisałam na początku jest szalenie wydajna i małe opakowanie wystarczy na długie miesiące ( mam krótkie włosy) . 75ml/17 funtów ( kupiłam w promocji 15% na lookfantastic)