wtorek, 24 kwietnia 2018

Perfect Cleanse/ Nude Skincare.

Perfect Cleanse/ Nude Skincare.


 Kupiłam go z zamiarem używania do demakijażu i tutaj się nie zawiodłam. Olejek Perfect Cleanse Nude Skincare świetnie radzi sobie na tym gruncie. Tusz, podkład, nadmiar zgromadzonego w ciągu dnia sebum znikają w mgnieniu oka. Przyjemność stosowania tego produktu była tak duża, że stał się moim ulubionym produktem do oczyszczania twarzy podczas porannej toalety. Zawartość jednej pompki wystarczy na pokrycie buzi a także wykonanie krótkiego masażu, który stał się od jakiegoś czasu nieodłącznym elementem mojej pielęgnacji. Nawet chwila przeznaczona na masaż poprawia wygląd, walczy z opuchnięciami, pobudza i rozpromienia cerę.
Nude Skincare to gama produktów oparta głównie na probiotykach, olejach bogatych w kwasy Omega a także witaminach i przeciwutleniaczach. Nude karmi więc skórę składnikami odżywczymi, bo pielęgnacja ma być jak pokarmy których dostarczamy organizmowi: zrównoważona, zdrowa i bogata w składniki, które przynoszą efektywne korzyści. Nie może być zatem tu mowy o parabenach, silikonach, glikolach czy siarczanach. Nie jestem jakoś ortodoksyjna ale jeśli mam wybór, a na szczęście tak jest, powyższych składników unikam. 
Bazą olejku jest bogaty w liczne kwasy tłuszczowe, działający nawilżajaco i przeciwutleniająco olej słonecznikowy. Umówmy się jednak, że w produkcie wartym około 150zł, oczekuję czegoś "ciekawszego", olej słonecznikowy to jeden z tańszych surowców kosmetycznych. Na szczęście dalej jest lepiej, bo produkt ma w swoim składzie bardzo fajne oleje działające antyrodnikowo i pielęgnująco:
-olej z acai, będący naturalnym przeciwutleniaczem, bogaty w witaminę C,
-olej z melona Kalahari, bogaty w kwasy omega 6 i 9 i witaminę E, 
-olej z nasion żurawiny, wyjątkowo lekki olej, obfitujący w antyoksydanty, kwasy omega 3, 6 i 9,
-olej z marakui, bardzo silny antyoksydant, 
-olej z nasion granatu, bogaty w przeciwutleniacze i kwasy omega 5,
-olej z nasion meadowfoam, innowacyjny składnik kosmetyczny o wielokierunkowym działaniu, posiada ogromną (aż 98%) zawartość kwasów tłuszczowych, niezwykle bogaty i odżywczy, poprawia konsystencję produktu, jest skutecznym emolientem. 
 Jak widzicie Perfect Cleanse to prawdziwa bomba witaminowa, antyoksydantów, przeciwutleniaczy, substancji nawilżających. Miód na me serce! Tłumaczy to także, dlaczego szkoda mi go używać do zmywania tuszu. 
Olejek ma lekki, owocowy, nienachalny zapach, taki jakiego można spodziewać się po użytych w nich składnikach. 
Perfect Cleanse ma przyjemną kosnystencję, zachęcającą do masażu, w kontakcie z wodą zmienia się we wspaniałą mleczną emulsję, którą łatwo spłukać. Olejek znakomicie oczyszcza skórę ale czyni to bez uszczerbku dla jej komfortu. Pozostawia ją gładką, jędrną i promienną. ogromna dawka kwasów omega 3,6 i 9 pomaga zwalczać problemy z odwodnieniem, brakiem odpowiedniego nawilżenia, pomaga także chronić skórę przed niekorzystnym wpływem środowiska. 
Bardzo dobry produkt, jeden z ulubionych . ( 100ml/28 funtów, dostępny jedynie na space.nk). 

A jakie są Wasze ulubione olejki do demakijażu/mycia?

Ściskam.Iwona.


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Serum olejowe Dzika Figa/ o!figa.

Serum olejowe Dzika Figa/ o!figa.




Zbliża się pora kiedy należy zrobić przerwę od kuracji kwasowych. Czas  więc zastanowić się nad alternatywnymi kuracjami dbającymi o dobrą kondycję cery, jej nawilżenie, jędrność a także rozświetlenie. Jak co roku stawiać będę w szczególności na mój ulubiony składnik czyli witaminę C i jej różne pochodne. Dla mnie to bezdyskusyjny składnik, witamina młodości, witalności, broń przeciw przebarwieniom. Uwielbiam i muszę mieć jakiś produkt z jej udziałem, inaczej czuję niedosyt. 
Produkty tworzone przez Patrycję znanej szerzej z nieistniejącego już ( niestety!) bloga Smykusmykowisko nie są mi obce. Ona pewnie tego nie wie, ale już kiedyś byłam jej klientką kiedy robiła wspaniałe balsamy w kostce i te do ust. Nawet gdzieś tu w głebokim archiwum bloga, jest wpis na ten temat. Tak więc, z ogromną ciekawością przyjęłam fakt, że oto Patrycja stworzyła serum olejowe. Serum o!figa, Dzika Figa wyszło świetne, czekam z niecierpiwością na kolejny krok czyli esencję. A czemu świetne? Bo skomponowane z składników które posiadają właściwości wygładzające, rozjaśniające i ujędrniające. Bo składniki cechuje wysoka jakość, to widać i czuć po otwarciu buteleczki. Intensywny, wyrazisty kolor świadczy tylko o jednym, świeżości użytych w produkcie składników. Bazą produktu jest jeden z droższych stosowanych w kosmetyce olei, czyli z opuncji figowej, nie bez powodu nazywany naturalnym botoksem. Dzięki zawartości aż 90% kwasów nienasyconych, posiada wspaniałe właściwości antyoksydacyjne i wygładzające. Jest przy tym całkowicie bezpieczny dla skór problematycznych(mam tu na myśli te z trądzikiem i zaskórnikami). W skład produktu wchodzą także olej z nasion cedru syberyjskiego, a także myślę wielu z Was znany olej owocu dzikiej róży oraz lnianki siewnej. Mieszanka ta ma pomóc nie tylko w walce ze starzeniem się skóry, poprawą jej jędrności a także z poważniejszymi problemy jak trądzik czy ezgema. Na uwagę zasługuje jeszcze jeden arcyciekawy składnik, czyli jedna z nowszych postaci witaminy C, czyli  Tetraizopalmitynian askorbylu. Wyjątkowo stabilna i wyjątkowo skuteczna ale i jedna z droższych pochodnych kwasu askorbinowgo. To niezwykła bomba antyoksydacyjna!
Skład przyznacie zacny, cena naprawdę przyzwoita ( 89zł/20ml) i działanie, które przynosi same korzyści. Serum aplikowane na lekko zwilżoną buzię szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej powłoki czy uczucia ciężkości. Nakładam go najczęściej na noc w różnych konfiguracjach, solo, mieszając z kremem czy lekkim wodnym serum. Efekt rano, zawsze na plus. Świeża, wypoczęta, gładka rozjaśniona cera. Absolutnie żadnego zapychania, stosuję go już wystarczająco długo, że stwierdzam to z pełną świadomością : serum nie pograsza stanu cer podatnych na wypryski czy niedoskonałości!W dłuższej perspektywie czasu możecie spodziewać się poprawy jędrności, wygładzenia i lepszej elastyczności skóry.
Serum jak to każde serum olejowe, jest niezwykle wydajne, starczy na długie miesiące, myślę że będę się cieszyć nim przez cały okres wiosenno-letni.
Reasumując, brać, brać, nie zastanawiać się! :) *

Ściskam. Iwona.

Produkt poznałam dzięki Asi z bloga 1001pasji klik,  a następnie Patrycji,która przesłała mi serum do przetestowania. 

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Paula's Choice /Resist 10% Niacinamide Booster

Paula's Choice /Resist 10% Niacinamide Booster


Niacyna (witamina B3) to uniwersalny i wszechstronnie działający na różne problemy skórne składnik. Nie ma w tym stwierdzeniu krzty nadużycia, fakt ten podparty jest wieloma niezależnymi badaniami, czyniąc tym samym witaminę B3 jednym z lepiej zbadanych i poznanych składników kosmetycznych. Do najważniejszych jej właściwości należą:
-poprawa nawilżenia i odporności skóry (cecha istotna u osób z suchą a także dojrzałą skórą
-działanie antyoksydacyjne  chroni przed rakiem skóry spowodowanym promieniowaniem, dlatego warto ją stosować w pielęgnacji na dzień.
-wspomaga walkę z przebarwieniami skóry, ożywia koloryt skóry, rozpromienia ją (warto ją polecić osobom palącym, borykającym się z ziemistym odcieniem skóry)/ 
Na koniec cecha i właściwość witaminy B3, którą szczególnie sobie cenię, a mianowicie jest ona nieoceniona w walce z trądzikiem, nadmiarem wydzielanego sebum. Jej właściwości są podobne do działania antybiotyków. To zdrowa i nietoksyczna alternatywa dla tych pierwszych a przynosząca takie same korzyści. 
Aby działała, witamina B3 powinna być stosowana przewlekle, musimy tutaj uzbroić się w cierpliowść, bo pierwsze efekty jej działania zauważyć możemy dopiero po około dwóch miesiącach stosowania. Optymalne stężenie witaminy B3 w kosmetykach, powinno wynosić 5%. Przy 10% niacyna może wykazywać działanie podrażniające. Zwróćcie więc uwagę na ten aspekt i obserwujcie swoją skórę, być może należy zmniejszyć częstotliwość stosowania preparatów zawierających więcej niż 5% witaminy B3.
Niacynamid i jego właściwości myślę wielu z Was poznało poprzez The Ordinary. Przyznam, że ze mną tak właśnie było, nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na wspaniałe właściwości tego składnika. 
Jako kolejny produkt z tym składnikiem wybrałam serum/booster Paula's Choice z 10% zawartością Niacynamidu a także innymi wspaniałymi składnikami nawilżajacymi, kojącymi, działającymi antyoksydacyjnie a także walczącymi z przebarwieniami. Mamy tu stabilną witaminę C, ekstrakt z lukrecji, glicerynę, alantoinę czy kwas hialuronowy. 
Podoba mi się idea boosterów, dodanie dwóch/ trzech kropli do ulubionego serum czy kremu podkręca jego działanie a przy okazji taki sposób aplikacji wpływa znacząco na zwiększenie wydajności takiego produktu. Serum ma naprawdę lekką, niemalże wodnistą konsystencję, uwielbiam takie formuły w pielęgnacji na dzień. 
Paula's Choice robi znakomite produkty, nie zawiodłam się i tym razem. Udowodniła mi tym samym, że warto do codziennej rutyny włączyć preparaty z witaminą B3. Działanie tego serum jest imponujące. Zdecydowanie zmniejsza skłonność do powstawania wyprysków, zwęża pory, reguluje wydzielanie sebum. Pomaga oczyścić i przywrócić cerze równowagę. Uelastycznia ją, rozjaśnia i nawilża. Widzę dużą poprawę w jakości skóry, odkąd stosuję ten booster. Z reguły aplikuję go rano, częstotliwość zwiększam wtedy kiedy moja cera ma gorszy czas. Booster nałożony na noc wspaniale regeneruje skórę podczas nocy. Jednym słowem wszystko to co pisałam na początku odnośnie ogólnych właściwości witaminy B3, genialnie się sprawdza w przypadku tego produktu. Uwielbiam!  (40f/20ml)


 .
-

piątek, 6 kwietnia 2018

Ziołowy balsam do demakijażu/Natural Secrets.

Ziołowy balsam do demakijażu/Natural Secrets.




Demakijaż olejkami czy balsamami na ich bazie  na stałe wszedł do mojego programu pielęgancyjnego. Preferuję raczej te zawierające emulgatory. Cały proces trwa wtedy krócej, do spłukania produktu wystarczy woda, dla mnie to komfortowa sytuacja. 
Dostaję od Was wiadomości z pytaniami o produkt do demakijażu bez dodatku emulgatora, ze względu na nadwrażliwą cerę. Mam więc dla Was dzisiaj balsam powstały z myślą o Waszych problemach. Produkt będzie oczywiście też odpowiedni dla każdego typu cery lubiącej przede wszystkim taki typ demakijażu. Natural Secrets daje nam wybór miedzy balsamem dla cery suchej i naczynkowej (z masłami mango i shea, olejem jojoba, rokitnikowym i nagietkowym) a balsamem ziołowym dla cer problematycznych. I to tę wersję właśnie kupiłam i o niej dziś napiszę. Jeśli macie ochotę poczytać o wariancie dla cer suchych odsyłam Was na bloga Justyny (klik).
Ziołowy balsam wszystkie swoje właściwości zawdzięcza w pełni naturalnemu składowi opartemu na masłach i olejach mających za zadanie rozpuścić makijaż, nagromadzone w ciągu dnia zanieczyszczenia, nadmiar sebum a także pielęgnować cerę tłustą, skłonną do zapychania. Dogodzenie takiemu typowi cery szczególnie jeśli chodzi o oleje i masła łatwe nie jest. W tym przypadku do czynienia mamy między innymi z mieszanką masła shea, masła mango, oleju jojoba, oleju avocado, oleju tamanu i olejków eterycznych z lawendy, eukaliptusa i rozamrynu. Jeśli o mnie chodzi, podoba mi się ta mieszanka, która z punktu widzenia problematycznych cer może przynieść jej wiele korzyści. Prócz tego kompozycja ta tworzy wspaniały, relaksujący, ziołowy zapach od którego jestem uzależniona.
Jak się pewnie domyślacie balsam to gęsta, treściwa ale jednocześnie jedwabista i przyjemna konsystencja w stylu balsamu Moringa Cleansing Balm Emma Hardie. To jest świetny produkt nie tylko do demakijażu ale do masażu. Kiedy przychodzi ten moment wieczorem, że mam chwilę dla siebie, uwielbiam sięgnąć po ten balsam, rozgrzać go w dłoni a następnie delektując się niezwykle przyjemnym zapachem wykonać nawet kilkuminotwy balsam całej twarzy. Niezwykle mnie to relaksuje. Przyznam, że do tej pory masaż nie był zajęciem, które wykonywałam z chęcią. 
Balsam doskonale zmywa makijaż i wszelkie inne zanieczyszczenia. Uwaga! ta wersja produktu, ze względu na rodzaj składników i olejków eterycznych może nie sprawdzić się na wrażliwszych oczach. 
Całość zmywam przy użyciu delikatnego mydełka, następnie przystępuje do drugiego mycia. Zdecydowanie bardziej pasuje mi ta metoda niż ściereczka.
 Balsam Natural Secrets to naprawdę przyjemna i składowo i finansowo opcja demakijażu z uwzględnieniem cer wrażliwch, Brawo on! ( 100ml/44,90. Swój egzemplarz kupiłam UK  tu)

poniedziałek, 26 marca 2018

Krem rewitalizujący z kompleksem Detox/Hagi.

Krem rewitalizujący z kompleksem Detox/Hagi.



A co to ten smog? to niebezpieczna dla zdrowia i skóry zawiesina drobinek i pyłu. Stężenie dwutlenku azotu, tlenku węgla, ozonu, metali ciężkich i sadzy przekracza w Polsce wszelkie granice, plasując kraj w niechlubnej światowej czołówce. Problem nowy nie jest, pamiętam kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce i biegałam wieczorami, były takie dni a właściwie większość, szczególnie jesienią i zimą, że bardzo trudno mi się oddychało. Znając życie ktoś w końcu zmusił Polskę do badania norm a także do poważnego zajęcia się temtem.Przyszedł ten czas, że to co widzieliśmy i uznawaliśmy jako dziwactwo na japońskich ulicach, czyli ludzie w maskach i u nas może być normą.
Pewnie zastanawiacie się jaki wpływ na skórę ma smog. Ma i to bardzo duży. Przede wszystkim to winowajca szybszego starzenia się skóry, przyczynia się także do różnych jej chorób m.in. AZS, egzemy, trądziku, zaczerwienień. Poprzez zaburzenie cyklu odnowy komórkowej skóra cierpi na nadmierną suchość czy też zwiększenie ilości wydzielanego sebum. Skóra jest szorstka, szara, ma nierównomierny koloryt. Bardziej radykalne teorie mówią nawet o większej skłonności do nowotworów skór narażonych na życie w smogu.
Wybierając produkty do pielęgnacji pamiętajamy aby włączyć takie, kórych  zadaniem będzie  wzmocnić barierę ochronną skóry. Naszymi przyjaciółmi niech staną się witamina E, kwas hialuronowy, wyciąg z aloesu, witamina B3 (niacinamid), witamina C, probiotyki, beta-glukan czy wyciąg z żeń-szenia. 
Producenci mając na względzie te problemy, tworzą specjalne linie kosmetyków, mających pomóc skórze w szybszej regeneracji. Część osób uważa to próbę wyciągnięcia kasy z naszych kieszeni, bo przecież składniki proponowane dla takich produktów nowością nie są i zapewne większość z nas coś działającego ochronnie w swojej łazience posiada. Jestem gdzieś pośrodku, są marki jak na przykład NIOD czy wspaniała linia Oskia, które oferują naprawdę zaawansowane produkty do walki ze smogiem i zanieczyszczeniami, wykazujące działanie silnie antyoksydacyjne.
Po przydługim wstępie czas na clou, czyli mój pierwszy krem będący odpowiedzią na zanieczyszczenie środowiska, stworzony aby pielęgnować skórę narażoną na jego długotrwałe działanie. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale Krem Rewitalizujący z roślinnym kompleksem Detox, Hagi, był pierwszym w trendzie tego typu produktem.  Krem przeznaczony jest do każdego typu cery. To całkowicie naturalny oparty na roślinnym kompleksie detox produkt, w skład którego wchodzi między innymi ekstrakt z żeń-szenia, znany od tysiącleci, uznawany za eliksir młodości, długotrwale stosowany znacząco wpływa na poprawę jakości szarej, zmęczonej skóry. Dalej w kremie mamy także esktrakt z jabłka, jęczmienia i pszenicy, które powodują fizyczną i chemiczną barierę przed czynnikami środowiskowymi. Oleje z pestek malin (pamiętajmy, że olej ten doskonale chroni także przed promieniami UV i UVB), pestek moreli, truskawek i mój ulubiony rokotnik (poprawia koloryt), wykazują działanie nawilżające. Witamina B3 (niacinamid), witamina E, aloes działają przeciwzapalnie. 
Jak widzicie krem zawiera wszystko co tego typu produkt zawierać powinien. To prawdziwa bomba antyoksydantów, składników nawilżających, cennych olejów i ekstraktów zamknięta w pięknej butelce z pompką. Krem poprzez właściwości nawilżające, ujedrniające, antybakteryjne czy antyoksydacyjne może być stosowany w zasadzie przez każdy typ cery.  
Krem o przyjemnym wynikającym z użytych składników zapachu,  ma dość przyjemną ale bogatą formułę.Jest świetną opcją na okres jesienno-zimowy, w okresie letnim może być ciut za ciężki jeśli chodzi o współgranie z lekkimi podkładami. Widzę natomiast moc, w duecie z minerałami. 
Nie pytajcie mnie czy krem rzeczywiście chroni przed smogiem.Są takie wartości, których zbadać nie można, tak chyba działają wszystkie produkty przeciwzmarszczkowe. Czy ich stosowanie przyniosło efekty, przekonamy się za ileś tam lat. Dla mnie ten krem to tarcza ochronna przed niekorzystnym działaniem środowiska, duża dawka antyutleniaczy, chroniąca przed przedwczesnym starzeniem się skóry, bomba substancji nawilżających i ujęrdniających. To są składniki, których szukam w produktach pielęgnacyjnych, więc jestem usatysfakcjonowana. Nigdy nie zapominam o porządnej dawce kremu, kiedy idę biegać, nie mam wtedy makijażu, taka tarcza ochronna jest niezbędna. 

A jakie jest Wasze zdanie na temat produktów chroniących przed czynnikami środowiska? Uważacie, że niczym nie różnią się od innych produktów?

Ściskam.Iwona. 


piątek, 23 marca 2018

Hydrating Accelerator/ Josh Rosebrook.

Hydrating Accelerator/ Josh Rosebrook.



Nie ma słów, które mogłyby oddać mój zachwyt nad tym produktem. Josh Rosebrook stworzył produkt tak niezwykły, że świadomość że kiedyś skończę tę butelkę napawa mnie smutkiem. Nie, nie chcę tego robić! Publicznie ogłaszam, że ten produkt, będę kupować póki będzie produkowany. Hydrating Accelerator stał się ulubieńcem wielu dziewczyn, blogerek, youtuberek ( kocha go między innymi Caroline Hirons). A co to właściwie jest? To produkt-hybryda, połączenie toniku, nawilżacza i lekkiego kremu nawilżającego w jednym. Całość otrzymujemy w produkcie w formie spreju. To wysoko skoncentrowany produkt oparty na wodzie aloesowej, minerałach, antyoksydantach i ziołowych składnikch odżywczych. Wszystko po po to aby nawodnić, nawilżyć, ujędrnić, wzmocnić barierę ochronną skóry a także umożliwić kolejnym nakładanym po Hydrating Accelerator produktom efektywniejsze działanie. Josh Rosebrook uważa, że nawilżenie jest kluczem do pięknej zdrowej cery. 
Lista składników w tej dosyć niepozornie wyglądającej butelce jest naprawdę imponująca. Otwiera ją jak już pisałam wyżej woda aloesowa, którą uzupełniono wspaniałymi olejkami: jojoba, marula, z nasion konopi, migdałowym, sezamowym, słonecznikowym czy rokitnikowym. Następnie do formuły dodano napar ziołowy z borówek,kwiatów nagietka, łopianu, rumianku, zielonej herbaty, miłorzębu, i lucerny. Mało Wam? Tak? Josh nie mówi jeszcze koniec, bo w tym momencie czas na witaminy występujace naturalnie w roślinach czyli  E, C, B2 oraz A. Już naprawdę na sam koniec mamy ekstrakt z wanillii wraz z organicznymi olejkami eterycznymi ylang ylang,rozmarynowym, z bergamotki i lawendy dla wspaniałego, niespotykanego, romantycznego, relaksującego zapachu. Josh Rosebrook pracuje na w 100% organicznych składnikach, nietestowanych na zwierzętach,wyjątkowych i niezwykle skutecznych. Tam gdzie to możliwe wykorzystuje także ekstrakty z roślin dziko rosnących. Podstawą pielęgnacji według Josha są produkty przeciwzapalne, antyutleniacze i oczywiście te działające nawadaniająco. 
Hydratin Accelerator ma bardzo lekką formułę, to coś bogatszego niż mgiełka, ale mniej treściwego czy krem. Używanie go to czysta przyjemnoość. Można stosować na makijaż, pod makijaż, po oczyszczeniu, w ciągu dnia jak tylko chcecie.  Uprzedzam, ten produkt uzależnia! ja mogłabym go używać non stop. Najchętniej używa mi się go rano po oczyszczeniu buzi a także w ciagu dnia dla poprawy nawilżenia, wyciszenia  czy ukojenia cery. Testowałam wiele toników, mgiełek, esencji ale żaden produkt do tej pory nie dał mi tyle szczęścia co Hydrating Accelerator. Pięknie koi, goi, nawilża, nawadnia, wygładza, mogłabym wyliczać w nieskończoność. Trzeba go spróbować, aby poczuć jego moc! Jeśli to zrobicie pewnie nie będziecie chcieli się z nim rozstać jak ja :) ( 120ml/około 130zł).

środa, 21 marca 2018

Żel oczyszczający Good Morning Face 3.3/Fridge

Żel oczyszczający Good Morning Face 3.3/Fridge


Miałam przeczucie, że ten produkt będzie wyjątkowy. Teorię tę wysnułam na podstawie wcześniejszych doświadczeń z marką Fridge, która po młodość zaleca udać się do lodówki.  Kosmetyki te kojarzą mi się równie dobrze jak dobre jedzenie, do którego mam słabość. Mimo wysokich kosztów wysyłki za granicę,musiała, musiałam mieć ten produkt.Słowami Grześka "gdy emocje już opadły jak po wielkiej bitwie kurz..." przyszedł czas na parę słów o najmłodszym dziecku Fridge a mianowicie żelu oczyszczającym 3.3. Good Morning Face! (urocza nazwa) to żel oparty na wspaniałych właściwościach dwóch ekstraktów. Żeń-szeń i zielona herbata to składniki o udowodnionym działaniu antyoksydacyjnym, łagodzącym, przeciwzapalnym, rewitalizujacym i  regulującym. Ekstrakt z żeń-szenia jest składnikiem wielu produktów działajacych osłonowo przeciw niekorzystnemu działaniu czynników środowiska (smogu) na cerę. Ten odżywczo-odświeżający koktajl zamykają olejki eteryczne z mięty i pomarańczy. Oczywiście produkty działające antyoksydacyjnie to miód na me uszy. Mam na tym punkcie małego bzika. I nawet jeśli są ze mną chwilę, jak Good Morning Face, bo szybko zmywam go wodą, wierzę że nawet ta malutka chwila przynosi korzyści mojej cerze. 
Sporym ułatwieniem jest to, że żelu nie trzeba przechowywać w lodówce a jego termin ważności został wydłużony do sześciu miesięcy. To jest bardzo duży plus, bo produkt jest szalenie wydajny. Dawno nie spotkałam się z naturalnym produktem, którego tak niewiele potrzeba do jednorazowej aplikacji.
Żel ma przyjemny ziołowy zapach. Po kubku pełnym pysznej świeżo palonej i świeżo mielonej kawy, to mój drugi ulubiony zapach, który pomaga mi pozytywnie zacząć dzień
Czasy, kiedy delikatne produkty myjące kojarzyły się z jako te nieskutecznie, bezpowrotnie minęły. Jak mantrę będę powtarzać, abyście nie szukali produktów agresywnych, naruszających  warstwę ochronną cery. Zapewniam, że będzie ona Wam wdzięczna za wprowadzenie do codziennej rutyny delikatnych preparatów myjących.
Żel w pierwszym kontakcie ma postać powiedziałabym galaretki. Jest ona jednak komfortowa, nic nie przecieka, nie rozlewa się. Po nałożeniu na buzię przybiera postać lekkiej orzeźwiającej emulsji. Po spłukaniu wodą czuję, że nadal mam swoją twarz, nie jest ona ściągnięta, napięta, wołająca tonizacji. Jest czysto, gładko i przyjmenie. 
Nie generalizowałabym, że żel jak wynika z nazwy nadaje się wyłącznie do użytku o poranku. Z powodzeniem i przyjemnością stosuję go także wieczorem do drugiego mycia. 
Podsumowując, jeśli szukacie dobrego, delikatnego żelu myjącego to Fridge Wam go dostarczy. Marka gwarantuje najwyższą jakość swoich produktów, ja im ufam a Wy? (145gram, 79zł sklep)

piątek, 16 marca 2018

Voicemail Masque/NIOD.

Voicemail Masque/NIOD.


 Nie bardzo wiedziałam czego spodziewć się po masce o trochę dziwacznej nazwie. W ogóle DECIEM produkt ten zaczęło promować w dość nietypowy sposób. Produkt bez nazwy i wypisanych konkretnych właściwości dodawany był do zakupu Sanskrit Saponins. Próbki dostały się więc do zupełnie przypadkowych osób, atmosfera napięcia podkręcona była na maksa, oczywiście zaskutkowało to długą listą oczekujących na ten produkt. 
W skórcie Voicemail Masque to zawiesina roślinnych komórek macierzystych, probiotyków i kwasu hialuronowego zamknięta w lotnych silikonach o uwolnionym działaniu. Ta nocna maska celuje w problem niejednolitej struktury i odcienia cery, spowodowanymi stresem, czynnikami środowiskowymi czy nieprawidłową dietą. Jej zadaniem ma być 'poprawa komunikacji" między komórkami ( stąd ta nazwa), dzięki czemu cera już po pierwszym użyciu wyglądać ma zdrowo i promiennie. Przyznam, nie jestem specjalistką w dziedzinie prawidłowej komunikacji komórek i jakkolwiek niewiarygodnie to brzmi, to produkt pomyślany został dość mądrze i ma to wszystko sens. Oczywiście mamy w zasięgu ręki składniki, które są w stanie poradzić sobie z nierównym kolorytem, stanami zapalnymi, ale większość z nich działa agresywnie. Staram się znaleźć równowagę i nie powodować stanu zapalnego zbyt często. Moja cera i tak jest już wystarczająco problematyczna. Poza tym wszelkie kuracje należy wykonywać okresowo, staram się więc szukać alternatyw na nadchodzące miesiące. 
Kluczowym składnikiem maski, są probiotyki Lactococcus Ferment. To dość nowy składnik kosmetyków ale im więcej o nim czytam, tym bardziej widzę że nie jest to tylko marketingowy twór. Probiotyki przyśpieszają odnowę skóry, zwiekszają gęstość naskórka, wpływają na prawidłowe funcjonowanie skóry. Zapewniają powrót do równowagi zmęczonej skóry. Wykonując nawet codzienny zabieg oczyszczania skóry, pozbawiamy ją zarówno dobrych i złych bakterii. Bakterie patogenne niestety często przegrywają z tymi przyjaznymi. Zadaniem probiotyków jest więc przywrócenie prawodłwej równowagi skórze, zapewniając jej lepszą jakość a tym samym lepszy wygląd. 
Voicemaile Masque zawiera także działający przeciwzapalnie wyciąg z chabru, a także wyciąg z liści oregano, bogaty w kwas felurowy, który jest doskonałym antyoksydantem, działajacym także ściągająco i przeciwzapalnie, a także melaninę (jak w preparatach Survival), mającą działanie depigmentacyjne. Podsumowując jest to preparat nawilżający, łagodzący, przeciwzmarszczkowy i przeciwzapalny. 
Cenię sobie pielęgnację wieloetapową, ale umówmy się nie zawsze okoliczności sprzyjają aby to wszystko zrealizować. Voicmail Masque to mój pewniak kiedy mam leniwe dni i jedyne na co mam chęć to porządnie oczyścić twarz a następnie nałożyć produkt, który zrobi wszystko  w jednym (no prawie jednym :D) kroku. Mój schemat pielęgnacyjny wygląda wtedy następująco (pokazałam go na ostatnim zdjęciu):
1. Oczyszcznie
2. Superoxide Dismutase Saccharide Mist (recenzja)
3. Cooper Amino Isolate Serum 2:1 (można zastosować też inne wodne, lekkie serum)
4.Voicemail Masque 
Maska ma przyjemny ziołowy zapach wynikający z użytych składników i lekką żelowo-silikonową formułę. Po aplikacji i zalecanym masażu czuć ją na skórze, nie powoduje jednak jakiegoś większego dyskomfrotu. Większość masek nocnych oparta jest na silikonach tworzących okluzyjną warstwę. 
Niestety nie dane mi jest zbadać, czy po zastosowaniu tej maski, moje komórki zaczęły się prawidłowo komunikować. Pytam i nic nie mówią. Powiem więc co widzę. A widzę promienną, nawilżoną o ujednoliconym kolorycie cerę. Chyba komórki zrozumiały o co mi chodzi. Lubię jak wygląda skóra rano po zastoswaniu tej maski. 
Voicmail Masque nie jest może Świętym Graalem, nie jest produktem, który trzeba koniecznie mieć. To produkt, który poprawia wygląd skóry bez ingerencji bardziej agresywnych substancji ( 30ml/okoló 150zł )


poniedziałek, 12 marca 2018

Balancing Night Face Serum/ Mayka Skincare.

Balancing Night Face Serum/ Mayka Skincare.


Balancing Night Face serum, to produkt w formie olejku przeznaczony do pielęgnacji i regeneracji cery problematycznej. Problematyczną czyli mam tu na myśli taką, która ma problem z nadmiernym wydzielaniem sebum, zaskórnikami, często pojawiajacymi się niedoskonałościami. Moja droga do wprowadzenia olejków do codziennej rutyny pielegnacyjnej była długa. Jak większość uważałam, że olejek będzie tylko problemy potęgował. Dzisiaj mogę powiedzić iż olejki roślinne olejki aplikowane na taką skórę, pomogą jej w powrocie do równowagi, uspokoją, uregulują wydzielanie sebum. Przy wyborze olejku dla skór problematycznych należy sugerować się zasadą iż przeważać ma w nim ilość wielonasyconych kwasów tłuszczowych. 
W sieci znaleźć można różne tabelki i zestawienia składów olejków i dobrać odpowiedni dla swojego typu cery. Tym razem postanowiłam zaufać mądrym głowom i postawić na gotowe olejowe serum marki Mayka Skincare. To polska marka, która stacjonuje w Anglii. Nie martwcie się, że będziecie musieli obejść się smakiem, wysyłają bez problemu i bajońskich kosztów do Polski. Chciałabym tak łatwo i bez łaski kupować z Polski...
Balancing Serum to produkt stworzony z myślą o osobach, które potrzebują wsparcia w walce z problemami z jakimi boryka się cera tłusta i trądzikowa. Pierwsze skrzypce w tym produkcie grają odpowiednio dobrane olejki regulujące procesy nadmiernego wydzielania sebum, działające także antybakteryjnie i regenerująco. Olej jojoba, regulujący olej z pestek arbuza, olej z pestek truskawek, olej arganowy, olej tamanu, czy olejek ylang ylang (wpływający także na zapach produktu), to składniki, które idealnie wpisują się w potrzeby problematycznych cer. Serum zawiera także retinol, świetnie działający nie tylko na trądzik ale i przeciwdziałający przedwczesnemu starzeniu się skóry. Leczy i regeneruje, uwielbiam ten składnik, znacznie poprawił jakość mojej cery. 
Ze względu na użyte składniki, serum należy aplikować wyłącznie na noc, wmasowywując kilka kropel w oczyszczoną, lekko zwilżoną buzię. 
Serum stosuję  w zależności od potrzeb kilka razy w tygodniu. Nałożony w porze wieczornej, pozwala składnikom pracować w nocy aby rano cera była ukojona i zregenerowana, gotowa na kolejny dzień. Serum pozwoliło mi wyregulować ilość wydzielanego sebum, doskonale wpływa na ilość pojawiających się niespodzianek. Nie można zapomnieć, że ta wspaniała mieszanka olejków posiada szereg innych właściwości. Poprawia sprężystość skóry, ogranicza utratę nawilżenia skóry, dzięki obecności składników mających działanie antyoksydacyjne wpływa na opóźnienie porcesu pojawienia się pierwszych zmarszczek. Mówiąc prościej, cera po użyciu tego produktu jest miękka, nawilżona, odżywiona, promienna i gładka. Dotychczas eksperymentowałam stosując zazwyczaj  jeden określony olejek, cieszę się że udało mi się znaleźć mieszankę olejków, która działa z jednej strony antybakteryjnie i przeciwstarzeniowo z drugiej. ( 20ml/około 60zł można kupić tu)*

Jakie polecacie olejki dla cer trądzikowych? Czekam na Wasze typy w komentarzach.

Ściskam. Iwona.

*Produkt otrzymałam do przetestowania. To nie jest wpis sponsorowany. 


poniedziałek, 5 marca 2018

Kosmetyczni ulubieńcy lutego.

Kosmetyczni ulubieńcy lutego.
Witajcie,
Dzisiaj przychodzę do Was z kosmetycznym podsumowaniem najkrótszego miesiąca w roku, jakim jest luty. Koniecznie dajcie znać w komentarzach jakie kosmetyki skradły Wasze serce w mijającym czasie.
Zacznę od włosów i mojego absolutnego ulubieńca, czyli szamponu Grow Gorgeous Full Bodied Volumising Shampoo. Deciem, Deciem i jeszcze więcej Deciem znowu u mnie. Marka albowiem należy do tego koncernu. W jej skład wchodzą same produkty do włosów, zamierzam się im bliżej przyjrzeć w najbliższym czasie. Formułę szamponu oparto o łagodne składniki myjące a także peptydy grochu. Groch to świetne naturalne, roślinne źródło protein. A te są jednym ze skuteczniejszych substancji wpływających na poprawę kondycji włosów, mają one albowiem zdolność wypełniania ubytków we włosach a tym samym przyczyniają się do poprawy ich gęstości i grubości. Lekka, żelowa formuła szamponu dokładnie myje włosy a przy tym pozwala utrzymać je w dobrej kondycji. Włosy nawet bez użycia środków stylizujących są pełne objętości i co istotne efekt ten nie znika wraz z upływem dnia. Ten szampon to idealna opcja dla cienkich, zmęczonych włosów. Naprawia i zabezpiecza pasma bez nadmiernego obciążania . Formuła produktu została zaprojektowana tak aby bez zbędnego wysiłku pomóc w stylizacji włosów cienkich i delikatnych. Dawno, żaden szampon tak pozytywnie mnie nie zaskoczył. Kocham! (190ml/około 75zł)

To co może znowu Deciem? O masce Myrrh Clay NIOD pisałam już na blogu (czytaj recenzję). Maska skomponowana zgodnie z zasadami Ajuwredy, zawierająca między innymi mirrę czy borowinę  a także pożądną dawkę antyoksydantów nie tylko świetnie oczyszcza, działa przeciwzapalnie i przeciwtrądzikowo ale i gwarantuje dawkę nawilżenia, co przedkłada się na ogólną poprawę wyglądu cery, jej jędrność, blask, rozświetlenie. Wspaniała konsystencja, cudowny, zapac Maska warta każej złotówki. ( 50ml/około 130zł)

Tonik Fridge, to mój pierwszy tonik na bazie wody różanej, który rzeczywiście działa. Miałam kilka toników na bazie hydrolatu różanego, czy też toników z jej udziałem, ale jakoś nie było szału. Myślę, że do tego produktu idealnie sprawdzi się teoria, że to jakość skłądników  i ich wyjątkowe pochodzenie przedkładają się na wyjątkowe działanie produktu. Tonik pachnie tak jak chciałabym, żeby pachniał produkt z różą. Lekko, zwiewnie, romantycznie. Delikatnie wygładza, wspaniale zmiękcza i nawilża skórę.Porcja chłodnej mgiełki rozpylona na buzię o poranku nie tylko budzi mnie do życia ale i zmniejsza obrzęki, które zdarzają mi się coraz częściej. ( 87zł/100gram).

O pogodzie w mijającym miesiącu wolałabym zapomnieć, było zimowo i wietrznie. Śnieg i sztorm to czyna się szczególnie wtedy, kiedy używam preparatów kwasowych. Pomaga cerze wrócić Mayka Skincare to, gęsty, bezwodny, bez dodatku olejków esencjonalnych balsam na każdą pogodę. Podobnie, ochronnie i wielowymiarowo działajace produkty w swojej ofercie ma na przykład Lehlani czy May Lindstrom. Ich cena jednak jest nieporywnywalnie wyższa. Balsam Mayka Skincare zawiera masło shea, witaminę E, maceraty z nagietka czy nagietka. Jest gęsty, treściwy, tworzy na skórze delikatną warstwę ochronną chroniącą przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Uwielbiam go także stosować jako ostatni krok w wieczornej pielęgnacji. To taka wisienka na torcie po nakładanych wcześniej produktach. Rezygnuję wtedy z  olejku. Odrobinę produktu, rozgrzewam w dłoni a następnie zachowując umiar, wklepuję miejsce po miejscu na całej buzi i szyi. Rano moja cera jest nawilżona, ukojona bez śladu niedoskonałości. Balsam świetnie sprawdza się wtedy kiedy stosuję kurację kwasową. Pozwala cerze wrócić na właściwe tory, nawilża ją i koi. Wspaniały produkt. (30ml/około 25zł)*.

Na koniec pordukt do ciała, ulubieniec i jednocześnie zużycie minionego miesiąca. Ale to dobrze się składa, nim skończy się zima uda mi się skończyć gęste, bogate masła i naturalnie wskoczyć w wiosenne lżejsze formuły. Marchew i jarmuż zawarte w maśle Moja Farma Urody, to dwa geniale składniki pozwalające zachować młodość na dłużej. Dla mnie to masło idelane nawilżajaco-ujędrniające a przy tym poprawiające koloryt skóry. Wspaniała konsystencja, która po rozgrzaniu w dłoni zmnienia się w olejek regeneruje, nawilża i poprawia wygląd skóry borykającej się z przesuszeniem. Na prawdę za to działanie i składniki najwyższej jakości, gdyby produkt sprzedawany było pod szyldem innych marek, kosztował by kilka razy więcej. Zużyłam z przyjemnością, będę wracać z przyjemnością. (120ml/39zł)

*Balsam Mayka Skincare otrzymałam do przetestowania. To nie jest wpis sponsorowany.

wtorek, 27 lutego 2018

Puder matujący i rozświetlający/ Annabelle Minerals.

Puder matujący i rozświetlający/ Annabelle Minerals.


Podkłady Annabelle Minerals sprawdzały się u mnie bardzo dobrze przez długi, dlatego ucieszył mnie fakt, kiedy marka do oferty wprowadziła także pudry wykańczające. Oczywiście przy zakupach naszły mnie jakże ważne dylematy, czy wybrać opcję matującą czy rozświetlającą. Problemu nie potrafiłam sensownie rozwiązać i zdecydowałam się na obie opcje. I nie żałuję, bo wykańczam makijaż zgodnie z potrzebami mojej skóry. Raz potrzebuje ona glow, innym razem matu. Ciężko znaleźć jeden produkt, który spełniał by tak różne oczekiwania. 
 Moja cera na szczęście nie przetłuszcza się już tak mocno jak jeszcze kilka lat temu. Silniejsze wydzielanie sebum dostrzegam jedynie kilka dni przed pojawieniem się miesiączki. W celu zapewnienia sobie komfortu idealnego makijażu w tym okresie sięgam najczęściej wtedy po puder matujący Pretty Matt. Mika, puder bambusowy czy jedwab zawarte w tym produkcie dają matowe wykończenie, ale uwaga! jest to przepiękny satynowy efekt. Mimo sypkiej konsystencji podobnie jak podkłady  puder zachowuje  pewną kremowość. Dzięki temu potrafi idelanie przyczepić się do podkładu i wtopić w cerę. Puder nie pozostawia przy tym plam ani smug. Nakładam go dużym pędzlem do pudru. Matująca wersja podkładu ma  żółto-beżowy odcień (zbliżony do mojego odcienia podkładu czyli Golden Fair), ale zaaplikowany na buzię wygląda transparentnie. Prócz tego, że puder matuje to pięknie wygładza i niweluje widoczność porów. Nie powoduje przy tym uczucia ściągnięcia. Oczywiście o właściwościach upiększających produktów mineralnych nie muszę wspominać, bo szczególnie dla problematycznych cer są one nieocenione (4gramy/49,90)
 Po puder rozświetlający Pretty Glow sięgam zdecydowanie częściej. Trochę nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Jednak im dłużej go używam, tym bardziej jestem z niego zadowolona.Śmiało mogę powiedzieć, że zdeklasował internetowe hity, czyli pudry Hourglass czy Meteoryty. Jeszcze bardziej kremowa, niż w wersji matującej, jedwabista konsystencja (  oparta na na mice, jedwabiu i kaolinie), sprawia, że aplikowanie go jak i efekt końcowy odpowiadają moim potrzebom.  Żadnych drobinek, a jedynie pięknie odbijająca światło poświata, sprawiają, że cera wygląda promiennie, świeżo i młodo. Ten puder to idealna opcja dla tych z Nas, które potrzebują blasku, światła, promienności, dla tych które borykają się ze zmęczoną, matową, poszarzałą cerą. Blado brzoskwiniowy odcień stapia się z odcieniem cery tworząc na niej jedynie poświatę. Wybierając, któryś z pudrów sugerujcie się jedynie preferencjami, bo kolor będzie w zasadzie niewidoczny (4gramy/49,90zł)

Obydwa pudry mogą posłużyć jako primery. Można je z powodzeniem stosować do przypudrowania okolic oczu. Rozświetlający pięknie rozjaśni spojrzenie a matujący będzie dobrą bazą na powieki. Oba produkty, sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, większą miłością darzę  jednak wersję rozświetlającą.

Ściskam. Iwona



piątek, 23 lutego 2018

The Ordinary. Moi ulubieńcy.

The Ordinary. Moi ulubieńcy.


Przestestowałam 15 formuł The Ordinary, najgorętszej marki ubiegłego roku. Aby stać się ich szczęśliwym posiadaczem często trzeba było grzecznie czekać w kolejce liczącej dziesiątki tysięcy oczekujących.
Cieszę się, że do mnie piszecie i pytacie co wybrać , mam nadzieję, że moje podpowiedzi okazały się dla Was pomocne. Ja czuję satysfakcję, to naprawdę świetne produkty, bardzo dobre składy oparte na  jednym, dwóch składnikach aktywnych w wysokich stężeniach. Tylko tyle, bez zbędnych wypełniaczy, które  często dodawane są tylko po to aby poszczycić się długim składem. Oczywiście czynnikiem, który miał istotny wpływ na sukces marki , jest przystępna cena produktów. 
Spośród tych kilkunastu formuł, które używałam lub używam wybrałam te, które uważam za najlepsze, te które pomogły mi w walce z kilkoma problemami wśród których najważniejsze to: wypryski, odwodnienie, przebarwienia, zmęczona cera, pierwsze oznaki starzenia się skóry.

Nawilżenie:


Hyaluronic Acid 2%+ B5. Produkt absolutnie podstawowy, idealny dla każdego typu cery. Łączy w sobie kwas hialuronowy o niskiej, średniej i wysokiej masie cząsteczkowej, dzięki czemu może pracować na różnych poziomach skóry. Skład wzbogacono dodatkiem witaminy B5, która działa łagodząco, przeciwzapalnie a także zwiększa nawodnienie skóry. Gęsta, żelowa konsystencja najlepsze efekty przynosi aplikowanie jej na zwilżoną skórę czy to mgiełką czy to tonikiem. The Ordinary zachęca do zabawy swoimi formułami, łączenia ich ze sobą w celu zwiększenia efektywności. To serum jest idealne do łączenia z większością innych, produktów, olejkami, witaminą C czy innymi antyoksydantami. Powstała w ten sposób emulsja nie tylko nawilża ale i działa na innych płaszcyznach ( 30ml/około 31zł)

Antyoksydanty, produkty przeciwstarzeniowe:

Antyoksydanty przygarnę w każdej ilości i formie. Przestestowałam oczywiście większość dostępnych w ofercie The Ordinary. Witamina C, kwas ferulowy, liponowy, wszystkie one walczą z wolnymi rodnikami, przyczyniającymi się do przedwczesnego starzenia się cery, a także walczą z przebarwieniami czy poprawą kolorytu. Moi faworyci w tej kategorii to :
Ascorbyl Glucoside Solution 12%, serum ze stabilną formą witaminy C w optymalnym stężeniu. Jak mówią badania Ascorbyl Glucoside ma moc działania w głębszych warstwach naskórka a nawet skórze właściwej. Hamuje wytwarzanie barwnika odpowiedzialnego za powstawanie przebarwień, leczy stany zapalne wywałone działaniem promieni słonecznych, odbudowywuje kalogen  i ogólnie wpływa na wygląd cery, staje się ona promienna i pełna blasku (30ml/około 60zł)
Resveratrol 3% + Ferulic Acid 5%, wykazuje bardzo dobre działanie regenerujące, przeciwzapalne i ujędrniające. Dodatkowo kwas ferulowy stabilizuje witaminę C, dodany do preparatów z tym składnikiem zwiększa jej efektywność aż 8-krotnie . Kwas ferulowy sprawdza się także w walce z zaskórnikami. Serum należy nakładać w ilości 2-3 krople. Najlepiej łączyć z lekkim wodnym serum ( może to być na przykład kwas hialuronowy lub Ascorbyl Glucoside Solution 12%) ( 30ml/około 34zł).

Serum z kwasem liponowym Alpha Lipoic Acid 5% do tego stopnia zawładanęło moim sercem, że poświęciłam mu osobny wpis na blogu czytaj wpis. Uznawany za jeden najsilniejszych antyoksydantów ( nawet 100 razy od witaminy C), niezwykle stabilny i doskonale absorbowany przez skórę. Jego mała cząsteczka potrafi wnikać w głębsze warstwy naskórka, dzięki czemu rezultaty jego działania są bardzo skuteczne i widoczne. To za co ja uwielbiam kwas liponowy to jego wszechstronność. Nie tylko działa przeciwstarzeniowo, między innymi opóźniając powstawanie kurzych łapek, ale też wyraźnie i widocznie rozjaśnia i rozpromienia cerę i co istotne dla osób, które walczą z trądzikiem, działa także przeciwzapalnie. Uwaga! serum w tym stężeniu powinno być stosowane nie częściej niż dwa razy w tygodniu, zawsze na noc. Do aplikacji wystarczą 2-3 krople. Kwas liponowy dobrze łączy się zarówno z wodnymi jak i tłuszczowymi formułami. Ja najszczęściej aplikuje z olejkiem. ( 30ml/około 31zł)

Serum peptydowe Buffet, to jedna z droższych formuł jakie oferuje The Ordinary. Z drugiej strony patrząc na zaawansowanie produktu i jego składniki, gdyby był to produkt selektywnej marki, zapłacić musielibyśmy kilkaset złotych. Buffet to serum  skoncentorwane na walce z pierwszymi oznakami starzenia się skóry i utratą jedrności. Kompleks peptydów ( wśród nich gwiazda Matrixyl 3000), probiotyki, 11 przyjaznych dla skóry aminikwasów, różne formy kwasu hialuronowego. W sumie 25% aktywnych składników, działających  przeciwzmarszczkowo, ujędrniająco, nawilżająco. Preparat dostarcza skórze niezbędnych składników odżywczych aby na dłużej zachowała młodość. Uwielbiam ten produkt, bo rzeczywiście działa a przy tym ma komfortową konsystencję, dzięki temu może być włączony zarówno do porannej jak i wieczornej rutyny. ( 30ml/około 69zł).

Retinol i pochodne:


 Tematowi stosowania i właściwości retinolu i retinoidów poświęciłam osobny wpis na blogu, pisałam tam także o produktach The Ordinary, odsyłam Was więc do wpisu (czytaj wpis). Ujmując temat krótko, nie ma lepiej przebadanej substancji mającej działanie przeciwzmarszczkowe niż retinol. Badania dowodzą o wszechstronnym i silnym działaniu tej substancji. Stosowanie retinolu nie tylko wpływa na poprawę jędrności skóry,  wygładzenie drobnych zmarszczek alei przynosi  wspaniałe działanie przeciwtrądzikowe i przeciwzapalne.
Na początek polecam Wam kupić Advanced Retiniod 2%, (obecnie Granactive Retinoid 2% Emulsion). Czysty retinol to tak naprawdę 0,1% , resztę stanowi jego nowa, łagodna i zupełnie nie drażniąca pochodna . Serum ma wspaniałą lekką, śmietankową formułę. która błyskawicznie się wchłania i nie powoduje żadnego dyskomfortu. Pierwsze efekty stosowania tego produktu można zauważyć po około dwóch tygodniach stosowania. Gładka, napięta, jędrna skóra. Jestem bardzo zadowolna z tego, że serum nieźle radzi sobie z wypryskami i pięknie niweluje problem zaskórników, które mam na brodzie. To jest bezpieczny, nie drażniący produkt, może nie robi efektu łał od razu, ale warto poczekać. Dla tych z Was, które miały styczność z preparatami z retinolem, ta emulsja może być za słaba, szczególnie dobra będzie jak pisałam wyżej dla początkujących w temacie.

Reinol 0,5% in Squalane, to bezwodny roztwór czystego retinolu w stężeniu 0,5% ( dostępne są także  stężenia: 0,2%, 1%). Jego bazą jest jeden z lepiej współgrający ze skórą olei, czyli skwalen. Serum jest gęste, treściwe, potrzebuje dłuższej chwili aby się wchłonąć. Stosuję je raz, maksymalnie dwa razy w tygdoniu. Tutaj efekty są rzeczywiście widoczne praktycznie od razu. Serum wygładza, napina, rozjaśnia przebarwienia i zmniany hormonalne, poprawia nawilżenie skóry, genialnie rozprawia się z trądzikiem. W tym stężeniu może podrażniać, zalecam wprowadzać je ostrożnie lub zacząć od niższego stężenia ( 30ml/30ml)

Preparaty przeciwtrądzikowe:


 Jeśli chodzi o walkę z trądzikiem nie ma uważam lepszej substancji niż kwas salicylowy. Jego mała cząsteczka ma zdolność wnikania w głębsze warstwy naskórka, pentrować pory a tym samym udrożnić je, oczyścić i zmniejszyć ilość wydzielnia sebum. Kwas salicylowy ma przy tym mniejszą tendencję do wywołania podrażnień niż na przykład kwas glikolowy. Serum The Ordinary Salicilic Acid 2% Solution, to maksymalne dopuszczalne w kosmetykach stężenie tego kwasu z dodatkiem między innym wody oczarowej. Uwielbiam je za działanie oczyszczające i przeciwzapalne. Wspaniale poprawia stan cery borykającej się z trądzikiem, zaskórnikami czy nadmiernym wydzielaniem sebum. ( 30ml/26zł)

Na koniec najsilniejszy zawodnik w ofercie The Ordinary, czyli peeling AHA30% BHA 2%. Do użytku profesjonlnego, ta uwaga na butelce produktu dodana jest nie bez powodu. Powinien być stosowany ze szczególną rozwagą, odradzam go osobom z wrażliwą, naczynkową a także nie mającą nigdy styczności z substancjami aktywnymi, cerą. Pamiętajcie, że przykre dolegliwości w postaci na przykład nadwrażiwej cery mogą przyjść po czasie! Ja stosuję go raz w miesiącu lub rzadziej. Zawsze wtedy, kiedy moja cera jest poszarzała, zmęczona czy dopadły ją wypryski. Wysokie stężenie kwasów, wzbogacone substancjami łagodzącymi i nawilżającymi, błyskawicznie roprawia się z problemami skórnymi. To jest efekt nieporównywalny z żadnym innym, ale tak jak mówię używajcie ostrożnie. Serum poprawia koloryt, działa przeciwbakeryjnie, wspaniale działa na przebarwienia posłoneczne, spłyca drobne zmarszczki. ( 30ml/34zł).
 
To moi ulubieńcy jeśli chodzi o The Ordinary, produkty te polecam wziąć pod uwagę kiedy dokonywać bedziecie pierwszych zakupów. Jeśli macie pytania o inne preperaty, piszcie :)
 
Ściskam.Iwona.



wtorek, 20 lutego 2018

Multifunkcyjny peeling do twarzy/ Resibo.

Multifunkcyjny peeling do twarzy/ Resibo.


Produkt ten, dzięki odpowiednio dobranym składników wedle zapewnień producenta ma być odpowiedni dla każdego typu cery. Poza składnikami złuszczającymi, pozostałą  jego część stanowią substancje zarówno nawilżające jak i zwalczające problemy cery tłustej i trądzikowej. Czy równie dobrze działa na każdy typ cery tego nie wiem, opinie w internecie są mu przychylne, ale jak zawsze panuje zasada, co sprawdza się u każdego, niekoniecznie musi u Ciebie! Na szczęście Resibo  proponuje zakup próbek, polecam ten sposób poznawania produktów, szczególnie jeśli chodzi o produkty złuszczające i szczególnie jeśli mają one jak w tym przypadku drobinki służące do mechanicznego złuszczania. Peeling Resibo to produkt enzymatyczno-mechaniczny, do stosowania w zależności od preferencji. Jeśli lubicie złuszczanie w wersji dosyć ekstremalnej, to drobinki Wam go dostarczą. Małe ale skubane mają moc, o czym przekonałam się podczas pierwszej aplikacji tegoż produktu. Moja cera po masażu nimi była bardzo czerwona. Dla mnie tych drobinek mogło by nie być :D. Na szczęście produkt dzięki zastosowaniu ekstraktu z papai, działa jak peeling enzymatyczny, czyli delikatniej co nie znaczy, że mniej skutecznie. Uwielbiam peelingi enzymatyczne, bo mimo,że rezultaty po ich zastosowaniu nie są widoczne od razu, to  warto poczekać, bo z każdym kolejnym użyciem cera prezentuje się lepiej. Co istotne peelingów enzymetycznych mogą używać osoby z cerą naczynkową, wrażliwą czy taką na której pojawiły się wypryski. 
Peeling Resibo to gęsta biała pasta, bezproblemowo się ją nakłada. Dosyć rozsądne wydaje się zastosowanie jako opakowania miękkiej tuby. Można ją rozciąć i bez problemu i wyrzutów sumienia, że coś zmarnuje, przez głupie opakownie, zużyć produkt do końca.
W składzie produktu biała glinka, uwodniona krzemionka, koloidalna mąka z owsa, olej słonecznikowy, olej makadamia czy masło shea. Bohaterem tego produktu jest przynajmniej dla mni  trójpeptyd PerfectionPeptide3, który przyśpiesza odnowę komórkową, intensywnie nawilża (według badań efekt ten następuje po 2 tygodnia stosowania), wygładza skórę (po 4 tygodniach stosowania), cera nabiera blasku dzięki jednolitej strukturze. Składnik ten wykazuje także działanie przeciwbakteryjne i przeciwtrądzikowe. To bardzo istotne, że jego działania ma udowodnione badaniami działanie.
Jak widzicie peeling ma działanie multifunkcyjne, co mi bardzo odpowiada. Jednym produktem mogę walczyć z niedoskonałościami, przywróceniem prawidłowej równowagi lipidowej a także zapobiegać oznakom starzenia się skóry. 
Tak jak pisałam wyżej, drobinki mi nie odpowiadają, peeling nakładam więc w formie maseczki na uprzednio oczyszczoną skórę i w trwam w niej najczęściej kilkanaście minut, zdarzyło mi się i dłużej. Następnie zmywam wszystko wodą i wycieram bawełnianym ręcznikiem. Dalej w zależności od dnia nakładam pozostałą pielęgnację. Na tak przygotowanej skórze wszystkie substancje będą działać jeszcze lepiej, ze zdwojoną siłą.
Lubię złuszczanie kwasami, staram się jednak rozsądnie podchodzić do teamtu i ich nie nadużywać. Zima powoli się kończy, w okresie wiosenno-letnim ograniczam je do absolutnego minimum. Peelong Resibo będzie dla mnie świetną alternatywą. Złuszcza martwy naskórek, odświeża, rozpromienia i rozświetla  cerę. Pomaga walczyć z niedoskonałościami jak i zapewnia wzrost nawilżenia. Cera wygląda zdrowo i gładko. Nie ulega wątpliowości, że produkty złuszczające jej służą a jeśli do tego wykazują dodatkowe korzyści, to ja biorę bez zastanowienia!  (75ml/79zł. Produkt możecie kupić także w sklepach z naturalnymi kosmetykami w UK)*

Produkt otrzymałam do prztestowania od marki Resibo. To nie jest wpis sponsorwany.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Superoxide Dismutase Saccharide Mist (MDSM2) /NIOD

Superoxide Dismutase Saccharide Mist (MDSM2) /NIOD

Z punktu widzenia najnowszej wiedzy w temacie mówiącym o tym jak zapobiegać przedwczesnym oznakom starzenia, nastawianie się ściśle na pielęgnację, nawilżenie czy rozświetlenie, najlepszym pomysłem nie jest. Skupić się należy przede wszystkim na odpieraniu ataków terrorysty zwanym stresem oksydacyjnym. Chwała Bogu zatem producentom za kosmetyki zawierające koenzym Q10, witaminy C,E czy kwas liponowy. Wiadomo, że antyoksydanty działają wspaniale na skórę, wymiatają wolne rodniki a przy tym dosyć skutecznie przeciwdziałają przedwczesnemu starzeniu się skóry. Wiadomo też, że w "kupie siła", wszystkie one wzajemnie się uzupełniają, lepiej działają w grupie niż osobno. Trzymam się tej zasady od dłuższego czasu, stosując z powodzeniem różne typy antyoksydantów. Nie zapominać należy iż szczególnie witamina C potrafi nastręczać pewnych niedogodności. Jednym z nich jest stabliność, mimo że wciąż pracuje się nad nowymi , lepszymi jej formami, to jest na pewno problem. 
A gdyby tak zatem znaleźć antyoksydant idealny, taki który będzie nie tylko wysoce  stabilny  ale i setki razy mocniejszy niż popularne antyoksydanty stosowane do tej pory w kosmetykach? Yes! Yes! Yes! Mamy To! Proszę Państwa, poznajcie Superoxide Dismutase Saccharide Mist ( SDSM 2). Tym produktem rządzi dysmutaza nadtlenkowa, dotychczas elitarny składnik kosmetyczny, zarezerwowany dla garstki kosmetyków. To naturalny enzym występujący w naszym organiźmie. Dysmutaza nadtlenkowa jak nikt inny radzi sobie ze stresem oksydacyjnym. Skutecznie łagodzi skutki upływu czasu i wyraźnie spowalnia porcesy starzenia się skóry. Są badania, które mówią iż dysmutaza potrafi wymieść z organizmu 99,99% reaktywnych form tlenu. To właśnie w produktach z dysmutazą kosmetologia upatruje ogromną szansę na walkę z oznakami czasu. Dysmutaza to pewien przełom w dziedzinie przeciwstarzeniowych produktów. SDSM2 ( to druga, ulepszona wersja tego produktu) to zatem coś więcej niż tonik, spotkałam się z opiniami, że to coś na pograniczu kosmetyku i produktu leczniczego. Chroni skórę przed uszkodzeniami oksydacyjnymi, odwodnieniem i co równie ważne łagodzi stany zapalne wywołane działaniem wolnych rodników. Prócz naszej gwiazdy, czyli dysmutazy mgiełka to bogactwo składników nawilżających, poprawiających wzrost nawodnienia skóry a także jak pisałam wcześniej działajacych przeciwzapalnie. Oczywiście nie jest to produkt, który zastąpi Wam inne produkty nawilżające ( krem czy serum). Stosowany wespół z nimi na pewno będzie działał skutecznie w przeciwdziałaniu odparowywaniu wody z naskórka. Żebyśmy się zrozumieli, to nie o nawilżenie w tym produkcie chodzi, choć w jakimś stopniu jego twórcy zadbali aby i działał na tym polu. SDSM2 to jest produkt, który ma działać prewencyjnie, przeciwstarzeniowo, ma sprawić że skóra będzie bardziej odporna na czynniki zewnętrzne. Mgiełka będzie świetnym dopełnieniem innego serum NIOD, działającego antyoksydacyjnie a mianowicie CAIS2, na którego cieprliwie czekam już ponad miesiąc. Wydaje mi się, że składniki mgiełki będą idealnie współgrać ze składnikami serum, zwiększając tym samym jego skuteczność. 
Mgiełka sprawdza się u mnie bardzo dobrze. 250 ml turkusowej wody ( kolor wynika z użytych składników) w opakowaniu z pompką. To nie jest produkt, który tworzy mgiełkę. Umówmy się, że mając na względzie jak wspaniałe składniki zawiera, nikt nie będzie nakładał go w mikroilościach. Bądźcie hojne, hojność ta zostanie nagrodzona :D. Mgiełka jest niesamowicie lekka, nakładam ją tuż po umyciu buzi. Dobrze się wchłania, nie zostawia żadnej powłoczki.
Jako fanka mgiełek i toników nie mogłam sobie odmówić zakupu tego produktu. Traktuję go jako przedbieg do CAIS2. Mgiełka akurat moją cerę nawilża, nawadnia, uspokaja, jest świetną bazą do nakładanej dalej pielęgnacji. Robi zdecydowanie więcej niż stosowane przeze mnie dotychczas produkty. Jedyny minust tego produktu to cena, wynosząca około 150zł za 240 ml, ale myślę, że jest ona adekwatna do użytych składników. 

I jak czujecie się przekonane?

Ściskam. Iwona.

czwartek, 1 lutego 2018

Kosmetyczni ulubieńcy stycznia.

Kosmetyczni ulubieńcy stycznia.




Chwilę temu żyliśmy przygotowaniami do świąt a tu już luty! Oby wiosna przyszła szybko, nie narzekam na temperaturę, bo ta w Kornwalii jest dość wysoka, ale ten brak słońca mnie dobija. 
Dzisiaj małe kosmetyczne podsumowanie stycznia, są tu produkty, które dobrze znam, nie brakuje też nowości, które to już zdążyły zaskrobić sobie moją sympatię.
Zacznijmy:)
Produkty Paula's Choice zna chyba każdy, kto świadomie wybiera produkty do pielęgnacji. Założycielka marki Paula Begoun, jest autorką licznych bestsellerów głównie w USA, skąd się wywodzi. Kosmetyki Paula's Choice to wielokierunkowe, zaawansowane kuracje oparte głównie na kwasach i retinolu. Nie mogło tu także zabraknąć wspaniałej linii przeciwstarzeniowej, w kórej prym wiodą witamina C, Resveratrol czy witamina E. Kosmetyki  te mogą być stosowane przez więkoszość typów cery z uwzględnieniem także różnych dermatoz: trądziku czy egzemy. Generalnie Paula Begoun przy tworzeniu swoich produktów kieruje się filozofią, iż jakość kosmetyków powinno się oceniać w oparciu o naukowe badania ich składników. Stąd wszystkie produkty to przede wszystkim "pewne", przebadane, potwierdzone licznymi badaniami składniki. Nie ma tu mowy o przypadkowości, składników w fazie badań, co do których jest wciąż wiele watpliwości. Po dobrych wspomnieniach, jakie zostawiło po sobie serum The Ordinary z Niacinamidem, postanowiłam sięgnąć po produkt z tym samym składnkiem Paula's Choice. Resist 10% Niacinamide Booster, to serum z wysoką zawartością witaminy B3 ukierunkowane na działanie przeciwstarzeniowe. Łączy w sobie składniki kojące, przeciwzapalne a także przeciwutleniające ( witamina C, kwas hialuronowy, alantonina, ekstrakt z korzenia lukrecji, czy pantenol). Lekka, płynna formuła działa najlepiej w połączeniu z ulubionym serum czy kremem. Do jednorazowej aplikacji wystarczą 2-3 krople. Uwielbiam za wielokierunkowe działanie, redukcję porów, szybsze gojenie niedoskonałości, normalizowanie wydzielania sebum a także ujędrnianie, rozświetlenie, jędrność i młodzieńczość, jaką daje ten produkt. To jest zdecydowanie bardziej zaawanasowany produkt, niż The Ordinary ma więc i inną niestety cenę. Za 20ml produktu zapłacić trzeba około 200zł. 

 Gdzieś ostatnio przeczytałam, że w Polsce liczba marek kosmetycznych przedstawiających się jako naturalne wynosi ponad 300. W UK jest ich na pewno nieporównywalnie więcej. A jeśli Polka w Tym kraju bierze się za kręcenie własnych kosmetyków to ja chylę czoła. Myślę, że Sylwia, założycielka Mayka Skincare może liczyć na grono wielbicieli swoich formuł. To na prawdę dobre, przemyślane, posiadające wszystkie certyfikaty bezpieczeństwa kosmetyki. Testuję kilka produktów marki, ale Strawberry Serum to już mój faworyt. Bo czy można nie kochać truskawki? Prócz ekstraktu z tego owocu właśnie ( który przy okazji odpowiada za zapach produktu), mamy tu witaminę C, kwas hialuronowy czy pantenol. Zwracam uwagę na fakt iż produkty Mayka Skincare oparte są na wodach kwiatowych, w tym przypadku jest to różana. Lekka, bezolejowa formuła, szybko się wchłania, nawilża, wygładza, rozświetla i ujędrnia skórę. Wszystkie składniki nawadniają cerę, dodają jej blasku a także łagodzą zaczerwienienia. Uwielbiam łączyć z Niacinamidem, podkręcając działanie obu produktów ( 30ml, 12 funtów można kupić tu. Uwaga, Mayka za rozsądne pieniądze wysyła swoje produkty do Polski!) *.

Od rozświetlającego kremu do twarzy Resibo jestem totalnie uzależniona. Nie wyobrażam sobie bez niego dnia. Rozświetla, poprawia wygląd cery, dodaje nienachalnego blasku. Daje taflę bez widocznych drobinek, których nie znoszę (to dlatego nie jestem fanką Meteorytów, bo w tym pudrze drobinki widać). Żaden produkt nie daje mi takiege efektu wypoczętych oczu jak ten produkt. Oczywiście jak zawsze w przypadku Resibo, mamy tu do czynienia z naturalnym składem opartym na substancjach łagodzących, nawilżajacych a także przeciwzapalnych. Po szczegółową recenzję a także efekt jaki daje ten krem odsyłam Was do  do tego postu. ( 30ml/69zł).

Olejki do demakijażu i w ogóle marka Moja Farma Urody, to moje zeszłoroczne odkrycie. Własne uprawy, własna tłocznia olejów, własne receptury, nie ma na rynku marki, która tworzyła by produkty od początku do końca w jednym miejscu. Począwszy od surowca, na produkcie gotowym kończąc. Nie można lepiej trafić, jeśli chodzi o naturalność i świeżość kosmetyków. Im dłużej używam olejków do demakijażu, tym bardziej doceniam ich cudowne właściwości i to jak przyczyniają się do poprawy stanu cery. Na pewno sięgnę po inne wersje. Szczegółowo na temat marki a także olejków pisałam w tym poście. (29zł/100ml).

Na koniec coś do ciała. Sleepy Lotion Lush znalazłam w pięknej, pachnącej paczce pod choinką. Przyznam, że nigdy dotąd nie testowałam nic do ciała tej marki. I powiem Wam,że to jest mój wieczorny pielęgnacyjny hit. Mieszanka lawendy z ylang ylang tworzy niezywkle relaksującą, wyciszającą mieszankę. Idealną na dobry sen. A do tego lekka, szybko wchałaniająca się mieszanka, nie mająca nic wspólnego z bogatymi, tłustymi masłami, tworzy naprawdę udany produkt. Gliceryna, masło, migdałowe i masło kakaowe skutecznie dają radę i nawilżają skórę. Oczywiście nie jest to produkt, który poradzi sobie z mocno przesuszoną skórą, ale sprawdza się u mnie świetnie w dniach kiedy nie mam ochoty i czasu na stosowanie bogatszych formuł. Balsam na stałe zagości w mojej łazience. Kocham. ( 7,95 funta/95ml). 

A jak Wasi ulubieńcy. Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

Ściskam. Iwona.

*Serum Mayka Skincare otrzymałam do przetestowania. To nie jest post sponsorowany.