środa, 6 lutego 2019

Balance Mist/Pestle&Mortar.

Balance Mist/Pestle&Mortar.



Jak wiecie jestem fanką irlandzkiej marki Pestle&Mortar. Z wielkim entuzjazmem przyjełam wiadomość o wprowadzeniu do ofery mgiełki Balance. No właśnie, mgiełka, brzmi to i kojarzy się z czymś lekkim... Tymczasem dzisiejsze toniki i mgiełki to zdecydowanie coś więcej. Napakowane substancjami odżywczymi, antyoksydantami nawilżają, pobudzają, działają regenerująco i są przy tym lekkie. Jeśli macie problematyczną, trądzikową, przetłuszczającą się cerę i boicie się, że serum wam zaszkodzi spróbujcie koreańskiej metody pielęgnacji cery. Nazywa się to "7 skin method" i polega na siedmiokrotnej aplikacji toniku. Siedem cienkich warstw, niby nic- ale wierzcie mi to działa! Po delikatnym wklepaniu jednej wartswy, nakładamy kolejną i tak do końca... Co uzyskujemy? maksymalne nawilżenie, odżywienie przy jednoczesnym braku obciążenia! To co próbujecie? Koniecznie dajcie znać, jak poszło.
Balance Mist wykorzystuje magnez pozyskiwany z głębokich irlandzkich wód. Magnez aplikowany na skórę czy to w postaci mgiełki czy kąpieli z udziałem preparatu z jego zawartością jest dobrze przyswajalny. Pomijając układ pokarmowy może zostać dostarczony do komórek, które go potrzebują.
Zgodnie z filozfią marki produkt łączy w sobie naturę z osiągnięciami nowoczesnej myśli kosmetycznej aby zapewnić zdrową i szczęśliwą cerę. Równowaga  pomiędzy mieszanką aminokwasów, antyoksydantów, naturalnych ekstraków ziołowych i wspomnianym wyżej magnezem, tworzy naprawdę udany, zaawansowany produkt. W Pestle&Mortar nie ma lipy, czułych słówek, pięknych flakonów i obietnic z czapy. Te produkty mówią za siebie. 
Jedną z pierwszych, zauważalnych zalet produktu jest to, że rozpyla on mgiełkę idealną, która błyskawicznie się wchłania. To mój ulubiony poranny produkt, bo pięknie odświeża, odpręża, trochę powiedziałabym chłodzi . Przez dodatek wody morskiej czuję jak bym zażyła kąpieli w morzu.
Produkt zalecany jest każdemu typowi cery, ale to mieszane i problematyczne poczują szczególną satysfację z jego stosowania. Przy regularnym stosowaniu zapewnia idealny balans i równowagę. Nawilża ale i jednocześnie trzyma cerę w ryzach. Moja cera zdecydowanie mniej się przetłuszcza, jest gładka i miękka. 
Balance Mist to produkt idealny dla osób szukających szybkiej, skutecznej i wartościowej pielęgnacji w swoim zabieganym życiu.
Rzadko wracam do produktów kolejny raz. Tym razem tak było. Uwielbiam tę mgiełkę. (100ml/28f. Kupiłam na  Lookfantastic z rabatem 20%)

czwartek, 31 stycznia 2019

Mastic Must/ Maska NIOD.

Mastic Must/ Maska NIOD.



Wy wiecie, że ja kocham NIOD. To produkty  skierowane dla tych którzy chcą więcej i wiedzą więcej. Niewątpliwie oferta koncernu, nawet jeśli jej nie znacie, nie używacie, nie macie przekonania otworzyła nowy, piękny i "czysty" rozdział w sferze produktów pielęgnacyjnych oferowanych na rynku.  Cieszy fakt, że zaczęliśmy rozumieć, że wyznacznikiem dobrego produktu pielęgnacyjnego nie jest zapach, piękny flakon czy beznadziejnie natraczywa reklama. Tylko wysoce zaawansowane składniki i technologie warunkują wysoką skuteczność i działanie produków.
Nie ma zasadzie dnia, w którym w mojej rutynie pielęgnacyjnej nie byłoby produków NIOD. Moimi ulubieńcami bez wątpienia są: serum CAIS2 (czytaj recenzję), mgiełka (czytaj receznję) czy balsam oczyszczający (czytaj recenzję)
Dzisiaj przychodzę z recenzją maski zwężajacej pory i działającej przeciwbakteryjnie Mastic Must . Stosuje się ją rano. Powiedziałabym, że to taka maska bankietowa, kiedy chcemy dobrze wyglądać. Maska w przeciwnieństwie do kwasów działa szybko i bez podrażnień.
Bazą maski jest pozyskiwana w zrównoważony sposób a następnie precyzyjnie oczyszczona guma  mastyksowa. Źródłem mastyksu jest drzewo. Mastyks znany jest i ceniony od stuleci ze względu na niezwykłe właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne, ściągające i antyspetyczne. Dalej w składzie znajdziemy saponiny, antybakteryjny miód, mój ulubiony bo działa regulująco niacinamid,  wzmacniajace barierę fosfolipidy a także probiotyki. Można powiedzieć, że jest tu wszystko czego trzeba problematycznym cerom.
Maska jest beżowym żelem troszkę podobnym do gumy. Pachnie, naturalnie...No właśnie, zapach jest dla mnie bardzo chemiczny, nie do przejścia.. Bywają dni, że od zapachu zaczyna boleć mnie głowa lub brzuch. Nie lubię perfumowanych kosmetyków, ale w tym przypadku nie pogardziłabym choć odrobinką dla zniwelowania tego nieprzyjemnego naturalnego aromatu. 
Maskę stosuję głównie na strefę T. Na brodzie mam trądzik, na nosie i czole trochę zaskórników.
Skóra po użyciu maski jest miękka, gładka, pory zwężone, to dobra baza pod makijaż. Czytałam, że długotrwałe stosowanie gumy  mastyskowej może niewelować pory. U mnie jednak nic takiego się nie stało. Ogólnie efekty na mojej trądzikowej cerze nie są jakoś spektakularne i długotrwałe. Nic tak szczególnego, żebym musiała wstawać wcześniej i nakładać maskę. Zabrzmi to dziwacznie, ale producent radzi, że aby poprawić działanie maski, po spłukaniu jej można osuszyć buzię suszarką przez 15sekund. Rzeczywiście efekt jest lepszy, ale jak dla mnie to za dużo zachodu. Tym bardziej, że mieszkam w angielskim domu w którym nie ma kontaktu. 
Reasumując Mastic Must nie jest moją ulubioną maską z oferty NIOD, bo służy jedynie  doraźnym celom, krókotrwałej poprawie wyglądu cery. Eksperymentuję z nią regularnie i nigdy nie ma efektu łał. 
Wypróbowałam wszystkie maski NIOD, klikając w wyszukiwarkę możecie przeczytać opinie. Moim faworytem i do niej wracam jest Myrrh Clay (czytaj recenzję).  (90ml/27f. Kupiłam na lookfantastic z rabatem 15%)

wtorek, 22 stycznia 2019

Perfect Canvas. Naturalne serum i baza w jednym. REN.

Perfect Canvas. Naturalne serum i baza w jednym. REN.




Gdybym miała zrobić podsumowanie ubiegłego roku, produkt ten znalazł by się w ścisłej czołówce. Dałabym mu drugie miejsce, pierwsze zostawiając Cooper Amino Isolate serum 2:1 NIOD (czytaj recenzję).
Perfect Canvas Serum, REN to produkt unikalny, mający cechy dobrego serum a także bazy pod makijaż. Ma pielęgnować i jednocześnie optycznie wygładzać, ujędrniać i matowić cerę, tak aby makijaż wyglądał nienagannie i trzymał się odpowiednio długo. Wszystko to, bez jakiejkolwiek obecności silikonów.
Podstawowym składnikiem produktu jest kompleks probiotyczny. Nowy "trend" i według niektórych przyszłość kosmetologii. Bo dlaczego by skórze nie dać więcej "dobrych" bakterii? Probiotyki i prebiotyki mogą być skuteczne w utrzymaniu prawidłowej równowagi skóry ( mikrobiomu).  Logicznie, ma to sens, sam temat stosowania probiotyków w kosmetyce pozostaje tematem badań. Jest ich wciąż za mało, nie do końca wiadomo też które szczepy będą najkorzystniejsze dla utrzymania równowagii cery. Z wypiekami na twarzy śledzę temat i probiotyki to jest droga, którę chcę iść w tym roku.
W serum REN zastosowano zastosowano szczep o nazwie Lactococcus Ferment Lysate, mający pozytywny wpływ na jakość i szybkość wzrostu naskórka, wspomaga i pomaga odbudować barierę skórną ( ulega ona uszkodzeniu wskutek na przykład zbyt agresywnego mycia twarzy lub podczas kuracji kwasami). Wspomaga nawilżenie, dzięki czemu cera jest gładka, miękka i ma zdrowy wygląd. Kolejnym działaniem probiotyków jest wzmacnianie mechanizmów obrony przed szkodliwymi bakteriami. 
To nie wszystko, serum zawiera także hialuroniany, które przekształcają się w skórze w kwas hialuronowy, zwiększają jej nawilżenie, poprawiają elastyczność.
Wspominałam na początku posta, że serum ma służyć jako baza pod makijaż. Za efekt upiększający, wygładzający, matujący i przedłużający trwałość makijażu odpowiada esktrakt z Agave Tequilana ( nie mylicie się, to także składnik znanego wszystkim alkoholu).  Daje on efekt krótkotrwałego liftingu, wypełnienia zmarszczek. Jest także prebiotykiem ( pijmy tequillę na zdrowie! :D).
Serum zapakowano w prostą, minimalistyczną buteleczkę z pipetką. W swojej konsytencji jest lekko żelowe, ale bardzo leciutkie, wręcz jedwabiste. Urzekł mnie jego naturalny zapach, który kojarzy mi się z zapachem kosmetyków dla dzieci. Bardzo przyjmne doznanie.
Należy je aplikować w ilości kilku kropel jako ostatni krok w pielęgnacji ( po kremie) i wmasować w skórę. Kocham, kocham to serum za efekt jaki pozostawia na skórze. Jest ona wygładzona, delikatnie napięta, miękka, pięknie zmatowiona. Wszystko w umiarze, naturalnie, w żadnym wypadku nie porównałabym tego do efektu jaki dają napakowane silikonami tradycyjne bazy a które to zawsze ale to zawsze powodują u mnie nasilenie trądziku. Tutaj jest wręcz przeciwnie, cera jest lepiej chroniona przed czynnikami zewnętrznymi i bakteriami. Serum nie zapycha, nie nasila trądziku, jest niewyczuwalne na skórze. Buzia jest naturalnie wypełniona i matowa większość dnia. Perfect Canvas to doskonała baza pod makijaż. Na codzień stosuję tylko minerały, serum REN doskonale przygotowuje cerę przed ich nałożeniem. Makijaż, który wykonuję rano trzyma się cały dzień. 
Perfect Canvas to taki opatrunek na podrażnioną skórę niewłaściwą pielęgnacją, potrzebującą regeneracji po kuracji kwasami czy retinolem. Błyskawicznie ją koi i łagodzi zaczerwienienia.
Zdarzyło mi się parę razy zapomnieć i nie nałożyć tego produktu. Wierzcie mi, brakowało mi go cały dzień. Teraz nigdy nie zapominam i nie zapomnę! ( 30ml/50 f. Kupiłam kiedy kosztowało 40f i dodatkowo skorzystałam z rabatu 20% na pierwsze zakupy.sklep)

piątek, 18 stycznia 2019

Low-Viscosity Cleaning Ester/ NIOD

Low-Viscosity Cleaning Ester/ NIOD



Rozpuszcza makijaż, brud, zaniczyszczenia jak olej, ale to nie jest olej.
Wygląda jak woda, ale nie ma w nim jej  ani kropli.
Może być stosowany bez użycia wody, ale nie jest micelem....
Czym zatem jest Low-Viscosity Cleaning Ester NIOD?  To nowy rodzaj środka oczyszczającego, który w swoim składzie nie zawiera olei, wody ani środków powierzchniowo czynnych. W zamian użyto tu izolowanych cukrów i estrów avocado. Produkt ma dokładnie oczyszczać buzię już w jednym kroku! Ma szanować i chronić barierę skórną oraz regulować pracę gruczołów łojowych.
Izolowane cukry i estry avocado działają bardziej jak oleje, choć nie do końca tak jest. To dość rewolucyjne składniki, które robią wszystko to co oleje i środki powierzchniowo czynne ale znacznie szybciej, skuteczniej i łagodniej. Mam nadzieję, że NIOD tym produktem otworzył pewną furtkę i więcej producentów sięgnie po tego typu rozwiązania. Oczyszczanie to niezbędny etap dbania o urodę, szczególnie dla takich osób jak ja, na codzień borykających się z trądzikiem. Oczywiście musi być skuteczne ale robię wszystko aby było bardzo delikatne. 
I teraz pytanie: Czy te estry rzeczywiście działają?
Tak, LVCE rozpuszcza wszystko: wodoodporny makijaż, filtry, brud, nadmiar zgromadzonego po całym dniu łoju. Topi wszystko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, szybko i skutecznie. Nie muszę pocierać, czekać minutami na to aż rozpuści się tusz. 
Produkt w konsystencji przypomina olej, nakładam go na suchą buzię. Delikatnie masuję. I teraz co ciekawe można go zetrzeć wacikiem  opcja bez użycia wody) a także spłukać ciepłą wodą. I to rozwiązanie preferuję. 
Produkt zostawia na buzi film ochronny, jest to celowe rozwiązanie, aby cera pozostała nawilżona, miękka, elastyczna i gotowa na przyjęcie dalszej pielęgnacji. Jeśli nie podoba się Wam to uczucie, być może to jest produkt dla Was. Zapewniam jednak, że ta powłoczka to nie jest nic nieprzyjemnego i oblepiającego. Zresztą i tak większość,  w tym i ja po demakijażu sięga po żel, nawet delikatny zmywa wszystko bez problemu.
Jeśli jednak z jakiś powodów (podróż, zmęczenie, impreza...) nie możecie wykonać dwuetapowego oczyszczania, ten produkt w zupełności Wam wystarczy. Szybko i bez problemów zmyje cały dzień i wspomnienie nocy z twarzy, nawilży ją i zmiękczy. Zdarza mi się to rzadko ale zdarza zrobić tym jednym produktem całą wieczorną pielęgnację. Sprawdzone, buzia przetarta tonikiem po użyciu tego produktu jest kompletnie czysta, świeża i dobrze chroniona.
Jeśli uważacie, że Wasz dotychczasowy środek czyszczący pozostawia skórę wyjątkowo suchą, napiętą, ściągniętą, koniecznie sięgnijcie po LVCE. Produkt ma zdolność w ciągu kilku sekund rozpuścić wszystko co znajduje się na buzi, dodatkowy bonus to niebywała miękkość i w efekcie zdrowsza, zrównoważona cera.
LVCE to najdziwniejszy (pod względem użytych składników) produkt do oczyszczania jaki stosowałam. Kontrowersyjny i INNY, ale czego można się spodziewać po NIOD? ( 240ml/około 150zł. Kupiłam na lookfantastic z rabatem 20%)

piątek, 11 stycznia 2019

Energetyzująca esencja odmładzająca/ Resibo.

Energetyzująca esencja odmładzająca/ Resibo.



Resibo jest ze mną od kilku lat, zaczęło się od początku czyli olejku do demakijażu. Kupiłam go niedługo po premierze. Od tego czasu oferta znacznie się poszerzyła, a marka na ten  rok planuje szereg kolejnych nowości. Czeekam na żel myjący :). Kosmetyki Resibo to przede wszystkim naturalne składy, efektywne składniki i przyjemny spójny design. A jeśli dodać do tego przemyślaną kampanię marketingową w internecie, w tym duże zaangażowanie samej właścicielki marki (oglądajcie Instatory, naprawdę dowiecie się więcej o naturalnej pielęgnacji), tworzy to naprawdę fajną całość na naprawdę światowym poziomie i dobrze wróży na przyszłość.
Nie jestem psychofanką wszystkich produktów Resibo, największy problem mam z ich kremami. Mimo, że mają w ofercie ich kilka, żaden nie przypasował mi w stu procentach. Nie mam tu pretensji czy coś, po prostu naturalne formuły kremów są ze reguły dla mnie zbyt obciążające. Zamiast nawilżać, natłuszczają i zapychają. 
Nigdy nie mów nigdy. Bo w końcu na swojej bogatej w kosmetyczne doświadczenia drodze, znalazłam w pełni naturalny lekki krem nawilżający. Energetyzująca esencja odmładzająca, zmyliła mnie na początku nazwą. Spodziewałam się produktu o zupełnie innej, wodnej konsytencji. I szczerze, to mimo początkowego zapału, trochę odwlekłam zakupy, bo nie wiedziałam gdzie w mojej rutynie umieszczę ten produkt. Esencja przecież kojarzy się ewidentnie z produktem nakładanym tuż po oczyszczeniu, dopiero potem można działać kolejnymi produktami. Tutaj ta kremowa i dość bogata konsystencja nie bardzo pasowała do mojego schematu. 
Ostatecznie dla mnie produkt okazał się naprawdę dobrym, skutecznym, lekkim kremem nawilżającym. Jeśli tak jak ja borykacie się z problematyczną cerą a dodatkowo jesteście w takim wieku, kiedy powinno się stosować antyoksydanty, to to jest produkt dla Was! Znajdziecie tu całą masę składników nawilżających, pobudzających, dodających blasku, poprawiających jędrność cery.
Mówiąc krótko, esencja to broń przeciw oznakom niewyspania, zmęczenia, zmian czasu czy klimatu.
Główny składnik produktu to roślinna tauryna pozyskiwana z algi Jania Rubens. Przywraca skórze blask, wygładza zmarszczki, "energizuje cerę" ( czy jest takie słowo?). Dalej całe morze antyoskydantów: stabilna forma witaminy C, witamina E, ekstrakt z pomidora, olej marula a także składniki nawilżające.
Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że porcja esencji nałożona o poranku to jakby porządna szklanka wody dla skóry. To co ja czuję, to właśnie niebywałe nawilżenie, ukojenie cery. Dobrze nawilżona cera wygląda zdrowo, promiennie, makijaż trzyma się zdecydowanie dłużej.  W dłuższej perspektywie jest jędrna, gładka, suchym skórkom można powiedzieć baj, baj. Wizualnie cera wyglądac będzie młodziej. Love.
Konsystencja produktu jest super lekka, niemal wodnista, przypomina popularne w azjatyckiej pielęgnacji, lotiony.
Nie jestem fanką nut zapachowych w produktach Resibo, ale to jak by rzecz względna. Nie jestem też fanką systemu dozowania. Pompki wypluwają moim zdaniem zbyt dużo produktu, ten sam problem miałam w kremie pod oczy. Zdecydowanie wolę dołożyć produktu, niż marnować go i wycierać w ręcznik. 
Esencja to także mój ratunek w tak zwanych awaryjnych sytuacjach. Za dużo wina, zmęczenie, choroby, ostatnie o czym wtedy myślę, to rozbudowana pielęgnacja którą tak lubię stosować. Oczyszczam buzię niezastąpionym LVCE NIOD a potem porcja esencji. Naprawdę taki duet robi mi kolejny dzień. ( 99zł/50ml, w UK kupiłam tu).

wtorek, 8 stycznia 2019

Liquid Gold. Płynne złoto. Stratia.

Liquid Gold. Płynne złoto. Stratia.





Paląca, napięta, swędząca, łuszcząca się skóra. Uczucia tego doświadczyła każda z nas, niezależnie od typu skóry ( tak, tłusta cera może być odwodniona i niedostecznie nawilżona!). Retinol, kwasy, nieodpowiednia pielęgnacja,przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele...To jest znak, że Twoja bariera skórna została naruszona, brakuje jej wilgoci. Nie ma na co czekać, trzeba ją odbudować. 
Górna warstwa skóry, to komórki połączone ze sobą za pomocą "cementu" złożonego głównie z cholesterolu, ceramidów i kwasów tłuszczowych. Tworzy to barierę, która chroni nie tylko przed utratą wilgoci ale i bakteriami oraz podrażnieniami. Jeśli złuszczamy czy w jakiś inny sposób wpływamy na zaburzenia bariery skórnej, nasza cera będzie regaować w taki sposób jak napisałam to na początku posta.
Jest na to rozwiązanie. Ceramidy, cholesterol i kwasy tłuszczowe w kosmetykach. Liquid Gold Stratia twierdzi, że naprawia barierę skórną, chroni, koi i nawilża. Produkt niemal kultowy. Każda szanująca się Instagramerka pielęgnacyjna powinna go u siebie pokazać :D
Produkt stworzyła  Allie Reed, znana z bloga The acid Queen. Allie nie była jedną z wielu internetowych małpek, słupem ogłoszeniowym, miłowała się wiedzy o poszczególnych składnikach. 7 lat temu było to dość rzadkie podejście. W ogóle kiedyś blogowy świat był inny, wszyscy jechali na jednym wózku, bez rywalizacji, pogoni, statystyk. Przyjaźnie, znajomości, wspólne zakupy Lush, spotkania. Ech, chciałabym żeby ten czas znowu wrócił... Z moim podejściem o unikaniu współprac, barterów, nie zerkania na statystyki, czuję się dziwolągiem, nie wiem czy tu pasuję. Wciąż się na tym zastanawiam...
Wracając jednak do tematu posta, dziś Stratia oferuje gamę naprawdę fajnych składowo produktów z międzynardową wysyłką. Siedzibą frmy jest USA. 
Ceramidy, odbudowa bariery skórnej to dość popularny temat w sferze Beauty. To podstawowy element budulcowy bariery skórnej. Niestety solo nie są w stanie pomóc w jej naprawie. Potrzebują do tego kompanów: cholesterolu i kwasów tłuszczowych. Najlepiej w stosunku 50%, 25%, 15% (ceramidy, cholesterol, kwasy tłuszczowe). 
I Liquid Gold, proszę ja Państwa to aż trzy różne rodzaje ceramidów ,kwasy tłuszczowe (olejek z dzikiej róży, olej z rokitnika, fitosfingozyna) i cholesterol. To nie wszystko. W składzie mój ulubiony, działający wielopłaszcyznowo niacinamid. Stanowiący tu 4% formuły, czyli tyle aby mógł efektywnie działać bez podrażnień. Niacinamid nadaje cerze zdrowego blasku, rozjaśnia ją, stymuluje skórę do budowy ceramidów, jest skutecnym narzędziem w walce z trądzikiem. 
Liquid Gold to raczej konsystencja serum niż kremu, trochę tłusta. Może stanowić ostatni krok w pielęgnacji cery tłustej. Dla mnie zdecydowanie nie! Przypomnę, mam trądzik hormonalny. Zmiany chorobowe zlokalizowane są tylko na brodzie, pozostała część twarzy to skóra normalna ale z oznakami odwodnienia. Liquid Gold solo, to za mało. 
Liquid Gold to dosłownie płynne złoto. Piękny kolor zawdzięcza olejowi z rokotnika. Nie ma tu żadnych sztucznych barwników ani zapachów. Sam produkt naturalny nie jest.
Produkt to naprawdę odżywcza, bogata formuła, która zaskakująco szybko się wchłania.
Są takie produkty, które od pierwszego użycia przynoszą mi radość, szybko widać efekty ich stosowania. W przypadku tego produktu, tak nie było...Być może zbyt wiele oczekiwałam, tyle się o nim naczytałam. Ale na zdrowy rozum biorąc, bariery skórnej nie da się naprawić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tutaj potrzebny jest czas i konsekwencja. U mnie było to myślę około 1,5 miesiąca. W tym czasie odczułam uciążliwe skutki stosowania retinolu. Liquid Gold pomógł mojej cerze wrócić do równowagi, nie swędziała i przestała być tak okropnie sucha. 
Liquid Gold to nie jest święty Grall na bolączki związane z uszkodzoną barierą skórną. To produkt który jest wspaniałym  uzupełnieniem właściwego podejścia do pielęgnacji ( delikatne oczyszczanie, umiarkowane złuszczanie, odpowiednie nawadnianie). ( 60ml, 24 dolary. Przesyłka kosztuje około 9 dolarów, kupiłam  tu)

środa, 2 stycznia 2019

Grow Vita Propolis. Rozświetlająca ampułka/Leegeehaam.

Grow Vita Propolis. Rozświetlająca ampułka/Leegeehaam.



Leegeehaam to koreańska marka kosmetyków stworzona przez lekarzy dermatologów w 2000 roku. Specjalizuje się w leczeniu konkretnych problemów skórnych. Dzięki własnemu centrum badawczo-rozwojowemu Leeheeghaam opracowywuje dla swoich klientów produkty oparte o naturalne składniki ale w połączeniu z innowacjami współczesnej nauki dermatologicznej. Marka ma kojarzyć się  kosmeceutykami, które osobiście bardzo lubię.
Rozświetlająca ampułka z propolisem jest częścią serii Grow, w której połaczono wspaniałe naturalne składniki z nowoczesnymi technologiami tak aby cera była pełna blasku z tak pożądanym przez wszystkie nas efektem glow.
Ta śmiesznie mała buteleczka o pojemności 15ml skrywa w sobie skoncentrowane składniki aktywne i ekstrakty w wysokich stężeniach.
Kluczowym składnikiem w produkcie jest propolis w stężeniu aż 50%. Propolis to jest absolutnie wyjątkowy składnik zawierający 300 różnych związków leczniczych,  odżwyczych, bakteriobójczych. Propolis łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za trądzik, odżywia i działa przeciwstarzeniowo. Nie bez powodu nazywa się go pszczelim antybiotykiem. Ampułka zawiera także mój ulubiony, bo działający wielozadaniowo (trądzik, regulacja sebum, antyoksydacja) niacynamid i nawilżający kwas hialuronowy. Wąkrotka azjatycka będzie działać tu łagodząco a ekstrakt z oczaru wirginijskiego wzmocni działanie antyoksydacyjne i przeciwzapalne produktu.
 Mówiąc krótko- super formuła w mini buteleczce!
Na uwagę zasługuje fakt iż ampułka nie zawiera żadnych synetycznych zapachów, które są nagminnie stosowane w produktach także tych aptecznych. Bywa to irytujące dla szczególnie wrażliwych cer. Produkt pozbawiony jest alkoholu, olei mineralnych i silikonów.
Trochę obawiałam się, że tak duża zawartość propolisu sprawi, że konsystencja produktu będzie kleista. Nic takiego jednak nie ma miejsca, produkt ma gęstą, bogatą formułę ale szybko się wchłania. Ampułki używam codziennie rano od kilku miesięcy. Dosłownie trzy krople wystarczą aby pokryć całą twarz. Jeśli chcesz możesz  mieszać z innymi wodnymi produktami ( ja wolę solo). 
Jeśli chodzi o rezultaty, to zauważyłam że buzia po użyciu ampułki niesamowicie zyskuje na blasku. Jest rozświetlona i ożywiona. Ampułka pomogła mi w przywróceniu równowagi skórze. Nawet comiesięczny wyrzut hormonalny przebiega w łagodniejszej formie. Cera wygląda na "czystszą", zdrowszą z efektem glow. 
Wyraźnie widać, że formuła została starannie przygotowana.  Jeśli weźmiemy pod uwagę działanie każdego składnika z osobna,  widać że wszystko to ma sens. Produkt nawilża, łagodzi, koi, wspaniale radzi sobie ze zmianami trądzikowymi, usuwa zmęczenie, szarość i zmęczenie skóry. Uwielbiam! ( 15ml/  około 90zł. Można kupić na ebay, w sklepach z koreańskimi kosmetykami, ja kupiłam na lookfantastic).