czwartek, 7 lutego 2013

Moje faworki.

Wczorajszy telefon od mamy przypomniał mi o tłustym czwartku. A przecież obiecałam sobie,że w tym roku zrobię swoje pierwsze faworki. Kupiłam wszystko co potrzeba, poczytałam przepisy i do roboty! Niezbyt dobrze czuję się w robieniu ciast i innych słodkości. Jestem z gatunku tych, co to muszę mieć zrobione wszystko od razu a takie faworki na przykład wymagają sporo czasu. No ale nic podjęłam się,wykonać muszę, tym bardziej że mój mały czteroletni pomocnik garnął się do pomocy. Powiem Wam,że skręcanie chałki w warkocz to pikuś przy wywijaniu faworków. O Jezu! topornie mi to szło. Ale wyszły, trochę niekształtne ale w smaku nie odbiegają od tych kupionych w cukierni. Jest jeszcze jeden plus robienia faworków, można dać upust złym emocjom, bo ciasto wymaga walenia wałkiem, tudzież uderzania o stół :D. Nie liczę godzin i lat ani też kalorii zabieram się więc za jedzenie moich wypieków. Smacznego !:)






18 komentarzy:

  1. Ja już pochłonęłam dwa pączki, na faworki nie mam cierpliwości niestety :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmmmm....pyszności :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. W moich okolicach mówi się na to chruściki. Bardzo lubię je robić i jeść oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  4. No pięknie wyszły :)
    Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądają bardzo smakowicie :) Smacznego! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Za pączkami nie przepadam,ale faworki uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. mniam! :) ale słodko dzisiaj na blogspocie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaaaa! Jak dobrze, ze u mnie nikt nie robi faworków :D Na razie tylko jeden pączek, czyli jest dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  9. jak ja dawno faworków nie jadłam :(

    OdpowiedzUsuń
  10. wyglądają pysznie i smakowicie :D



    Zapraszam do mnie, obserwujemy?



    OdpowiedzUsuń
  11. wieki nie robiłam, a umiałam zawijać całkiem nieźle faworki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz