czwartek, 28 lutego 2019

Cacao Tanning Mousse. Naturalny samoopalacz w piance/Eco By Sonya.





Kiedyś nienawidziłam wszystkich samoopalaczy. Za wszystko. Za zapach jaki pozostawiały, za kolor odbiegający daleko od naturalności, za smugi, nierównomierność (ach te kolanka i łokcie). Na szczęście na mojej drodze stanęły produkty Eco By Sonya. Używam ich od ponad roku i polecam wszystkim znajomym, którzy patrząc na mnie mowią : "jak ładnie jesteś opalona", zamiast "jakiego samoopalacza używasz? ".Pytanie takie bynajmniej to żaden komplement a świadczyć może jedynie o tym, że kolor mojej skóry wygląda sztucznie.
Do brzegu. Markę założyła Sonya Driver kiedy to u bliskiej jej osoby (dokładniej siostry) wykryto raka skóry, czerniaka. Sonya postanowiła stworzyć ekologiczną linię produktów, z "dobrymi" pielęgnującymi składnikami aby bezpiecznie opalić skórę z pominięciem promieni słonecznych. Wszystkie produkty marki nie są testowane na zwierzętach i posiadają wszelkie niezbędne certyfikaty świadczące o ich bezpieczeństwie i naturalności.
Jakiś czas temu mogliście poczytać o Face Tan Water (czytaj recenzję) , jedynym i niepowtarzalnym produkcie któego używam do buzi. Kocham, kocham, na zawsze w mojej łazience! Dziś przychodzę z Cacao Firming Tanning Mouse, czyli pianką do opalania. 
Stworzona z wspaniałych organicznych składników: kawy, kakao, imbiru mandarynki, miąższu z czerownej pomarańczy ekspressowo opala i pielęgnuje skórę. Za nadanie ciału opalenizny odpowiada tu Dihydroksyaceton, w pełni  bezpieczny i szybko działający składnik naturalnych produktów samooplających.
Produkt dostajemy w formie lekkiej pianki, przed użyciem należy dokładnie wstrząsnąć butelką. Następnie aplikować na czystą, suchą skórę. Powinniśmy się śpieszyć z aplikacją, gdyż pianka dosyć szybko zasycha. Nie pozostawia jednak żadnego filmu, tłustości. W zasadzie można się od razu ubierać. Zmywamy w zależności od koloru naszej skóry i preferencji. Można to zrobić po godzinie a można i to robię najczęściej, bo produkt aplikuje na noc zmyć o poranku.
Kwestia dość istotna. Zapach. Na mojej skórze po jakimś czasie da się wyczuć zapach typowy dla samoopalaczy. Nie jest może nieznośny, ale jest. Nie przeszkadza mi ani mojemu partnerowi we śnie. 
Efekty. Jeeest! moje ciało wygląda przepięknie. Skóra muśnięta słońcem, bez żółtości, pomarańczy czy nadmiernego brązu. Wygląda naturalnie, wspaniale. Odrobina koloru na moim mocno bladym ciele znacząco poprawia mi humor, dodaje pewności siebie. Ten cellulit, brzuszek ( ciut wystający :D) są jakby mniej widoczne. 
Trwałość. Na dobrze przygotowanej skórze, mam tu na myśli wykonanie dokładnego peelingu całego ciała opalenizna u mnie trzyma się około tydzień. Uważam, że to całkiem dobry wynik. Sobota to zawsze ten dzień, który przeznaczam dla siebie. Maski, peelingi i samoopalacz. Uwielbiam ten czas. 
Ja nie jestem psychofanką życia bez słońca, nakładania filtrów nawet jeśli więkoszość dnia siedzę w domu. Mieszkam w miejscu, gdzie słońce jest prawdziwym lekarstwem, jestem przeszczęśliwa jeśli choć trochę "musną" mnie promienie słoneczne. Jesienią,zimą i wiosną, czyliw zasadzie przez więkoszość roku ( Kornwalio kocham Cię mimo wszystko!) prócz spacerów i radości z każdego najmniejszego promyka słońca wspomagam się samoopalaczami. Pianka Eco By Sonya zapewnia mi opaleniznę taką jak lubię, ba nawet lepszą, bo ja zazwyczaj opalam się na czerwono. 
Nie zgłaszam co do produktu żadnych zastrzeżeń. ( kupiułam tu, w Polsce możecie kupić między innymi u dystrybutora marki tu

8 komentarzy:

  1. Super że działa, a zapachu ciężko uniknąć. Mój nos wyczuje w każdym tego typu kosmetyku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem wyczulona na zapach samoopalaczy, tu nie ma tragedii ;)

      Usuń
  2. Nigdy nie miałam szczęścia do samoopalaczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, większość wygląda nienaturalnie ;)

      Usuń
  3. Iwonka, przepiękne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna kompozycja na zdjęciach. Interesujący produkt :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz