wtorek, 30 stycznia 2018

Myję twarz pudrem/Make to Bio

Myję twarz pudrem/Make to Bio



Musiałam w końcu dać upust swojej ciekawości i umyć twarz pudrem myjącym. Make to Bio stworzyło bardzo ciekawy, w stu procentach naturalny produkt.  Wszystkie składniki a jest ich tylko kilka, pochodzą z upraw organicznych. To naprawdę prosty, skuteczny czyścik oparty na glince białej, mące owsianej, olejku lawendowym i ekstrakcie różanym. Zadaniem produktu jest więc delikatnie oczyszczać, działać przeciwzapalnie, antyseptycznie ale i odżywiająco. Myślę, że puder przyniesie zadowolenie każdemu typowi cery, w tym także wrażliwej, naczynkowej i delikatnej. Puder przychodzi do nas w schludnym ciemnym opakowaniu ze szkła. Uwielbiam, takie apteczne formy. W środku proszek. Wiem, wiem wiele z Was w tym momencie poczuje się zniechęcone tą formą podania. Zapewniam Was jednak, że po kilku użyciach, kiedy wyczujecie jakie proporcje Wam wystarczą do umycia buzi, stwierdzicie że całkiem prosto, szybko i bezproblemowo papkę rozrobić w zagłębieniu własnej dłoni. 
Produkty do mycia kupuję przede wszystkim żeby myły. Nie jestem obojętna także na inne korzyści pielęgnujące. A ten produkt bez wątpienia je wykazuje. Bez wyraźnej nuty zapachowej ( wyczuwam jedynie zapach mączki owsianej), bez wytwarzania piany, wspaniale wspomaga, uzupełnia rytuał oczyszczania. Stosuję go oczywiście po uprzednim zmyciu twarzy olejkiem. Ten puder to delikatny i prosty sposób na skuteczne oczyszczanie, bez nieprzyjemnego ściągnięcia, wysuszenia. Uważam wręcz, że puder wspaniale koi, goi i łagodzi wszelkie podrażnienia. Jest to widoczne szczególnie wtedy kiedy stosuję go w  formie maseczki. Skóra momentalnie robi się ukojona a zmiany zapalne stają się mniej widoczne. Mączka owsiana wykazuje działanie zmiękczające, regenerujące i nawilżające, neutralizuje więc ściągające i antyspetyczne działanie pozostałych składników.  Uważam, że nie ma szans aby puder zrobił komukolwiek krzywdę. 
Reasumując da się umyć twarz pudrem. Jestem wniebowzięta boskim składem i jego uniwersalnością. W połączeniu z ulubionym olejkiem czy hydrolatem można zrobić fajną, łagodzącą maseczkę. Nie stosuję go codziennie, bo mam inne produkty, częściej sięgam po gotowe porodukty. Pudru Make to Bio używam zawsze wtedy, kiedy potrzebuję relaksu i kiedy mogę sobie pozwolić na małe domowe SPA. ( 60ml/29zł sklep)

Znacie ten produkt? Jestem ciekawa Waszego podejścia do tego typu porduktów.\

Ściskam. Iwona.

piątek, 26 stycznia 2018

Olej malinowy. Idealny dla problematycznych cer/ Ministerstwo Dobrego Mydła.

Olej malinowy. Idealny dla problematycznych cer/ Ministerstwo Dobrego Mydła.


Dobierając olejek dla mojej  cery przez długi czas nie kierowałam się żadnymi kryteriami. No może poza reklamą...Sprytny marketing puszczał sygnał i internet kochał już olej arganowy, kokosowy, migdałowy i inne. Szłam tym tropem i niestety każdy eksperyment kończył się u mnie tak samo, pogorszeniem stanu cery, niedoskonałościami z którymi walczyłam potem tygodnie. To nie jest tak, że posiadaczki tłustej, problematycznej cery nie powinny stosować olei, bo powinny, ale nie widzę większego sensu, stosowania takich na która skóra reaguje histerycznie. Przy wyborze odpowiedniego oleju, niezależnie dla jakiego typu cery, ważne jest poznanie jego składu tłuszczowego. Większość opisów olei w internecie niestety szczegółowa nie jest, no bo to że zawierają one kwasy tłuszczowe to oczywista oczywistość. Znudzona i zniesmaczona kolejnymi niepowodzeniami postanowiłam poszperać w internecie i głębiej przyjrzeć się tematowi. Mając jakąś tam wiedzę, dziś staram się wybierać takie oleje, które powinny okazać się korzystne dla cer problematycznych. Jak donoszą badania cery takie mają zbyt dużo kwasów Omega 9, wykazują zaś niedobór kwasów Omega 3 i Omega 6.  Mówi się także, że cera łojotokowa wykazuje niedobór skwalenu
Olej malinowy charakteryzuje niższa zawartość kwasów Omega 9 i złota proporcja kwasów Omega 6 i Omega 3 ( do grupy tej zaliczyć też można między innymi olej konopny, z dzikiej róży, rokitnikowy, sojowy czy z nasion truskawki). Należy więc do grupy, która powinna sprawdzić się w przypadku cer problematycznych. Jest to również jeden z tych olei, który został najlepiej przebadany pod kątem działania na skórę. Jestem zaskoczona jak wspaniale zachowuje się na mojej cerze i żałuję, że nie sięgnełam po niego wcześniej. 
Kierując się czystą sympatią do marki sięgnęłam po olej malinowy Ministerstwa Dobrego Mydła. Znam na tyle ich produkty, że miałam pewność, że mój olej będzie dobrej jakości i świeżości. Olej przychodzi do nas w  ciemnej buteleczce z pipetką o pojemności 30ml. Sugerowałabym na prawdę zastanowić się nad mniejszą pojemnością. Olejek ma tylko 4 miesiące ważności a biorąc pod uwagę, że jednorazowa aplikacja to 3 krople, nie sposób go zużyć. Zapach tego oleju nie przypomina malin, jest ziemisty, lubię go.
Większość zapewnień odnośnie działania tego oleju sprawdza się wyśmienicie. Olej malinowy, to świetny antyoksydant, łagodzi, uelastycznia i odbudowuje uszkodzoną skórę. To mój numer jeden jeśli chodzi o matowe wręcz zachowanie na skórze. Uwaga, z powodzeniem można go stosować pod makijaż, zamiast/wespół z lekkim, wodnym serum. Olejek świetnie sprawdza się przy problematycznej cerze, nie zatyka porów, zapobiega powstawaniu niedoskonałości, pomaga regulować nadmierne wydzielanie sebum. Olejkowi z pestek malin przypisuje się właściwości przeciw promieniowaniu UV podobne do tlenku cynku ( niektóre źródła mówią o ochronie nawet 50 SPF). Podchodzę do tego z pewną rezerwą i nie uważam, aby był on alternatywą dla filtrów przeciwsłonecznych, szczególnie w kontekście nakładanej minimalnej ilości. Jak to mówią, lepiej jednak to niż nic. Olej z pestek malin ma wspaniałe właściwości przeciwutleniające, wymiata wolne rodniki, można więc powiedzieć, że wykazuje właściwości odmładzające. Olejek  najlepiej stosować w duecie z lekkim serum wodnym na przykład z dodatkiem kwasu hialuronowego. Pamiętajcie, że oleje same w sobie nie nawilżają a zapobiegają ucieczce wody z naskórka. Najlepiej więc stosować je w połączeniu z produktami nawilżającymi.
Uwielbiam jak olej działa na moją skórę, jak szybko się wchałania. Pozostawia skórę miękką, elastyczną, jędrną i bez nadprogramowych niespodzianek. Skóra promienieje i wygląda na zdrową. ( 30ml/21zł, kupiłam tu)

Znacie olej malinowy? Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione oleje.

Ściskam. Iwona.

wtorek, 23 stycznia 2018

Kwas salicylowy. Produkty The Ordinary i Bravura London.

Kwas salicylowy. Produkty The Ordinary i Bravura London.


Długi czas byłam uprzedzona do kwasu sylicylowego, gdyż ten kojarzył mi się tylko z działajacycm podrażniająco i wysuszajaco spirytusem salicylowym. Tymczasem te jego nieprzyjemne właściwości wynikają z zastosowania w nim w zdecydowanej więkoszości alkoholu. Sam kwas salicylowy o czym potem się przekonałam jest świetnym środkiem do leczenia trądziku, wyprysków, zaskórników, nadmiernego wydzielania sebum a stosowany jak wszystkie kwasy z rozwagą nie wysusza. Kwas salicylowy jako jedyny z grupy kwasów BHA wykorzystywany jest w kosmetyce. Naturalnie jego źródłem jest między innymi kora wierzby. Jego pozytywne działanie na skórę odzwierciedla szereg badań. Te prócz jego bardzo dobrych właściwości przeciwtrądzikowych mówią, że wpływa on bardzo dobrze na gęstość skóry i produkcję kalogenu. Kwas salicylowy podobnie jak więkoszość kwasów pomaga walczyć z przebarwieniami. Tym co odróżnia kwas salicylowy od kwasów z grupy AHA ( na przykład glikolowego) jest to, że ma on mniejszą cząsteczkę, potrafi zatem wniknąć głębiej w skórę i penetrować pory, a tym samym udrożnić je co w konsekwencji przyczynia się do ich zmniejszenia a także mniejszej produkcji sebum. Kwas salicylowy ma większe i bardziej spektakularne działanie przeciwtrądzikowe ( jeśli tego oczekujecie w kuracjach kwasami). Co istotne kwas salicylowy ma mniejszą tendencję do wywoływania podrażnień niż kwas glikolowy. Odnoszę wrażenie, że kwas glikolowy zawładnął produktami kosmetycznymi. Piszecie do mnie, że u Was często powoduje podrażnienia lub nie widzicie żadnych efektów. Proponuję spróbować innych rodzai kwasów, być może Wasza cera akurat będzie je tolerować. 
Osobiście po latach "użerania się z niedoskonałościami i trądzikiem', uważam, że kwas salicylowy jest najlepszym, stosunkowo nieinwazyjnym składnikiem jeśli chodzi o polepszenie kondycji cery w kwestii rozszerzonych porów, zaskórników, nadmiaru wydzielanego sebum. Jako spokrewniony z aspiryną wpływa korzystnie na gojenie wyprysków a także może być stosowany przez osoby z suchą cerą.
Mając na uwadze, wszystkie jego pozytywne właściwości w mojej łazience nie może zabraknąć produktu z kwasem salicylowym. Obecnie stosuję je raczej doraźnie, tylko wtedy kiedy faktycznie moja cera boryka się z niedoskonałościami.
W zeszłym roku bardzo dobrze sprawdziły się u mnie dwa produkty, pierwszy z nich to proste z serum z bohaterem dzisiejszego posta The Ordinary, Salycilic Acid 2% Solution. W składzie maksymalne dopuszczalne do stosowania w warunkach domowych stężenie kwasu salicylowego a także podkręcająca jego działanie przeciwtrądzikowe i przeciwzapalne woda z oczaru wirginijskiego. Początkowo dostępne tylko w jednej pojemności 15 ml, na prośby użytkowników zostało uzupełnione o większą 30ml. Chodzą słuchy, że ta pojemność ma tylko pozostać, póki co w różnych miejscach widziałam, że nadal można dokonać wyboru w tej materii. Serum ma żelową, dosyć gęstą
konsytencję. Nakładam go najczęściej na noc, to właśnie wtedy skóra najlepiej się regeneruje i goi. Efekty stosowania serum są widoczne bardzo szybko. Przyśpiesza proces gojenia wyprysków, smniejsza widoczność porów i zaskórników. Jest bezpieczne dla skóry ( serum kosztuje około 30zł)
Drugi produkt z kwasem salicylowym jest ze mną od niedawna. Postanowiłam spróbować czegoś nowego. Tym razem kupiłam peeling Bravura London, Salycilic Acid 2%. Tutaj znowu mamy do czynienia z produktem z zawartością kwasu salicylowego 2%. I o ile serum The Ordinary zawiera także inne składniki w tym łagodzące, w tym przypadku jest to tylko woda destylowana i składniki potrzebne do rozpuszczenia kwasu. Nie jest zatem rozcieńczony i jak zapewnia producent ma w związku z tym jeszcze lepiej penetrować w głąb skóry i walczyć z niedoskonałościami. Z uwagii na to, że w tym wypadku mamy do czynienia z peelingiem, produkt po 10 minutach należy zneutralizować i zmyć wodą. Używam go w zależności od potrzeb, nie częśniej niż raz na tydzień. Z reguły jednak są to większe odstępy czasowe. Peeling znakomicie radzi sobie z odblokowaniem porów, przyśpiesza proces gojenia, skóra jest mniej tłusta, po prostu czysta. ( 30ml, 9,59f)
Zarówno serum The Ordinary jak i peeling Bravura London mają dla mnie zbliżone działanie. Wynika to z tego, że obydwa produkty charakteryzuje prosty skład, w którym prym wiedzie kwas salicylowy a ten jeśli chodzi o walkę z trądzikiem nie ma sobie równych.

Ciekawa jestem jak Wy sobie radzicie z niedoskonałościami?

Ściskam. Iwona.

piątek, 19 stycznia 2018

Naturalna, wegańska pasta modelująca/ Zielone Laobratorium.

Naturalna, wegańska pasta modelująca/ Zielone Laobratorium.


W minionym roku przetestowałam całe mnóstwo sprejów teksturyzujących, preparatów z solą morską i suchych szamponów. Większość z nich spełniała moje oczekiwania, czyli nadawała objętości włosom, uszytywniała je czy przedłużała świeżość. Preparaty tego typu, stosowane w długim czasie, mają zasadniczy minus a mianowicie znacznie pogarszają kondycję włosów. Postanowiłam jeszcze raz przyjrzeć się ofercie produktów do stylizacji marek naturalnych. Robiłam już kiedyś rozeznanie a nawet poczyniłam zakupy, jednak nie byłam w pełni zadowolona. Jeśli chodzi o polskie marki, wybór ten jest bardzo ograniczony. Na pastę modelującą Zielone Laboratorium trafiłam przypadkiem, było to przy okazji wyboru szamponu (aromaterapeutyczny z olejkami eterycznymi, polecam!). Masło shea, olejek miętowy, proteiny owsa, witamina E, olejek grejfrutowy,olejek cynamonowy. Przyznacie sami, że jak na produkt do stylizacji, skład idealny. Jeśli chodzi o działanie jest równie dobrze. Moje włosy są oporne na modelowanie, szybko tracą objętość, szybko się przetłuszczają, generalnie ciężko im dogodzić. Nigdy jak do tej pory nie miałam dobrych doświadczeń z pastami, woskami, czy też żelami do stylizacji. W tym przypadku jestem na prawdę zadowolna. Podstawowa zasada jaką należy się kierować przy aplikacji tego typu produktu to umiar. Nabieram odrobinę na dłonie, rozgrzewam w palcach i dopiero wtedy przystępuje do nakładania na włosy. Pasta daje efekt powiedziałabym 'miękkiego matu" i delikatnie je usztywnia. Włosy w żadnym wypadku nie są tłuste i obciążone. Ten mat i utrwalenie nie są widoczne, wygląda to wciąż naturalnie. Niech wszyscy myślą, że ja objętość, utrwalenie i fale mam od razu po wstaniu z łóżka :D. Ta pasta mi to wszystko zapewnia. Ugnieciona na włosach, poprawia skręt lekko falowanych włosów, delikatnie je usztywnia, i daje objętość trwającą większość dnia. Bez problemu wkładam czapkę a potem bez stresu ją zdejmuję. Przeczesuję rękoma włosy i wygląda to bardzo dobrze. Włosy przez cały dzień są lekkie, nie przetłuszczają się szybciej. O tym, że pasta nie pogarsza kondycji włosów, nie trzeba zbytnio chyba nikogo przekonywać Dla mnie to produkt idealny, spisuje się lepiej niż te drogeryjne! ( 100ml, 40zł, można kupić tu)


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zimowa pielęgnacja ciała. Hagi, Ministerstwo Dobrego Mydła, Moja Farma Urody.

Zimowa pielęgnacja ciała. Hagi, Ministerstwo Dobrego Mydła, Moja Farma Urody.



Jakiś czas temu mogliście poczytać na temat mojej jesiennej pielęgnacji ciała (czytaj post), dziś mała aktualizacja, czyli produkty, które są ze mną w okresie zimy. Mam ten luksus mieszkania w miejscu, gdzie śniegu i mrozu nie ma, jest chłodniej, wietrznie i deszczowo. Ogrzewanie, grubsza garderoba, to wszystko sprawia, że skóra na ciele wykazuje inne potrzeby. Jeśli chodzi o produkty do mycia, to niezmiennie od lat używamy całą rodziną olejek Lipikar La Roche Posay. Przetestowałam większość naturalnych jak i aptecznych jak i drogeryjnych olejków do mycia i ten nie ma sobie równych. Pielęgnacyjnie nie szaleję, równolegle w zależności od potrzeb skóry jak i nastroju w tym sezonie są ze mną trzy produkty, wszystkie naturalne i wszystkie wyprodukowane w Polsce. Moja skóra jest z nich zadowolona, nie wykazuje oznak przesuszenia i łuszczącej skóry jak to miało nieraz miejsce. 
Zacznę może od nowości Moja Farma Urody. O marce pisałam Wam już na blogu, przy okazji recenzowania olejków do demakijażu (czytaj recenzję). Cieszę się, że oferta przypadła  Wam do gustu i piszecie mi, że dokonałyście lub zamierzacie dokonać zakupów. Mam nadzieję, że dziś przekonam Was do kolejnego produktu jaki kupiłam. Masło marchwiowo-jarmużowe, to mój absolutny hit i produkt, który na stałe zagości w mojej łazience. Z połączenia dwóch warzyw, wyszedł idealny produkt ujędrniająco-nawilżający. Obydwa składniki rosną na farmie należącej do właścicielki marki i stanowią podstawę do tworzenia masła. Zaznaczyć muszę iż akurat ta wersja produktu wytwarzana jest sezonowo i jest tylko do kupienia do czasu wyczerpania zbiorów jarmużu. Masło nie zawiera w sobie wody, to tylko trzy składniki, prócz gwiazd czyli masła z marchwii i masła z jarmużu mamy tu jeszcze witaminę E. Masła zawarte w produkcie są na tyle świeże, że witamina E w zupełności wystarczy do zabezpieczenia zawratych w nim kwasów nienasyconych przed utlenianiem. Masło jarmużowe to prawdziwa bomba zawierająca chlorofil, pięknie regeneruje, nawilża, ujędrnia skórę. Marchew zaś to jak wiemy skarbica beta-karotenu, niezwykle pobudza komórki do odbudowy kalogenu, elastyny i kwasu hialuronwego. Super odżywia, regeneruje, chroni przed działaniem wolnych rodników no i to co podoba mi się szczególnie, poprawia koloryt skóry. Masło ma zbitą konsystencję ale w kontakcie z palcami błyskawicznie się topi, stając się oleiste i genialnie rozprowadza po skórze. To najlepsza, najabardziej niekłopotliwa konsystencja jakiej było dane mi używać (120ml, 52zł, kupiłam tu)

O musach do ciała Ministerstwa Dobrego Mydła słyszeli chyba wszyscy. Są ze mną od wprowadzenia ich do oferty. Miałam oby dwie wersje i w zasadzie to nie potrafię się zdecydować, który lubię bardziej. Kolejny raz kupiłam szfaran, chyba zapachowo odpowiada mi właśnie ten wariant. To cudowne połączenie owoców, trawy cytrynowej podbite ziołową nutą. Uwielbiam! Co poza tym? Antyoksydanty, składniki nawilżajace, regenerujące i zbawienna dla skóry witamina E. Jest tu więc tytułowy olejek szafranowy, masło shea, olej brzoskwiniowy, masło kakaowe czy olejek lawendowy. Masło polecane jest dla skór dojrzałych, suchych i zniszczonych. Oczywiście jak większość z Was uwiodła mnie ta piankowa, musowa konsystencja, sprawiająca wrażenie lekkości, bo patrząc na skład sam produkt do lekkich nie należy. W kontakcie z dłońmi podobnie jak masło Moja Frama Urody topi się przybierając formę olejku. Nie sunie jednak i nie rozprowadza się tak bezproblemowo jak to pierwsze. Jest powiedziałabym dosyć tępe. Dlatego też wymaga więcej uwagi i czasu aby go równomiernie rozprowadzić, w przeciwnym razie może zostawiać plamy. Nie jest to też produkt, po którym od razu włożymy piżamkę i wskoczymy pod ciepłą kołderkę. Niemniej działa naprawdę fajnie, pomógł mi złagodzić objawy mocnego przesuszenia skóry. Świetnie nadaje się na przesuszone łokcie czy kolana. To moje kolejne opakowanie, na pewno będę do niego wracać (120ml, 42ł, kupiłam tu)

Na koniec chcę Wam pokazać pomadę ochronną Hagi. Pomada to bardzo ciekawy sposób aplikacji gęstych, zbitych produktów, które mają w sobie masła. Pierwszy raz używam produktu z takiej właśnie formie. Hagi w swojej ofercie ma kilka rodzai pomad do ciała. Dla siebie wybrałam opcję zawierającą w składzie masło cupuacu, wosk candelilla, masło aloesowe i olej konopny. Dość egzotycznie jest zatem. To propozycja dla skór suchych ale i wrażliwych, delikatnych. Gdybym mogła wraz z tą receznzją przemycić Wam zapach tej pomady, gwarantuję, że pobiegłybyście czym prędzej na zakupy. To wspaniała, ciepła, słodka ale nie przesłodzona mieszanka. Nie wyobrażam sobie smarować tą pomadą całego ciała, nie zastępuje mi więc balsamu. Dla mnie to produkt raczej do zadań specjalnych, na spierzchnięte łokcie, przesuszone kolana a nawet usta. Świetnie sprawdza sie u moich chłopców, roprowadzam im odorbinę przed wyjściem na dwór. Forma sztyftu ułatwia aplikację w miejscach przeuszonych. Zostawia po sobie ochronną warstewkę, która chroni i zabezpiecza podrażnioną wrażliwą skórę. Mieszanka olei i maseł świetnie koi i łagodzi podrażnienia i znacząco poprawia dyskomfort objawiający się nieprzyjemnym swędzeniem skóry. Nawet nie wiecie jak się cieszę, kiedy w takich momentach mogę sięgnąć po ten produkt i poczuć ukojenie. Pomada sprawdza mi się wtedy kiedy nie mam ochoty na całe ciało nakładać bogatego masła. Aplikuję lekki, szybko wchłaniający się balsam a na łokcie i kolana pomadę Hagi. ( 65gram, 43 zł, do kupienia  tu). *
A jak Wasza zimowa pielęgnacja ciała?

Ściskam. Iwona.

*Produkt Hagi otrzymałam do przetestowania. To nie jest post sponsorowany.


piątek, 12 stycznia 2018

Krem rozświetlający z efektem glow. Resibo.

Krem rozświetlający z efektem glow. Resibo.





Przychodzi taki czas a raczej wiek w życiu Kobiety, że patrzy w lustro i szuka nie matu ale blasku. Zmęczenie, stres, niewyspanie na twarzy widać szczególnie. Chętniej sięgam po produkty, które jeszcze kilka lat temu omijałam szerokim łukiem. Wciąż jednak muszę zwracać na ich składy, moja cera  potrafi wariować i kaprysić. 
Oczywistą oczywistością było, że nowość Resibo czyli rozświetlający krem z efektem glow trafi w moje ręce. Zapowiedzi były tak kuszące, że nie mogłam się doczekać aż produkt trafi do oferty angielskich sklepów oferujących polskie kosmetyki. Wszystkie recenzentki, które go otrzymały od początku zachwycały się efektem jaki daje, miałam nadzieję, że i ja podzielę te opinie. Testuję go od miesiąca w zasadzie codziennie i uwielbiam! Ten krem to coś naprawdę innowacyjnego na rynku kosmetyków naturalnych. To coś z pogranicza makijażu i pielęgnacji.  Krem wypełnił pewną lukę w mojej pielęgnacji i makijażu. Pozwólcie, że wyjaśnię dlaczego. Na co dzień stawiam na lekkie podkłady, kremy BB, czasem jednak moja cera nie wygląda aż tak dobrze, żeby lekko kryjący podkład dawał mi pełen komfort. Mogłabym oczywiście sięgnąć po bazę nawilżającą (nawiasem mówiąc, zauważyłyliście, że bazy, które jeszcze nie tak dawno były ble znowu są w trendzie?), ale no właśnie zbyt częste stosowanie baz opartych w większości na silikonach kończy się u mnie fatalnie. Jeśli chodzi o produkty naturalne zaś, ciężko znaleźć taki z dobrym składem  a który miałby działanie także upiększające. Myślę, że krem Resibo naprawdę pokocha wiele Dziewczyn, bo daje niesamowity, naturalny, nieprzerysowany efekt. Za efekt glow w kremie odpowiada mica. To świetny składnik, nadający blasku skórze, nie powodujący zapychania porów i alergii. Mówiąc krótko nie wpływa na stan cery. Rodzajów miki mamy w kremie dwa, jeden w ciepłym kolorze, drugi w chłodnym. Posunięcie to sprawiło, że krem będzie idealnie współgrał z każdym rodzajem cery.  Jej  prawie niewidoczne  pojedyńczo drobinki, razem na twarzy tworzą taflę. Krem nie ogranicza się do właściwości tylko upiększających, mamy tu wyważony skład, który reguluje pracę gruczołów łojowych ( sok z aloesu, ekstrakt z szałwii muszkatołowej, silica)  a także nawilża i działa przeciw starzeniu się skóry ( skwalan, olej z orzeszków kukui, olej z pestek winogron). Krem ma dosyć ciekawą kompozycję zapachową, która mi osobiście kojarzy się z męskim, fajnym, lekkim zapachem. 
Samo opakowanie kremu utrzymane jest w stylistyce marki, z  racji właściwości kremu, mamy tu holograficzne dodatki, które u mnie kompletnie się starły. Odkleiła mi się także naklejka z wieczka. Także, pod tym względem coś to nie zagrało. Też tak macie?
Krem nakładam na dzień. Producent zaleca nakładać go po wchłonięciu swojego ulubionego kremu. Jeśli moja pielęgnacja danego dnia ma zawierać aplikację olejku, nakładam go tuż po nim. Krem rozświetlający  Resibo zastępuje mi bazę, rozświetlacz, idelanie nadaje się pod oczy czy w kąciki. Przepięknie odbija światło, usuwa oznaki zmęczenia. Nadaje skórze naturalny, zdrowy blask. Optycznie wygładza, tuszuje niedoskonałości. W połączeniu z pozostałymi składnikami nadaje cerze glow. Efekt jaki nim uzyskuję nie jest przerysowany, buzia nie wygląda na tłustą, a młodszą :). Tak jak pisałam wyżej kremu używam niemal każdego dnia, stan mojej cery nie uległ pogorszeniu, nie mam nadprogramowych zaskórników czy pryszczy.  Rezygnuję z aplikacji tego produktu w okresie szału hormonalnego, moja cera wtedy szybciej się przetłuszcza, dodatkowe glow niewskazane (krem kupiłam tu). Ten krem to mój kolejny zeszłoroczny hit.
Uwaga! nagrałam mini filmik z efektem jaki daje krem, kompletnie nie wiem czy dobrze się wgrał :D.

Dajcie znać, czy testowałyście ten krem.

Ściskam.Iwona. 

środa, 10 stycznia 2018

Copper Firming Mist. Mgiełka ujędrniająca z miedzią. Is Clinical.

Copper Firming Mist. Mgiełka ujędrniająca z miedzią. Is Clinical.



Witajcie,
Wiara w nadzwyczajne właściwości kosmetyków jest wielka, na szczęście i nasza wiedza o nich znacznie wzrosła. Zmuszamy więc ekspertów do tworzenia zaawansowanych formuł, niemal kosmicznych technologii, badań. Świadomi konsumenci nie dają przyzwolnia na bylejakość czy śladowe ilości substancji aktywnych. W efekcie w kosmetykach dostajemy składniki, często dość abstrakcyjne. W dzisiejszym poście opowiem Wam o produkcie z miedzią. Miedź kojarzy mi się z symbolem chemicznym, którego nigdy nie mogłam zapamiętać w szkole. Bystra jestem na tyle, żeby wiedzieć że miedź służy do produkcji kabli elektrycznych, instalacji wodociągowych czy pokryć dachowych. Umówmy się nie są to jednak obiekty moich szczególnych zainteresowań, wszak zbieramy się w tym miejscu w sieci aby rozprawiać o kosmetykach. Będzie więc o miedzi w kosmetykach. Dla mnie temat zaczął się od produktów NIOD z tym składnikiem właśnie. Naczytałam się ochów i achówo wspaniałych właściwościach o serum  z miedzią.  Jego wielbicielem jest założyciel koncernu Deciem, Brandon Truaxe.  
Ujędrniająca mgiełka Copper Firming  Mist Is Clinical, to także amerykański wynalazek. Jak  będziecie mogły się przekonać dalej, bardzo udany (nigdy nie byłam dobra w tworzeniu dramaturgii, zdradzam więc od początku swoją ocenę :D). Preparaty Is Clinical powstają wespół z naukowcami, farmacutami i lekarzami, mowiąc zwięźle jest to praca ekspertów. Każdy produkt jest dokładnie przebadany nie tylko pod kątem skuteczności ale i bezpieczeństwa. Is Clinical rozwiewa pewne mity na temat rynku kosmetycznego, poprzez dostarczanie wyników badań swoich preparatów. Wszystko to plus piękna szata graficzna plus podejście do klienta na najwyższym poziomie składają się na dość wysokie ceny poszczególnych produktów. Nie będę się tu rozwodzić warto, czy nie warto. Do mnie to przemawia i gdybym mogła sobie pozwolić, wybrałabym taką ofertę aniżeli perfumeryjne produkty.
Copper  Firming Mist, to zaledwie 75ml produktu, mającego działanie odświeżajace, nawilżające, rozświetlające a przy tym działające antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie. Zawarta w niej miedź L-PCA (5,5%) wykazuje działanie silnie ujędrniające i regulujące pracę gruczołów łojowych. Działa zatem na obszarach, które mnie najbardziej interesują czyli anti-aige a także przeciwtrądzikowo. Mgiełka ma sobie także Resweratrol (2%), przyczyniający się do przedłużania życia komórek, poprawia stan nawilżenia skóry, ujędrnia i uelastycznia skórę ( to na tym składniku bazują dobrze wam znane kosmetyki Caudalie).  Copper Firming Mist to krótki i naprawdę bardzo dobry skład bazujący na składnikach i ekstraktach o właściwościach przeciwbakteryjnych i ujędrniających. Dla wielu z Was mgiełki kojarzą się z lekkim produktem, często jest to hydrolat, którego używamy w celu odświeżenia, szybszego wyrównania Ph, nie przypisuje się im wielkich właściwości pielęgnacyjnych. Ile to razy sama mówiłam: 'to tylko mgiełka". Produkt Is Clinical moim zdaniem przełamuje ten mit, to zdecycowanie więcej niż tylko mgiełka. Ten produkt, to zdecydowanie mój ulubieniec roku. Ma przewagę nad mgiełką NIOD, a w moim wypadku, jako fanki koncernu Deciem, to duże słowo. Mgiełka zapewnia natychmiastowe nawilżenie, odświeżenie, poprawia elastyczność skóry, napina, zmiękcza cerę, zmniejsza pory, sprawia, że skóra jest rozświetlona, wypoczęta. Na prawdę poczułam różnicę w jakości skóry, kiedy mi się skończyła. Jedyne zastrzeżenie jakie mam, to rozpylacz, który nie robi mgiełki idelanej. Najczęściej psikałam odrobinę w zagłębienie dłoni i dopiero nakładałam na buzię. Słaby sposób aplikacji nie nadaje się więc do stosowania na makijaż. Można się też przyczepić do małej pojemności a tym samym niskiej wydajności. 75 ml wystarczyło mi na niecały miesiąc codziennego stosowania. Niemniej uwielbiam ten produkt i będę do niego wracać ( 75ml, około 110zł)

Ściskam.Iwona.

czwartek, 4 stycznia 2018

Doskonały antyoksydant-kwas liponowy. Serum Alpha Lipoic Acid 5%. The Ordinary.

Doskonały antyoksydant-kwas liponowy. Serum Alpha Lipoic Acid 5%. The Ordinary.



Antyoksydanty są jednym z najważniejszych składników odpowiadających za to, że nasza skóra wolniej ulega procesom starzenia. Uwielbiam je stosować, wyraźnie poprawiają wygląd cery a mając na uwadze fakt, że i opóźniają starzenie się skóry, włączyłam je na stałe do rutyny pielęgnacyjnej. Antoksydanty to nie tylko witamina C, testuję także inne. Jakiś czas temu pokazywałam Wam pakiet nowości The Ordinary jaki kupiłam z antyoksydantami właśnie czytaj post o nowościach The Ordinary) . Od razu wzięłam się za testowanie Resveratrol 3% +Ferulic Acid 3% a także  serum z kwasem liponowym 5% ( Alpha Lipoic Acid). Na razie nie mam miejsca na twarzy na Euk-134, ale  na niego też przyjdzie pora :).
Dzisiaj chciałam Wam napisać o serum z kwasem liponowym, bo to on zrobił na mnie największe, pozytywne oczywiście wrażenie. 
Nim przejdę do  formuły i zachowania się na skórze serum The Ordinary, pozwólcie, że skupię się trochę na właściwościach samego kwasu alfa-liponowego ( liponowego). To bardzo silny i wszechstronny antyoksydant. Badania mówią, że jest on nawet 100 razy silniejszy niż witamina C. To co działa na zdecydowaną jego korzyść to, to że jest on niezywkle stabilny, doskonale absorbowany przez skórę. Dzięki swojej budowie doskonale wnika w głębsze warstwy skóry, gdzie jest przekształcany w bardziej aktywną formę, mającą moc regenerowania naturalnych antyoksydantów. 
Najważniejsze plusy ze stosowania kwasu liponowego:
-hamuje starzenie się skóry (opóźnia powstawanie między innymi kurzych łapek i zmarszczek)
-doskonały antyoksydant, mający rzadką zdolność do rozpuszczania zarówno w środowisku wodnym jak i tłuszczowym
- wiodocznie rozjaśnia i rozpromienia skórę
- świetny dla osób borykających się z trądzikiem (działa przeciwzapalnie, uzupełniając między innymi nieodobory ceramidów, jakie cera łojotokowa/trądzikowa posiada).

Kwas liponowy był obiektem badań u osób chorych na czerniaka. Wykazano, że  ilość  melaniny uległa znacznemu zmniejszeniu.

Kwas liponowy sprawdzi się w zasadzie u każdego, zauważalne efekty przynosi u osób:
- z poszarzałą cerą
- ze skórą dojrzałą z widocznymi pierwszymi oznakami starzenia
- ze skórą skłonną do zanieczyszczeń, wyprysków
- ze skórą z przebarwieniami
 Może być stosowany także na skórę pod oczy.

Zalecane stężenie kwasu liponowego w kosmetykach wynosi od 1do 4 %. The Ordinary w Alpha Lipoic Acid zastosowało  dość wysokie stężenie, bo jest to 5%. W związku z tym, należy dokładnie przestrzegać ilości nakładanego produktu a także jego częstotliwości. Preparat nakładać należy w ilości 2-3 krople na noc, nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu.  Codzienne stosowanie serum może powodować nadwrażliwość cery. W całym tym szale na stosowanie różnego rodzaju kuracji złuszczających, chcę żebyście zachowały umiar. Pamiętajcie nasza cera, może regenerować się określoną ilość razy!
Kwas liponowy w tym serum rozpuszczono w glikolu roślinnym. To najbardziej optymalna baza, aby kwas zachował swoje właściwości na wysokim poziomie. Przyznam, że nie jest to moja ulubiona formuła, jeśli chodzi o aplikację czy początkowe zachowanie na skórze. Serum jest dosyć oleiste, lekko lepkie, na szczęście ten dyskomfort szybko znika. Wolę jednak inne formuły, gdyby nie fanastyczne działanie, pewnie odstawiłabym ten produkt :). To serum rzeczywiście działa i  przynosi blask skórze już podczas jednej nocy. To jest idealny produkt, kiedy cera jest zmęczona, poszarzała, pełna niedoskonałości. Nakładam trzy krople, kładę się spać a on robi robotę. Rano budzę się z wypoczętą, promienną, gładką buzią. Pory? Zaskórniki? A to ja je miałam zeszłego wieczoru? Kwas liponowy świetnie radzi sobie ze świeżymi przebarwieniami. Serum używam od września, po przebarwieniach na nosie nie ma śladu. Kwas liponowy w tym stężeniu nie musi być używany codziennie aby przynieść rezultaty, widocznie rozjaśnić i rozświetlić cerę.
To mój ulubieniec (30ml/ około 31zł)

Znacie to serum?

Ściskam. Iwona.


  

wtorek, 2 stycznia 2018

Kosmetyczne odkrycie roku. Moja Farma Urody/ recenzja olejków do demakijażu.

Kosmetyczne odkrycie roku. Moja Farma Urody/ recenzja olejków do demakijażu.



Gdyby ktoś spytał mnie jaka marka kosmetyczna zrobiła na mnie największe wrażenie w mininym roku. Po pierwsze powiedziałabym The Ordinary, przetestowałam koło 20 formuł, za jakiś czas podzielę się z Wami moimi "naj typami". Natomiast jeśli chodzi o produkty w pełni naturalne byłaby to Moja Farma Urody. Dawno z takim zaintersowaniem nie szukałam informacji o produktach, surowcach czy filozofii jaka przyświeca tworzeniu produktów w tej właśnie firmie. Sporo testuję, bo jest co. Rynek idąc za trendem ma do zaoferowania mnóstwo produktów, które no właśnie...często są po prostu okej, bez fajerwerków. Często  wysoka cena produktów nie ma odbicia w wyjatkowości ani jakości produktów. A ja szukam zachwytów, porywu serca, miłości i tego uczucia, że pragnęłabym wykupić całą ofertę danej marki.
Za marką Moja Farma Urody stoi kobieta, która zrezygnowała z kariery naukowej w USA (!!) i zdecydowała się wrócić na Podlasie aby przejąć rodzinne gospodarstwo i zająć się swoją pasją, czyli zielarstwem aby w konsekwencji stworzyć markę ultranaturalnych i świeżych kosmetyków. Na razie w ofercie marki dostępne są produkty bazowe: olejki do demakijażu, masła do ciała, olejki do pielęgnacji ciała i twarzy  ale jak czytałam w przygotowaniu są kolejne produkty, które dostępne będą za jakiś czas. Trzymam za słowo :). Właścicielka zajmuje się też przygotowywaniem receptur kosmetyków dla innych klientów. Swoją drogą ciekawa jestem jakie to konkretnie marki:).
Wyjątkowość marki wynika z kilku czynników. Moja Farma Urody to własne uprawy, własna tłocznia olejów, własne laboratorium i własna suszarnia. Można powiedzieć, że wiedzą o pochodzeniu każdego listka pokrzywy czy liścia jarmużu.  Czy można trafić lepiej jeśli o chodzi o świeżość i naturalność produktów? Nie można! Decydując się olejek Moja Farmy Urody mamy pewność, że był on tłoczony nie wczesniej niż 7 dni temu. Wiele produktów wytwarzane jest sezonowo na przykład masło marchwiowo-jarmużowe, tylko w okresie kiedy dostępny jest jarmuż. Wszystkie zioła, warzywa i owoce wykorzystywane do produkcji kosmetyków zbierane są z terenów Natura 2000. Rosną na czystej ziemi, uprawianej ekologicznie. Wydaje mi się, że Moja Farma Urody to jedyna marka korzystająca w pełni z własnych surowców ( mam tu na myśli wszystkie składniki z jakich tworzone są kosmetyki). 

Tyle tytułem przydługiego wstępu, ale chciałam Wam przedstawić na czym polega wyjątkowość marki i dlaczego to właśnie to ona jest moim odkryciem.
Na swoich pierwszych zakupach do koszyka online wrzuciłam hit marki masło marchwiowo-jarmużowe a także dwa olejki do demakijażu/mycia i to o nich chcę dziś napisać.  

Pierwszy z nich przeznaczony jest do stosowania rano celu oczyszczenia buzi po intensywnej nocnej regeneracji a także z nadmiaru nagromadzonego w tym czasie sebum czy resztek wieczornej pielegnacji. Zawiera olejek marchwiowy a także olejek z kwiatów kończyny czerwonej. Pierwszy stosowany systematycznie poprawi koloryt cery, drugi zaś wyrówna drobne zmarszczki, napnie skórę i doda jej jędrności. Olejek nie zawiera wody, w celu przedłużenia jego trwałości zastosowano witaminę E. Pamiętajcie, że produkty Moja Farma Urody nie zawierają innych kosnerwantów, powinny być zatem odpowiednio traktowane. Najlepiej przechowywać je w miejscu nie dostępnym dla promieni słonecznych. 
Olejek ma naturalny ziołowy zapach, wynikający z użytych w nim składników. Nie jest on intensywny, właściwie to go nie czuję. Nakładam go na suchą buzię i wykonuję delikatny masaż a następnie pozwalam mu pozostać na buzi minutkę lub dwie. Skoro mam do czynienia z tak świeżym produktem, szkoda od razu go zmywać, niech troszkę popracuje :)/ W tym czasie myję zęby lub popijam kawkę ( częściej stosuję opcję numer dwa) a następnie zmywam wszystko ciepłą wodą. Olejek dzięki zastosowaniu w nim delikatnego emolientu w kontakcie z wodą tworzy delikatną emulsję i bez problemu zmywa się wodą. Nie wysusza, nie ściąga, nie powoduje dyskomfortu, a poprzez to, że olejek zostawiam na buzi, moja cera nabrała pięknego kolorytu. Teraz kiedy szaruga za oknem i moja buzia nie wygląda blado, absolutnie uwielbiam ten olejek.  ( 100ml/29zł, buteleczka z załączoną oddzielnie pompką)

Olejek do demakijażu na wieczór to mieszanka zawierajaca tylko ultraświeże olejki z kocanki, rumianku a także nagietka. Zastosowanie jej właśnie wieczorem nie tylko zmyje resztki dnia, nagromadzone sebum,kurz, brud i resztki makijażu ale i pozwoli cerze na wyciszenie, spokój a także pozwoli jej się przygotować do nocnej regeneracji, która właśnie o tej porze przebiega szczególnie intensywnie. Olejek rumiankowy pomoże złagodzić stany zapalne, a nagietek jest wspaniały jeśli chodzi o blizny i mikrouszkodzenia, które powstały między innymi w pomieszczeniach w klimatyzowanych pomieszczeniach. W przypadku tego olejku stosuję te same zasady jak o poranku. Nakładam na suchą buzię, wykonuję masaż, zostawiam na chwilę, emulguję i zmywam a następnie wycieram buzię w ręczniczek bawełniany. Olejek świetnie radzi sobie z demakijażem oczu jak i wstępnym/pierwszym oczyszczaniem buzi. Jest ona czysta, miękka i bez jakiegokolwiek dyskomfortu. Często produkt ten stosuję także do drugiego mycia.  Cera jest zmatowiona, napięta i gotowa na dalszą pielęgnację. 

Obydwa produkty, są niezwykle wydajne, na prawdę niewielka ilość wystarczy na jednorazową aplikację. Na pewno kupię kolejne warianty, spróbuję olejku marchwiowego i rumiankowego. Szkoda,że w ofercie już od dłuższego czasu nie ma wersji z pokrzywą.

To co idziecie na zakupy ze mną? Dla dziewczyn mieszkających w UK, powiem, że firma wysyła za granicę za około 40zł. Na paczkę czekałam tydzień. 

Ściskam. Iwona.